The ban on smartphones in schools deserves praise. It's a pity that 3 years and 1 election run had to pass

czir.org 1 hour ago

Od 1 września uczniowie polskich szkół podstawowych nie wezmą już do ręki telefona na terenie placówki – ani na lekcji, ani na przerwie. Ustawę podpisał już prezydent. To decyzja, o którą Centrum Życia i Rodziny apelowało jako jedno z pierwszych w Polsce już trzy lata temu. Cieszymy się, iż wreszcie się dzieje. Ale nie możemy udawać, iż nie widzimy, jak do niej doszło.

Trzy lata czekania

Kampanię „Szkoła bez telefonów” zaczęliśmy w czasach, gdy temat ograniczenia dostępu dzieci do telefonów w szkole wzbudzał wśród polityków co najwyżej wzruszenie ramionami. Rząd Zjednoczonej Prawicy nie widział w tym pilnej potrzeby. Można było mieć nadzieję, iż zmiana władzy przyniesie też zmianę podejścia – nowe kierownictwo Ministerstwa Edukacji Narodowej rzeczywiście deklarowało zainteresowanie tematem, ale przez długi czas kończyło się na deklaracjach. Gdy eksperci, rodzice i nauczyciele coraz głośniej mówili, iż potrzebne są systemowe rozwiązania, minister Barbara Nowacka odpowiadała, iż polskie szkoły „nie są na to gotowe”, a obowiązujące rozwiązania – czyli zapisy w statutach poszczególnych placówek – są wystarczające.

Tyle iż te zapisy w praktyce nie działały. Jak pokazało polskie badanie „EU Kids Online 2018”, ponad połowa uczniów (51,7 proc.) wskazywała, iż nauczyciele ustalili zasady korzystania z telefonów w szkole. Ale tylko 27 proc. uczniów odpowiadało, iż nauczyciele w ogóle sprawdzają, czy telefony są wyłączone, a jedna piąta – iż ktokolwiek je za to konfiskuje. Nauczyciele nie mieli żadnych realnych narzędzi do egzekwowania zakazów, a odebranie uczniowi telefonu mogło im samym grozić zarzutem naruszenia jego praw. Statutowa „regulacja” była więc w praktyce fikcją – i doskonale o tym wiedzieliśmy, powtarzając to od lat w naszych apelach i materiałach edukacyjnych.

Co się zmieniło – i dlaczego akurat teraz

Impuls do realnej zmiany przyszedł nie z gabinetu minister edukacji, a z kampanii prezydenckiej. To marszałek Sejmu Szymon Hołownia uczynił zakaz telefonów w szkołach jednym ze sztandarowych postulatów swojej kandydatury, przywołując przykłady innych państw i pytając, dlaczego Polska wciąż nie potrafi wprowadzić rozwiązania, które od lat sprawdza się gdzie indziej. Dopiero gdy temat zaczął żyć własnym życiem w debacie publicznej, resort edukacji przyspieszył. W marcu 2026 roku minister Nowacka ogłosiła, iż MEN kończy prace nad przepisami – i sama określiła tę decyzję jako „przyspieszoną” po rozmowie z premierem Donaldem Tuskiem. W czerwcu rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy – Prawo oświatowe, a w lipcu prezydent go podpisał.

Trudno o bardziej wyraźny sygnał, iż mówimy o kalkulacji politycznej, a nie o nagłym odkryciu problemu, który zresztą od lat opisywały statystyki. Diagnoza przygotowana na zlecenie samego MEN – „Diagnoza Młodzieży 2026” – mówi wprost: 71 proc. nastolatków uważa, iż są uzależnieni od telefonów, 60 proc. odczuwa chroniczne zmęczenie, 73 proc. dzieci w wieku 12–14 lat wie, gdzie znaleźć w internecie pornografię, a 26 proc. dzieci między 7. a 12. rokiem życia miało z nią kontakt. Te dane nie powstały w marcu 2026 roku – problem narastał latami. Zabrakło tylko politycznej woli, by na niego odpowiedzieć, dopóki nie zrobił tego ktoś, kogo dziś rządząca koalicja wolałaby nie chwalić.

Dobra decyzja, złe motywacje

Nie ukrywamy satysfakcji z samego faktu – to jest dokładnie to, o co apelowaliśmy. Od 1 września uczniowie szkół podstawowych nie będą mogli korzystać z telefonów komórkowych i innych urządzeń umożliwiających komunikację na odległość ani na terenie szkoły, ani podczas zajęć edukacyjnych organizowanych poza nią – na przykład na wycieczkach dydaktycznych czy lekcjach prowadzonych na zewnętrznych obiektach. Szkoły mają czas do 31 października, by dostosować do tego swoje statuty. To krok w dobrą stronę i realna ochrona dzieci przed czymś, co od lat opisujemy w naszych materiałach: cyfrowym nałogiem, który odbiera im koncentrację, relacje z rówieśnikami, a czasem i zdrowie psychiczne.

Problem w tym, iż decyzje dotyczące bezpieczeństwa i rozwoju dzieci nie powinny czekać na to, aż staną się wygodnym tematem kampanijnym. Powinny wynikać z rzetelnego rozpoznania zagrożeń i być podejmowane choćby wtedy, gdy nie przynoszą politycznych korzyści – a nie dopiero wtedy, gdy temat podniesie ktoś inny i trzeba dogonić narrację. Amerykański psycholog społeczny Jonathan Haidt, jeden z czołowych badaczy wpływu mediów społecznościowych na młodzież, przekonuje, iż upowszechnienie telefonów odebrało całemu pokoleniu dzieciństwo. Trudno o dosadniejsze podsumowanie tego, co jest naprawdę na stawce i dlaczego trzy lata zwłoki to o trzy lata za wiele.

Co dalej

Zakaz obejmie na razie tylko szkoły podstawowe – w liceach i technikach o zasadach korzystania z telefonów wciąż decydować będą statuty poszczególnych placówek, czyli rozwiązanie, które już raz okazało się nieskuteczne. Będziemy pilnować, by nowe przepisy nie zostały w praktyce rozmyte tak, jak wcześniejsze zapisy statutowe, i by kolejnym krokiem – zamiast kolejnej kampanii wyborczej – stała się wreszcie rzeczywista, systemowa ochrona dzieci przed zagrożeniami cyfrowego świata, nie tylko w szkolnej ławce.

Można tylko cieszyć się, iż nasz głos – wsparty przez blisko 20 000 Polaków, którzy podpisali się pod petycją „Szkoła wolna od telefonów” – wreszcie znalazł odzew. w tej chwili wprowadzane zmiany to również Państwa zasługa! Teraz pozostaje nam o tym przypominać i dalej apelować o dobre zmiany w ochronie najmłodszych, bo dzieci zasługują na to, żeby ich bezpieczeństwo nie zależało od kalendarza wyborczego.

Aleksandra Gajek

Źródło zdjęcia okładkowego: IStock

Read Entire Article