„Z czasem rzecz smakuje mniej” – jak gonić króliczka i nie sprzedać przy tym swojej przyjemności?

liberte.pl 1 day ago

Z pewnością znasz ten stan napięcia i euforii gdy aż korci cię, żeby i jeszcze, i więcej… Jednak najpierw powtórka. O neuronach „już było”. Ale przypomnijmy sobie: „drzewko” – korzenie, pień, korona. Korzenie tworzą zakończenia synaptyczne. Pień to akson. Wypustka nerwowa. Zwieńcza je korona, czyli soma (ciało komórki) z rozwidlającymi się gałęziami – dendrytami.

Po takich „drzewkach” przebiega impuls, czyli informacja. A żeby do takiej komunikacji doszło, potrzebujemy neuroprzekaźników: adrenaliny, serotoniny, endorfin i dopaminy właśnie. Tej zgubnej cząsteczki… Bo jedni zachwalają, drudzy przeklinają. I każdy ma rację. Z jednej strony jest nam niezbędna do przeżycia. Motywuje. Zachęca do działania. Z drugiej – wystawia naszą wolę na próbę. Wiemy już, iż chcemy więcej i więcej, zatem jedną książką się nie nasycimy. Dlatego dziś przychodzę z dwiema pozycjami.

Zaczniemy od Michaela E. Longa. Paradoks dopaminy. D (dlaczego dostajemy coraz mniej, chociaż chcemy coraz więcej. Uzupełnimy ją Dopaminą Marian Rojas Estapé. Pierwsza wodzi nas na pokuszenie, dostarczając przekroju przez zgubne skutki głównej bohaterki. Druga – po smacznym przeprowadzeniu przez neurobiologiczne mechanizmy jej działania – proponuje nam, jak kreować dobre nawyki, by nie uzależnić się od dopaminowych strzałów. Polecam wspólną lekturę naprzemienną.

Scrolling myśli

Każdy proces zaczyna się od przepływu informacji. Każda pętla zaczyna się od bodźca. Neuron odbiera informacje. Nie interpretuje ich. Przekazuje impuls dalej. Nie przeskakujesz dlatego, iż kończysz temat. Włączasz nową treść, ponieważ jedno oczekiwanie rodzi dziesięć kolejnych. Jak kot, który domaga się kolejnej saszety, chociaż ledwo wciągnął wcześniejszą.

Efekt? Mechanizm dopaminowy nie domyka pętli, tylko stale generuje nowe potencjalne cele. Kiedy pojawia się możliwość osiągnięcia celu, układ nagrody aktywuje dopaminę. Ale zaraz, zaraz. Układ nagrody? Ano, nasz mózg ma taką fajną funkcję. Kocha przyjemność – zapamiętuje to, co mu ją sprawia i stale dąży do osiągnięcia tego stanu.

Znowu garść neurobiologii. Układ nagrody składa się z paru części: jądra półleżącego, kory przedczołowej, ciała migdałowatego i hipokampa. Każda z nich – wiadomo – odpowiada za inną działkę. Pierwsze jądro półleżące. Nadaje zachowaniu energię. Nie daje szczęścia. Daje: „idź”. Kora przedczołowa to centrum zarządzania. Uwaga. Skupienie. Planowanie. Przewidywanie. Ważenie możliwości. Ocena konsekwencji, ale i hamowanie impulsów czy wybór celów. Na tym etapie pojawia się proces poznawczy.

PFC nieustannie zadaje pytania: czy to najlepsza opcja? Czy istnieje lepsza? Co jeszcze mogę zrobić? Czy warto poczekać? To etap eksploracji. Ciało migdałowate dopisuje nam do czeku emocje. Hipokamp – to wiemy, pamiętamy – zapamiętuje („Gdzie była nagroda?”).

Ale to nie nagroda uwalnia dopaminę. Uruchamia ją możliwość nagrody. Dopamina działa przede wszystkim przed gratyfikacją, nie po jej osiągnięciu. Nie daje bezpośredniej satysfakcji. Daje gotowość do działania. Nasącza się jak wacik – bardzo pojemny wacik. Nadzieja jest pierwszym etapem przewidywania. Oczekiwania zaś nadają temu przewidywaniu kierunek.

Gonienie króliczka

Cel. Wyzwanie. Zbliżanie się. Osiągnięcie i realizacja, potem – spadek dopaminy. Po dotarciu do celu układ nerwowy bardzo gwałtownie adaptuje się do nowej sytuacji. Czy oznacza to utratę wartości? Nie. Nagroda staje się normą. Układ nagrody przestaje traktować ją jako nowość. „Z czasem rzecz smakuje mniej”.

Pętla przekierowań

Centralny motyw całego mechanizmu. Spadek pobudzenia. Wydawałoby się, iż kończy proces. Znowuż – nie, uruchamia kolejny. Bańka nie pęka. Ona się nadmuchuje jak wielka piłka do jogi. Jeden cel napędza kolejny. A każdy nowy element ponownie uruchamia dopaminę.

Nie jest to cykl zamknięty. To ciągłe i wyczerpujące przekierowywanie uwagi na ochłapy cząsteczki niedosytu. To stan eskalacji narastającego pobudzenia. Bańka kumuluje energię, napięcie i oczekiwania. Nadmuchuje się poprzez kolejne dopaminowe wzmocnienia. Dmuchawiec kieruje dyfuzją tej energii na wiele nowych obiektów.

Wyczekiwanie

Jedną z większych pułapek staje się środowisko cyfrowe. Szczególnie dla młodych ludzi, u których układ nagrody dopiero się stabilizuje. Platformy wykorzystują dokładnie tę samą pętlę. Algorytm. Personalizacja. Więcej. Jeszcze więcej. „Dobrze cię już znam” – szepcze nam do ucha dopaminka.

Nowy bodziec. Przekierowanie uwagi. Nowa dawka dopaminy. Efektem jest scrolling. Bez końca. System nie sprzedaje treści. Sprzedaje kolejne przewidywanie. Każdy kolejny bodziec zwiększa oczekiwanie. Zwiększa pobudzenie. Zwiększa wagę celu. Każde pragnienie może stać się źródłem kolejnych roszczeń względem przyjemności, a każde z nich może uruchomić następny cykl.

To stan zdominowany przez niekontrolowane pętle. Przepustowość. Rozchwianie. Regres. Środowisko cyfrowe wzmacnia tę pętlę, stale dostarczając nowe bodźce. Choć kora przedczołowa może tę pętlę regulować (albo tracić nad nią kontrolę), produktywność zabiera nam dobrostan. Kto nie zmarnował godziny bez celu na przesuwaniu treści w mediach społecznościowych, ten… nie ma takich.

Lecz jak osiągnąć złoty środek: równowagę pomiędzy niedosytem a kontrolą impulsów i mieć przy tym satysfakcję? Dualizm ten, choć niełatwo, da się jednak pogodzić. Wypracować. Tak, trzeba w ten proces włożyć sporo ciężkiej pracy, woli i samozaparcia.

Flow jest przeciwieństwem pętli przekierowań. Jeden cel. Pełne skupienie. Stabilna uwaga. Głębokie działanie. Nowy efekt: satysfakcja z procesu. Ograniczamy potrzebę ciągłego poszukiwania kolejnego bodźca. Ale co zrobić, gdy nasza uwaga rwie się co kilka sekund jak u rybki welonki? Co wtedy? Wykształcić zdrową pętlę dopaminogenną. Wprowadzić kładkę. Może być wysoka, ale nie oznacza integracji ani równowagi.

To jak maraton. Neuronalny runmaggedon. Nowy bodziec. Nowa nadzieja. Nowe oczekiwania. Kolejna pętla dopaminowa. I, cyk, kładka. Układ nagrody nadaje kierunek motywacji zgodny z wartościami. Przestajemy podążać za każdym nowym bodźcem. Zresztą – tu spoiler – sport bardzo dobrze reguluje układ dopaminogenny. Cel? Jest. Wyzwanie? Owszem. Zaś satysfakcja, jaką daje nam dokończenie ćwiczenia, uwalnia zbawienne białko BDNF. Neutroficzny czynnik pochodzenia mózgowego, swoisty „nawóz” dla naszego najcenniejszego narządu. To ono napędza neuroplastyczność, a jak wiemy, dzięki niej możemy (niemalże) wszystko. Poprawimy potencjał poznawczy. Uwagę i koordynację. Pamięć i zdolność uczenia się. I to w każdym wieku! Tu, mały protip: spacer w szybkim tempie pobudza kreatywność. Zatem do dzieła: truchcikiem po książki.

Read Entire Article