Publikujemy fragment książki Sławomira Goworzyckiego „Historia Węgier opowiedziana niepoprawnie politycznie” (Wydawnictwo POHIBITA, Warszawa 2026).
Tradycyjnie już ruch socjalistyczny i komunistyczny szukał, by tak rzec, wielkiej liczby, czyli poparcia wśród najszerszych, w tym i najuboższych warstw ludności. Jednakże, na ówczesnych Węgrzech, jak i w innych krajach, jego kadry zasilane były w dużej części przez działaczy narodowości żydowskiej, pochodzących z żydowskiej warstwy średniej oraz z inteligencji, w tym wolnych zawodów. Kolejnym prorewolucyjnym czynnikiem – który atoli w ówczesnej Polsce wyraźnego znaczenia raczej nie osiągnął – stały się na Węgrzech wspomniane już powroty do domu owych zbolszewiczałych w Rosji żołnierzy-jeńców. Oczywiście nie znaczy to, iż wszyscy którzy uprzednio przebywali w Rosji, stali się rewolucjonistami. Niemniej wielu z nich uprzednio walczyło w rosyjskiej wojnie domowej po stronie bolszewików, po czym skierowanych zostało do powrotu na Węgry, aby teraz tam zaszczepić komunistyczną rewolucję. Inni pozostali w „pierwszym państwie robotników i chłopów”, tak więc w latach 1919-1920 przeciwko Polsce w ramach rosyjskiej Armii Czerwonej następowały także bolszewickie oddziały narodowe (w tamtym wczesnym okresie), a zatem właśnie węgierskie, niemieckie oraz austriackie, ale także i polskie – niestety, i to dość choćby liczne.
Więc i coś takiego przypadło pewnej części etnicznych Węgrów na tamtych wschodnich obszarach pradawnej Wielkiej Hungarii, Lewedii i Międzyrzecza-Etelköz. Cara Mikołaja II i jego rodzinę miała zamordować bolszewicka jaczejka z udziałem Madziarów właśnie. „Nieludzka ziemia” – tak i podobnie nazywano w Polsce, wtedy i później, zbolszewiczałą rewolucyjną Ruś i Rosję. Natomiast dzisiaj – druga i trzecia dekada XXI wieku – ludzie w Polsce i w innych krajach jakoś nie chcą zrozumieć lub udają iż nie rozumieją, iż post-sowieci (od roku 1991) i zarazem wnuki oraz prawnuki tamtych bolszewików w wewnętrznym post-sowieckim rozciągniętym w czasie konflikcie dogrywają się pomiędzy sobą o terytoria historycznej nadczarnomorskiej Noworosji, przez Moskali pracowicie wywojowanej na Turkach w XVIII stuleciu (sic!). A iż inne siły światowe mają swój udział w tym dzisiejszym sporze – to jeszcze inna sprawa. Wróćmy na – nie tak przecież od Noworosji odległe – Węgry czasu po pierwszej wojnie światowej.
Zważywszy na choćby te pobieżnie powyżej przywołane okoliczności rząd Mihály Károlyego musiał potęgować w Narodzie niechęć do siebie zarówno „z prawa”, jak i „z lewa”, i tak było rzeczywiście. Prezydent Károly, chociaż sympatyzujący z Rosją bolszewicką (!), miejscowych madziarskojęzycznych komunistów pozamykał jednak w więzieniu. Atoli jego koalicjanci socjaldemokraci odwiedzali uwięzionych i w następstwie doszli z nimi do porozumienia, na mocy którego więźniowie zostali zwolnieni, po czym natychmiast we wspólnej koalicji socjaldemokratów i komunistów niejako… zastąpili w dniu 21 na 22 marca 1919 roku rząd Károlyego.
Owe wypadki jawią się nader tajemniczo (!), jeżeli zważyć, iż w tamtych właśnie dniach, tj. 19 marca (podaje się też 21 marca) specjalny przedstawiciel Ententy, francuski pułkownik Fernand Vix, przedstawił rządowi budapeszteńskiemu oficjalne ultimatum, a zatem wezwanie do terytorialnych ustępstw tym razem na rzecz Rumunii, prawie aż po Cisę, z Debreczynem i Segedynem włącznie (sic! w literaturze: druga nota Vixa). Dodajmy, iż jeszcze w grudniu ubiegłego 1918 roku Ententa w podobnie arbitralny sposób wyznaczała zasięg wojsk czechosłowackich na Górnych Węgrzech (pierwsza nota Vixa); podobnie postępowała ona w odniesieniu do południowych ziem madziarskich.
Jeśli na Węgrzech byli wtedy jacyś sympatycy Ententy, jak zwłaszcza prezydent Károly, to właśnie otrzymali oni wraz z resztą Madziarów kolejny dojmujący dowód jej wrogości. Toteż Mihály Károly oddał władzę ogłaszając, iż „wobec nowych żądań terytorialnych Koalicji nie ma innego wyjścia, jak powierzyć obronę państwa i jego dalsze losy w ręce proletariatu” (sic! Wacław Felczak). Zapytajmy – czy nie o to właśnie chodziło owym ciemnym siłom trzęsącym wówczas Europą, a w niej Węgrami?
Tak więc w marcu 1919 roku powołano bolszewicką Węgierską Republikę Rad i tak się rozpoczęła trwająca blisko pięć miesięcy węgierska rewolucja komunistyczna pod rzeczywistym przewodem Żyda Béli Kuna, też uprzednio przebywającego i działającego w zrewolucjonizowanej Rosji.
Lecz przecież w tamtym okresie, także wcześniej, dochodziło do rewolucyjnego „wrzenia” i rewolucyjnych wybuchów już nie tylko w, nazwijmy to, południkowym szerokim pasie Polska-Węgry, ale i w samych Niemczech, więc jeszcze dalej w kierunku zachodnim.
Czy właśnie tego życzyły sobie dla Europy i zwłaszcza dla europejskiego Wschodu zwycięskie państwa Ententy? Aby bolszewizm, z Rosji poprzez Węgry, rozlał się na całe Bałkany i dalej? Znowu Madziarzy stali się tymi „najdalej ku Zachodowi” przenoszącymi coś ze Wschodu, tym razem bolszewizm na czas tych kilku miesięcy roku 1919.
Tak więc budapeszteńska Rewolucyjna Rada Rządząca energicznie przystąpiła do zaprowadzania na Węgrzech owego bolszewickiego „nowego ładu” dręczącego Rosję i Ruś już od półtora roku. Także z Węgier urządzono „kraj rad”, z trybunałami rewolucyjnymi, pełniącą funkcje policyjno-śledcze Czerwoną Strażą i lotnymi oddziałami czekistowskimi nazywanymi tam „chłopcami Lenina”. Bardzo gwałtownie – model sowiecki był przecież gotowy i do powielenia – gdyż na przełomie marca i kwietnia wydano decyzje znane w ogóle w komunistycznej propagandzie (dobrze to pamiętamy z czasów PRL-u) jako „dekrety o nacjonalizacji przemysłu, usług i mieszkań oraz o reformie rolnej”. Przy czym wywłaszczający z ziemi komuniści, nazywając to eufemistycznie „reformą rolną”, pozostawiali nieszczęsnym właścicielom, nie tylko tym „wielkim”, ale i tym „małym” kilkakrotnie mniej ziemi, aniżeli ledwie siedem tygodni wcześniej (!) czynił to jakże „postępowy” hrabia-prezydent Mihály Károly. U komunistów żadnych obiecanek o „odszkodowaniu za upaństwowioną ziemię” oczywiście nie było.
Można rzec, iż na Węgrzech „siły postępu”, zrazu te „umiarkowane” jak rząd Károlyego, a niedługo po nich te „skrajne”, jak Rewolucyjna Rada Béli Kuna, w ciągu niespełna dwóch miesięcy urządziły sekwencję wywłaszczeń, jaka w Polsce zajęła ćwierćwiecze – my tu liczymy od sejmowej uchwały (1919) i pierwszej ustawy „o reformie rolnej” (1920) do dekretów „o reformie rolnej” i „o nacjonalizacji przemysłu” z lat 1944-1946. Owszem, w roku 1919 Węgry zostały niebawem od komunizmu uwolnione – o czym dalej – ale przecież w owych latach 40. XX wieku znowu popadły w komunizm, razem z Polską i z innymi krajami wówczas już zbudowanej szerokiej „strefy sowieckiej”.
Aliści „przeklejanie” nie zmienionych sowiecko-rosyjskich wzorców na grunt państw i narodów znajdujących się w obszarze cywilizacji innej przecież, aniżeli ta w obszarze której rozwijała się Rosja, gwałtownie wywoływało nieufność wśród szerokich rzesz „beneficjentów reformy rolnej”. Oto Rada Rewolucyjna wywłaszczonych gruntów nie parcelowała pomiędzy chłopów, ale na wzór rosyjskiej „obszcziny” zakładała rozległe państwowe gospodarstwa rolne oraz „spółdzielnie”, gdzie swobodni dotąd chłopi-gospodarze mieli być najemnymi robotnikami rolnymi. Zauważmy, iż sowieccy doktrynerzy z węgierskiego przypadku nauki dla siebie najwidoczniej nie przyjęli, gdyż ten sam z ich punktu widzenia błąd powtórzyli oni w roku następnym (1920) w Polsce, w swoim wówczas niezdecydowaniu w jednych miejscach wywłaszczone grunta wprawdzie dzieląc między chłopów i/lub robotników rolnych (na wsi różnica pomiędzy tymi dwiema grupami jest dobrze rozumiana), ale w wielu innych okolicach zakładając owe nierozparcelowane „sowchozy”. W tamtym zatem pokoleniu ani chłopa madziarskiego, ani tego polskiego taka gwałtowna rewolucyjna zamiana dotychczasowego pana-dziedzica-szlachcica na… dobrze nie wiadomo kogo (!) jednak nie przekonywała (wszelako później było inaczej i tak, przynajmniej w Polsce, pozostało do dzisiaj!)
Nie miejsce tu na szersze opisy rewolucyjnych wydarzeń na Węgrzech roku 1919. Oczywiście, iż prześladowano „burżuazję i kler”, rozwiązano zakony, opanowano szkolnictwo, „wyrzucono religię ze szkół”, a między innymi tę jakże zasłużoną dla Narodu Węgierską Akademię Nauk po prostu… zamknięto. Tym i innym poczynaniom towarzyszył gwałtownie się rozprzestrzeniający czerwony terror.
Na to wszystko poniekąd z bliska patrzyły narodowości sąsiadujące z okrojonymi terytorialnie Węgrami, a i Węgrzy mieszkający na obszarach zawładniętych przez Czechosłowację, Serbię i Rumunię. Czy oni też chcieli bolszewickiej rewolucji u siebie? Natomiast z dalekiego Paryża patrzeli na to uczestnicy właśnie się tam rozwijającej konferencji pokojowej na czele z ową Wielką Trójką ówczesnych światowych przywódców.
Szybko zatem zachęcono tych nowych wschodnioeuropejskich sojuszników zwycięskiej Francji, aby podjęli oni zbrojne działania kontrrewolucyjne i zarazem antywęgierskie (przyznajmy – jak to dziwnie brzmi). Główne zadanie miały wykonać liczniejsze od madziarskich wojska Królestwa Rumunii (por.: nota Vixa).
Motywacja Rumunów do kolejnej walki przeciwko Węgrom była teraz trojaka: jak poprzednio – poszerzyć ku zachodowi granice Wielkiej Rumunii (rum. România Mare), zwalczać bolszewizm chroniąc przed jego rozprzestrzenianiem się swój własny i inne kraje oraz wykazać się jako stabilny i skuteczny sojusznik Francji na Wschodzie.
Że Polska z Węgrami w latach 1918-1919 w zasadzie nie współpracowała, o tym już wyżej wspominaliśmy. Atoli dopiero co, w następstwie owych działań armii czechosłowackiej, przestaliśmy mieć z nimi wspólną granicę, co dla nas i dla nich było szokiem po owym tysiącu (!) lat wspólnego graniczenia.
Lecz polsko-rumuńska kooperacja wojskowa oraz ta dotycząca przemieszczania się Polaków poprzez terytorium na prawym brzegu Dniestru, w zajętej (czy raczej: odzyskanej) przez wojska rumuńskie Besarabii, została właśnie wtedy zawiązana i – paradoksalnie – pośrednio skorzystały z niej także Węgry, ale te antybolszewickie, też przecież pozostające z Rumunią w ciężkim konflikcie.
Oto zbolszewizowane terytorium węgierskie od najbliżej ku niemu wysuniętych placówek rosyjskiej Armii Czerwonej dzieliły nie tylko Karpaty, ale także Galicja Wschodnia, w której właśnie toczyła się wojna polsko-ukraińska – około dwieście-trzysta kilometrów w linii prostej (sytuacja była wszakże zmienna). Sowieci, sami związani walką też z Wojskiem Polskim, a na innych frontach z kontrrewolucyjnymi rosyjskimi „białymi” armiami i z ukraińskimi petlurowcami, myśleli o podjęciu zbrojnej wyprawy z pomocą dla Węgierskiej Republiki Rad, jednak nie mieli możliwości aby to uczynić. Są przekazy o tym, iż dozbrajali oni wtedy wojska zachodnioukraińskie – formalnie też przecież „białe”, a nie „czerwone” – aby te zdobyły na Polakach galicyjskie terytorium na tyle rozległe, by poprzez nie Armia Czerwona mogła możliwie gwałtownie przejść na Węgry.
Do tego nie doszło, aczkolwiek polski Sztab Generalny tyleż licząc się z przywołanym wyżej bolszewicko-internacjonalistycznym zagrożeniem, co po prostu pragnąc odciążyć własne wojska walczące w Galicji, przyzwolił aby wojska rumuńskie zajęły Pokucie, więc krainę leżącą pomiędzy Karpatami, a Dniestrem w jego górnym biegu, a zatem by nie wpuszczały tam one ani wojsk ukraińskich, ani bolszewickich, gdyby takie tam wtedy jednak dotarły. Jednostki rumuńskie przebywały więc na Pokuciu od wiosny do końca roku 1919, zatem wtedy właśnie, gdy główna armia rumuńska kontynuowała podbój i okupację Węgier (sic!).
Takie to bywały owe środkowowschodnioeuropejskie polityczne i wojskowe „zapętlenia”. Trzeba o nich i o wszystkich innych wiedzieć, aby mieć możliwie pełne rozeznanie tego, jak my dziś mamy postępować na tym naszym wspólnym Trójmorzu. Aliści historia powtarza się, ale nigdy tak samo.
Odrodzone Wojsko Polskie zwycięsko zakończyło wojnę z Republiką Zachodnioukraińską, po czym swymi czołowymi oddziałami w listopadzie 1919 roku wkroczyło do Kamieńca Podolskiego (tak! tego samego!), również na tamtym odcinku frontu wschodniego wchodząc niebawem w bojowy kontakt z wojskami bolszewickimi. I tym to sposobem właśnie Polacy uniemożliwili realizację zamysłów udzielenia pomocy komunistycznym Węgrom przez sowiecką Armię Czerwoną. To się powtórzyło rok później (1920) – iż ubiegniemy tu dalszy tok naszej gawędy – gdy Odrodzone Wojsko Polskie ponownie broniąc Galicji i Lwowa, tym razem już przeciwko bezpośredniemu najazdowi wschodniej Armii Czerwonej, uniemożliwiło jawnie przecież głoszoną bolszewicką inwazję kierowaną stamtąd na Węgry i na Bałkany.
Wróćmy do trwającej tylko (i aż) niespełna pół roku historii Węgierskiej Republiki Rad. Z dniem 16 kwietnia wojska rumuńskie, oczywiście za poparciem Francji i całej Ententy, z obszaru zajmowanego już przez siebie od początku roku 1919 Siedmiogrodu ruszyły w kierunku zachodnim osiągając przewagę nad kilkakrotnie od nich mniej liczną Węgierską Armią Czerwoną i bardzo gwałtownie docierając do brzegu Cisy, tej „najbardziej węgierskiej z węgierskich rzek”. Tak więc wiosną roku 1919 dokonano drugiej po tej z niedawnego okresu jesienno-zimowego wspólnej inwazji przeciwko Węgrom, skoro z dniem 26 kwietnia wojska czechosłowackie też zaatakowały, i to w dwóch kierunkach – na wschód ku krainie dzisiaj nazywanej Rusią Zakarpacką i na południe w regionie Miszkolca. Także wojska serbsko-francuskie (sic!) poczyniły kolejne zdobycze na południu Węgier.
Czego więc dotąd nie uczyniły wojska węgierskie nie-bolszewickie – próby odbicia zabranych terytoriów Królestwa Św. Stefana – to w maju roku 1919 podjęli komuniści. Doszło mianowicie do – przyznajmy – dość złożonej sytuacji, kiedy to nowo powołana i forsownie rozbudowywana Węgierska Armia Czerwona pod hasłem zarazem rewolucji proletariackiej, jak i rewindykacji terytorialnych ruszyła pod czerwonymi sztandarami (!) bić w tym układzie jawiące się jako wprost kontrrewolucyjne (i zarazem antywęgierskie) wojska czechosłowackie, w następstwie czego podzielono jednak terytorium Górnych Węgier, aby powołać tam Słowacką Republikę Socjalistyczną. Z trzech kierunków – północnego, wschodniego i południowego – uznano za priorytetowy ten pierwszy, a to z powodów przez nas wyżej zarysowanych – aby niejako wyjść na spotkanie oczekiwanej zza Karpat Armii Czerwonej na wypadek, gdyby ona mogła przybyć z pomocą.
Walka Węgrów z Czechami – kadry dowódcze obydwu teraz wrogich armii stanowili niedawni koledzy i towarzysze broni z nieistniejącej już armii austro-węgierskiej.
Czy węgierskim komunistom rzeczywiście zależało na niepodzielności Węgier, skoro oni, jak w ogóle komuniści, internacjonalistyczną rewolucję chcieli szerzyć po całym świecie? Atoli liczni spośród oficerów i żołnierzy ówczesnej Węgierskiej Armii Czerwonej z pewnością odczuwali to „prawicowo-nacjonalistyczne odchylenie” – aby odebrać to co zabrane.
Zawrotna polityczno-militarna roszada tylko nabrała tempa, gdy przywódcy Ententy nakazali czerwonym wojskom węgierskim… opuszczenie terytoriów odzyskanych od Czechów, obiecując wycofanie się Rumunów z Kraju Zacisańskiego (tj. pasa ziem ciągnących się na wschód od rzeki Cisy). Ponieważ jednak Rumuni trwali na miejscu, Węgierska Armia Czerwona przekraczając Cisę podjęła z nimi w lipcu walkę, bardzo gwałtownie przegraną. Teraz z kolei wojska Rumuńskie przeszły Cisę kierując się na Budapeszt, osiągając zatem wszystkie trzy cele przywołane przez nas wyżej, na czele z pokonaniem komunizmu na Węgrzech. Oto bowiem z początkiem sierpnia 1919 roku Węgierska Armia Czerwona i wraz z nią Węgierska Republika Rad po prostu rozpadły się, oddając kraj w ręce zewnętrznych najeźdźców.
Żydowscy oraz węgierscy przywódcy i aktywiści komunistyczni w pośpiechu z rodzinami uszli z kraju, przy czym azylu udzielono im wtedy w… republikańskim Wiedniu (sic!). niedługo towarzysz Béla Kun już szerzył rewolucję na Krymie, później w Niemczech; inni podobnie. Co najważniejsze dla Węgier, madziarskojęzyczni towarzysze-przywódcy, wprawdzie stratowawszy nieszczęśliwy kraj, ostatecznie jednak nie wykonali tam swojego zadania głównego, skoro po zaledwie kilku miesiącach stamtąd uciekli. Wielu z nich jednak powróci w celu prowadzenia na Węgrzech komunistycznej konspiracji.
Następne dwa miesiące należały do Rumunów, którzy z poparciem Ententy na przestrzeni roku 1919 wykonali w głąb terytorium węgierskiego już trzeci krok, po tych ze stycznia i z kwietnia (a czwarty licząc od ofensywy roku 1916), w dniu 4 sierpnia zajmując Budapeszt i rozciągając swoją okupację na zachodzie aż do Győr. Był to ich antywęgierski sukces wprawdzie przejściowy, ale dotąd w historii nieznany, więc także w XVI wieku w okresie największych, ale „tylko” siedmiogrodzkich triumfów hospodara Michała Walecznego. Długie pociągi z węgierskim zbożem, inwentarzem żywym i martwym oraz innymi dobrami ruszyły do Rumunii.
Zebrawszy te wszystkie okoliczności zapytajmy o to, czy Węgry, owo Królestwo Św. Stefana, w swojej długiej historii doznały większego niż w roku 1919 upokorzenia? Nie przyniosły go w tak wielkim stopniu – w odróżnieniu od przypadku Polski – lata Wielkiej Wojny, ale właśnie to, co się zaczęło na Węgrzech dziać wraz z jej na jesieni 1918 roku zakończeniem. Zresztą, w odniesieniu zarówno do Polski, jak i Węgier (oraz kilku innych krajów, obok wymienianych na tych-tu kartach również Grecji i Turcji – o czym u nas w ogóle się nie pamięta) powiada się słusznie, iż na europejskim Wschodzie i Południowym Wschodzie (Grecja contra Turcja) Wielka Wojna trwała po prostu dłużej, tj. poza rok 1918.
Idąc tropem porównań dziejów Węgier z dziejami Polski możemy – jak dotąd – dla roku 1919 mówić o niejako odwrotności losów obydwu krajów, nie pierwszej w historii. Oto na tenże rok 1919 przypada ów wprawdzie krótki, ale jednak okres Polski mocarstwowej (sic!), czego udowadnianie wykracza już poza ramy niniejszej naszej gawędy. Kraj, którego jeszcze w poprzednim roku nie było na mapie, teraz jest lokalnym mocarstwem decydującym o biegu spraw w regionie. Już tam „określone siły” zadbały, aby ta jakże korzystna dla katolickiej Polski Odrodzonej passa nie potrwała długo.
Dla Węgier zaś to najgorsze – obok bolszewizmu i już utraty znacznych terytoriów – czyli dyktat trianoński z dnia 4 czerwca 1920 roku, miało dopiero nadejść.












