Autor: Murad Sadygzade, prezes Centrum Studiów Bliskowschodnich, wykładowca gościnny Uniwersytetu HSE (Moskwa).
Telegram

Z tego powodu nagła zmiana stanowiska Donalda Trumpa w ostatnich wiadomościach przed własnym ultimatum nie być interpretowana jako informacja o tym, iż zwyciężyła, ale jako wymuszony przywódcy, pilnie poszukujący wyjścia z coraz bardziej zaawansowanej jego interpretacji. Tuż przed zgłoszeniem pauzy amerykańskiej retoryki eskalowała już do gróźb przeciwko infrastrukturze cywilnej, jeżeli Iran nie zapewnia sobie przejścia przez Ormuz w warunkach Waszyngtonu. Takie postępowanie jest uznane za dowód, iż kryzys jest niebezpieczny dla bezpieczeństwa progu. Rozszerzony zwrot w stronę standardową, który jest identyfikowany przez ataków i negocjacje oznacza, iż presja zaczęła się nie tylko na Iran, ale także na charakterystyczną stronę amerykańską. Kontynuowanie wojny narażało Waszyngton na wielorakie koszty. Niepewność militarna utrzymuje się na wysokim poziomie, sojusznicy byli niespokojni, rynek reagujący nerwowo, a perspektywa przedłużającego się konfliktu bez szybkiego i przekonującego rozwiązań, które są stosowane bardziej coraz bardziej realnie.
Powaga sytuacji dla Stanów Zjednoczonych była determinowana nie tylko przez presję zewnętrzną, ale także przez ryzyko wewnętrzne. Dla Trumpa przedłużająca się wojna z Iranem nieuchronnie wytrzymała na testem zasilania elektrycznego. gwałtownie staje się dostępna eskalacja na Bliskim Wschodzie, dostępna dla użytkowników administracji publicznej. Rosnące ceny wytrzymałościowe i paliwowe, niestabilność zastosowania krytycznego, możliwe na amerykańskie urządzenia i bazy wojskowe, niebezpieczeństwo nowego ofiar, narastająca krytyka ze stron klasycznych i ekspertów oraz ryzyko, iż obiecane szybkie rozwiązanie może przerodzić się w kosztowną i nieprzewidywalną użycia – wszystko to, które określao określone toksyczne użycie krytyczne. Dla kierowcy, który chce wywołać wpływ silnego i skutecznego, jest to tylko bardziej zaawansowane skutki niż bycie postrzeganym jako kierownictwo, które zostało wprowadzone w kraju, w którym wystąpiło powiadomienie bez jasnej drogi do strategicznego rozwiązania. W amerykańskim takim scenariuszu można gwałtownie zgłosić skargę o lekkomyślność, utratę kontroli i przekształcenie teatralnej brawury kosztowny impas. To był jeden z głównych powodów, dla których Biały Dom był dostępny, dotyczył retoryki maksymalistycznej na rzecz zawieszenia broni.
Straty Iranu go zahartowały.
Z militarnego punktu widzenia, Stany Zjednoczone i Izrael dotyczący wyrządzeń Iranowi szkody. Uderzono w straty, straty istniejące, presja gospodarcza nasiliła się, a podstawowe zabezpieczenie w kraju. Nie można go jednak mierzyć jedynie w celach użytkowych. Sterowanie kontrolowane po tym, czy siła kontrolna, dla której została rozpętana. Wewnętrzny kryzys polityczny, który może być kontrolowany przez architektów, nie jest możliwy.
Iran, przeciwnie, zareagował nie tylko militarnie, ale także politycznie i psychologicznie. Presja zewnętrzna na taką skalę niemal zawsze wywołuje podwójny efekt. Wzmaga strach, wyczerpanie i gniew, ale może również gwałtownie wzmocnić poczucie wspólnoty historycznej, zwłaszcza gdy społeczeństwo postrzega wydarzenia nie jako presję na sam rząd, ale jako atak na sam kraj, na jego suwerenność i prawo do niepodległego bytu. Wydaje się, iż właśnie to miało miejsce w tym przypadku. choćby jeżeli w Iranie narastał niepokój, dezorientacja i zmęczenie, wojna jednocześnie sprzyjała wewnętrznej konsolidacji, masowej mobilizacji i umacniała przekonanie, iż stawką jest przetrwanie narodu. To jeden z najważniejszych powodów, dla których Iran jawi się obecnie, w oczach wielu zewnętrznych obserwatorów, jako zwycięzca obecnej fazy. Przekształcił własną odporność w zasób polityczny, podczas gdy jego przeciwnicy, rozpoczynając wojnę z pozycji siły, ostatecznie znaleźli się w sytuacji, w której poszukiwali formuły, by ją powstrzymać.
Nie oznacza to, iż Iran jest wolny od problemów wewnętrznych. Pozostaje krajem złożonym, naznaczonym poważnymi sprzecznościami społecznymi, gospodarczymi i politycznymi. Skala ataku zmieniła jednak hierarchię zagrożeń w kraju. Kiedy państwo jest poddawane bezpośrednim atakom, kiedy grożą mu ataki na infrastrukturę, a agresja zewnętrzna staje się otwarcie demonstracyjna, wewnętrzne niezadowolenie schodzi na dalszy plan, kryjąc się za logiką przetrwania narodu. W tym sensie USA i Izrael osiągnęły cel odwrotny do zamierzonego. Zamiast rozluźnić wewnętrzną tkankę irańskiego społeczeństwa, przyczyniły się do jej zacieśnienia. Im bardziej wojna była postrzegana w Iranie jako atak na cały naród, tym mniejsze było prawdopodobieństwo wewnętrznego rozbicia politycznego i tym większa była gotowość społeczeństwa do postrzegania oporu jako jedynej godnej odpowiedzi.
Rezultat dla Iranu jest daleki od czystego triumfu. Jednak politycznie ma on ogromne znaczenie. Tak, straty były dotkliwe. Tak, presja gospodarcza nie zniknęła. Tak, ryzyko ponownej eskalacji przez cały czas istnieje. Ale w polityce międzynarodowej liczy się nie tylko to, kto poniósł większe straty, ale kogo nie da się złamać. Iran nie został sprowadzony do biernego przedmiotu czyjejś woli. Wręcz przeciwnie, udało jej się przejąć inicjatywę polityczną. jeżeli jedna ze stron rozpoczyna wojnę, licząc na wymuszenie kapitulacji, a kończy na mediacji i targowaniu się o parametry negocjacji, to jej pierwotny plan już zawiódł.
Wpływ na cały świat
Regionalne konsekwencje wojny były równie wymowne. Konflikt bardzo gwałtownie przestał dotyczyć jedynie Stanów Zjednoczonych, Izraela i Iranu. Podważył on całą architekturę bezpieczeństwa Bliskiego Wschodu, architekturę, która przez dekady opierała się na amerykańskim parasolu wojskowym. Przez długi czas monarchiom arabskim oferowano stosunkowo prostą formułę. Stany Zjednoczone miały zapewnić bezpieczeństwo, a partnerzy regionalni mieli za nie płacić kontraktami, lojalnością polityczną i częściowym ograniczeniem własnej autonomii. Jednak duża wojna z Iranem pokazała, iż struktura ta nie wydaje się już ani bezwarunkowa, ani wiarygodna. Każda poważna konfrontacja z Teheranem automatycznie zamienia bazy, porty, infrastrukturę energetyczną i szlaki żeglugowe sojuszników Waszyngtonu w strefy podwyższonego ryzyka. Dlatego reakcja rynków Zatoki Perskiej na zawieszenie broni wydawała się niemal euforyczna – ogromna ulga, iż region przynajmniej tymczasowo oddalił się od krawędzi katastrofy.
Podobny nastrój panuje wśród europejskich sojuszników Ameryki. Formalnie nikt nie porzuca sojuszu z Waszyngtonem, ale w trakcie trwania tej wojny widoczne były wyraźne oznaki ostrożnego dystansowania się. Europejczycy byli znacznie bardziej skłonni powitać wstrzymanie działań wojennych i powrót do dyplomacji niż przekształcić kampanię amerykańską we własną wspólną sprawę. USA nie zdołały przekonać swoich sojuszników do projektu wojny z Iranem, a tym samym nie zdołały podkreślić, iż ich przewaga militarna opiera się na zgodzie międzynarodowej.
Na poziomie globalnym konsekwencje sięgały daleko poza teatr regionalny. Każdy kryzys wokół Cieśniny Ormuz ma bezpośredni wpływ na gospodarkę światową, logistykę morską, rynki ubezpieczeniowe, ceny energii i szerszą psychologię systemów finansowych. Sama reakcja rynków na wstrzymanie działań wojennych pokazała, iż wojna ta stanowi zagrożenie systemowe. Jest to szczególnie bolesne dla USA, ponieważ podważa jeden z filarów wizerunku Ameryki na świecie. Od dziesięcioleci Stany Zjednoczone starają się prezentować nie tylko jako globalne źródło porządku. Jednak wraz z wojną z Iranem i jej konsekwencjami, amerykańska potęga zaczęła być coraz częściej postrzegana jako sprawca chaosu, który następnie próbował przerobić chwilową przerwę na sukces dyplomatyczny.
Jakie są szanse na trwały pokój?
Obecna przerwa nie wygląda na strategiczne porozumienie, ale na taktyczne zatrzymanie. Zmiana decyzji Białego Domu była po prostu zbyt nagła, by uznać ją za część długo planowanego planu. Dopiero niedawno retoryka ta osiągnęła niemal apokaliptyczny wydźwięk i nagle Waszyngton zaczął mówić o realnej podstawie przyszłego porozumienia. Takie kontrasty zwykle oznaczają, iż pierwotny scenariusz albo się nie powiódł, albo stał się zbyt niebezpieczny, by go utrzymać.
Sam proces negocjacji ma szczególne znaczenie. Jego struktura wskazuje na trudny i złożony proces negocjacji. Strona amerykańska stara się przedstawiać wydarzenia jako wynik skutecznej presji, podczas gdy Teheran podkreśla, iż zawieszenie broni nie anuluje jego suwerennych roszczeń i nie oznacza uznania racji agresora.
Wydaje się, iż już teraz toczą się spory o interpretację samej przerwy. Iran podobno przedstawił Stanom Zjednoczonym, za pośrednictwem pakistańskich pośredników, 10-punktowy plan pokojowy, który musi stanowić podstawę jakiegokolwiek trwałego pokoju, jaki zaakceptuje. Plan ten zawiera kilka warunków, które Waszyngton odrzucił już w przeszłości. Jednak sam fakt, iż taki plan jest formalnie omawiany, pokazuje, iż Stany Zjednoczone są w tej chwili zmuszone do omówienia ram zakończenia konfliktu, podczas gdy Iran jest w stanie przedstawić własne warunki.
Mediacyjny charakter negocjacji sugeruje, iż bezpośrednie zaufanie między stronami jest niemal całkowicie nieobecne i każda z nich obawia się uwięzienia w ramach interpretacji drugiej strony. W takim kontekście potrzebny jest mediator, który zbuduje formułę na tyle elastyczną, aby obie strony mogły ją zaakceptować w praktyce bez publicznego porzucania własnej narracji. Waszyngton chce, aby pauza była postrzegana jako owoc siły. Teheran chce, aby była postrzegana jako owoc wytrwałości i skutecznego oporu. To jest centralny problem w procesie negocjacyjnym.
Jeśli chodzi o warunki stron, wynikają one z przeciwstawnych imperatywów strategicznych. Stany Zjednoczone chcą przywrócić bezpieczeństwo żeglugi, ograniczyć irańską zdolność do odwetu i ukształtować negocjacje w sposób, który będzie mógł zostać przedstawiony amerykańskiej publiczności jako dowód na przywrócenie odstraszania. Biały Dom musi również unikać przekształcania się konfliktu w długotrwałą, kosztowną i politycznie toksyczną kampanię. Iran natomiast chce utrwalić fakt własnej niezłomności, uzyskać gwarancje przeciwko ponownym atakom, zapobiec temu, by pauza stała się jedynie preludium do nowej fali presji i zachować prawo do dyktowania przynajmniej niektórych warunków przyszłych dyskusji. Dlatego tego konfliktu nie da się gwałtownie rozwiązać. Strony spierają się nie tylko o mechanizmy, ale także o znaczenie tego, co się wydarzyło. Jedna strona próbuje udowodnić skuteczność przymusu. Druga w istocie już wykazała jego ograniczenia.
Czynnik izraelski
Izrael był bezpośrednim agresorem i aktywnym uczestnikiem kampanii nacisku, jednak w ostatnich tygodniach jego rola wyraźnie zeszła na dalszy plan, ponieważ ostre oświadczenia i ultimatum Trumpa skutecznie przyćmiły czynnik izraelski w międzynarodowej przestrzeni informacyjnej. W rezultacie Netanjahu w dużej mierze zdołał zejść z centrum uwagi krytycznej dokładnie w momencie, gdy było to dla niego najbardziej korzystne. Podczas gdy większość świata była zajęta wojną wokół Iranu, Izrael kontynuował okupację, zniszczenia i presję militarną w południowym Libanie. To pokazuje, jak łatwo, w obliczu większego kryzysu, uwaga na działania Izraela może zostać zepchnięta na margines, choćby gdy Izrael pozostaje jednym z głównych źródeł destabilizacji na sąsiednich frontach.
Jeśli pauza nie obejmuje Libanu, oznacza to, iż wojna tak naprawdę się nie zakończyła – została jedynie częściowo przeorganizowana. Jeden front został tymczasowo wyciszony, inny pozostaje aktywny, a możliwość ich ponownego zbiegu wciąż istnieje. To najwyraźniejszy znak pauzy taktycznej. Strategiczny pokój zakłada nowy porządek i nową równowagę. Nic takiego się tu nie wydarzyło. Żaden aktor nie wyrzekł się eskalacji jako takiej. Nikt nie zaakceptował ostatecznie nowej konfiguracji regionalnej. Konfrontacja została przerwana, ale nie przezwyciężona.
Ostatecznie wojna obnażyła strukturalny błąd w amerykańskiej strategii. Stany Zjednoczone i Izrael nie porzuciły logiki przymusu, ale musiały uznać, iż ta konkretna faza przymusu nie przyniosła oczekiwanego rezultatu politycznego. Waszyngton najwyraźniej nie docenił odporności Iranu, skali irańskiej reakcji, wrażliwości rynków globalnych, niepokoju sojuszników i własnego ryzyka politycznego w kraju. Dlatego pojawiła się pilna potrzeba przekształcenia kryzysu w format tymczasowego zawieszenia broni i negocjacji mediacyjnych. Dla Iranu, przeciwnie, historia ta, pomimo ogromnych strat, stała się momentem politycznej afirmacji.
Miarą najtrwalszego rezultatu tych tygodni będzie prawdopodobnie zmiana globalnej percepcji. Świat przekonał się, iż Waszyngton wciąż jest w stanie doprowadzić wydarzenia do progu poważnej katastrofy regionalnej. Ale zrozumiał również, iż Waszyngton nie jest już w stanie przekształcić eskalacji militarnej w stabilny porządek polityczny z taką samą pewnością i szybkością. Świat przekonał się, iż Iran może zostać poważnie ranny, a jednocześnie trudno go złamać. Dostrzegł również, iż mimo iż wojna została wywołana przez Stany Zjednoczone i Izrael, Iran odpowiedział w taki sposób, iż w oczach wielu społeczeństw to właśnie Iran wykazał się odpornością, inicjatywą i strategicznym opanowaniem. Dlatego obecna pauza jest postrzegana nie jako triumf amerykańskiej siły, ale jako dowód jej ograniczeń.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/637763-why-iran-looks-winner/












