autor: Daniel Sieradski
Przez ponad sto lat Liga Przeciw Zniesławieniu prezentowała się jako budownicza mostów: żydowska organizacja praw obywatelskich, która łączyła bezpieczeństwo społeczności żydowskich z powszechną ochroną i polityką koalicyjną. Jednak góra dowodów, w tym wyciekłe wewnętrzne nagrania audio, zeznania byłych pracowników, federalne akta lobbingowe, dokumenty sądowe, śledztwa prokuratorów okręgowych oraz własne publiczne oświadczenia organizacji, opowiadają inną historię: o instytucji, która systematycznie stawiała pro-izraelskie działania ponad wolnościami obywatelskimi, lekceważyła prawicowe groźby przypodobania się władzy, wykorzystywała koncepcję antysemityzmu przeciwko palestyńskim obrońcom praw i dysydenckim Żydom, i podważył bardzo postępowe ruchy, które uważa za sojuszników.
Ta historia osiągnęła teraz swój najniebezpieczniejszy rozdział. Gdy Stany Zjednoczone i Izrael prowadzą wojnę przeciwko Iranowi, którą Brennan Center for Justice nazwało "bezkonstytucyjną" — wojnę, której większość Amerykanów się sprzeciwia, której Kongres nie zatwierdził i która już doprowadziła do przemocy antyżydowskiej na amerykańskiej ziemi — ADL włożyło całą swoją instytucjonalną siłę w kampanię bombardowań. W ten sposób przeszedł transformację, która trwała przez lata: z organizacji, która kiedyś twierdziła, iż bezpieczeństwo Żydów zależy od obrony praw obywatelskich wszystkich, do organizacji, która stawiała na politykę zagraniczną izraelskiej skrajnej prawicy i dobrą wolę Donalda Trumpa.
Obecna postawa ADL nie rozpoczęła się od powołania Jonathana Greenblatta w 2015 roku. W 1993 roku prokurator okręgowy San Francisco prowadził śledztwo w sprawie ADL w sprawie zbierania poufnych informacji o prawie 10 000 aktywistów i co najmniej 700 organizacjach — w tym United Farm Workers, NAACP, Greenpeace i Center for Constitutional Rights — oraz w przekazywaniu tych informacji rządom zagranicznym, w tym Izraelowi i apartheidowej RPA. Infiltrator ADL, Roy Bullock, był regularnym wolontariuszem w biurze American Arab Anti-Discrimination Committee w San Francisco w czasie, gdy jego dyrektor, Alex Odeh, został zamordowany przez bombę podłożoną pod drzwiami biura.
Ta historia ma znaczenie, ponieważ pokazuje, iż obecne zachowanie ADL nie jest wyjątkiem pod rządami jednego CEO. To intensyfikacja wzorca instytucjonalnego: wykorzystywanie marki praw obywatelskich do legitymizacji inwigilacji, represji i nadzoru ruchów progresywnych — szczególnie tych, które kwestionują izraelską politykę lub budują solidarność ponad podziałami rasowymi.
Greenblatt zrzucił resztki pozorów. W grudniu 2015 roku, gdy Trump zwrócił się do Republikańskiej Koalicji Żydowskiej językiem przywołującym się do wiekowych antysemickich stereotypów, odpowiedzią ADL nie było potępienie, ale przykrywka. "Nie wierzymy, iż intencją Donalda Trumpa było przywoływanie antysemickich stereotypów," powiedział Greenblatt. Małe kapitulacje się zwapienia. To wczesne uporządkowanie nadał ton temu, co stało się definiującym stanowiskiem ADL wobec prawicowego antysemityzmu: traktować go jako błąd intencji, a nie jako wzorzec zachowań.
Wkrótce potem ADL zaczęła zabezpieczać się przed prawami konstytucyjnymi. Śledztwo Jewish Currents z 2021 roku, oparte na wywiadach z ośmioma byłymi pracownikami i federalnych aktach lobbingowych, wykazało, iż w 2016 roku Greenblatt nakazał wydziałowi praw obywatelskich "wycofać się" z sprzeciwu wobec Anti-Semitism Awareness Act — ustawy, którą prawnicy ADL sami określili przed Kongresem jako problem z Pierwszą Poprawką. Jeden z pracowników powiedział to wprost: "Z całym szacunkiem dla pracowników seksualnych, sprzedajemy się na prostytutach." Dokumenty federalne potwierdziły, iż po prywatnym sprzeciwie wobec ustawy, ADL lobbowała na jego korzyść. Gdy gubernator Nowego Jorku podpisał anty-BDS rozporządzenie wykonawcze, własny radca konstytucyjny ADL stwierdził, iż "narusza to Pierwszą Poprawkę." Greenblatt i tak ją poparł. Wewnętrzny, pięcioletni plan strategiczny wymieniał "Egzekwowanie Prawa" i "Delegitymizację" (np. BDS) jako priorytetowe inicjatywy. "Prawa obywatelskie" nie pojawiły się.
Ideologiczny rozłam stał się wyraźny w maju 2022 roku, gdy Greenblatt ogłosił, iż Students for Justice in Palestine, Jewish Voice for Peace i CAIR "uosabiają radykalną lewicę, czyli foto-odwrotność skrajnej prawicy", oraz ogłosił, iż "antysyjonizm to antysemityzm", odwracając długoletnią postawę ADL, która podkreślała legitymację szczerego sprzeciwu wobec żydowskiego nacjonalizmu. W wyciekłym nagraniu audio uzyskanym przez Jewish Currents powiedział pracownikom dysydentów: "Jeśli nie potraficie pogodzić faktu, iż antysyjonizm to antysemityzm, to może to nie jest miejsce dla was." W organizacjach takich jak ADL sprzeciw nie kończy się hukiem. Kończy się listem rezygnacyjnym, cichym ruchem na bok, decyzją, by nie podnosić ręki. Po odejściu dysydentów pozostała instytucja mówiąca tylko do siebie — niezdolna odróżnić bronienia Żydów od obrony państwa.
Potem nadszedł 7 października 2023. Hamas przeprowadził niszczycielski atak na południowy Izrael, zabijając około 1200 osób na festiwalu muzycznym i w kibucach w pobliżu granicy z Gazą oraz biorąc około 250 zakładników. To był najkrwawszy dzień dla Żydów od czasów Holokaustu. Horror był prawdziwy, żal uzasadniony, a globalna społeczność żydowska była w szoku. Ale oto, co należy zrozumieć o tym, co nastąpiło później: 7 października nie stworzył zwrotu żydowskiego establishmentu w stronę autorytaryzmu. Przyspieszyło to. Dawało instytucjonalną osłonę dla transformacji, która już była w pełnym toku.
Żydowska polityka komunalna przeszła dramatyczny zwrot w prawo w ciągu ostatnich dwóch dekad. To, co kiedyś uchodziło za liberalny syjonizm — zobowiązanie do negocjacji pokojowych, sprzeciw wobec rozbudowy osiedli i poparcie dla państwowości palestyńskiej — było teraz traktowane przez organizacje establishmentu jako funkcjonalnie nie do odróżnienia od antysyjonizmu. Syjonizm skrajnej prawicy został tak upowszechniony, iż instytucje żydowskie establishmentu skutecznie przyjęły etnonacjonalistyczną wizję Wielkiego Izraela. To wszystko nie było oddolną ewolucją. Było to narzucanie odgórne przez klasę darczyńców, która postrzega przetrwanie Żydów wyłącznie przez pryzmat etnonacjonalizmu, a nie solidarności, sprawiedliwości czy demokracji.
7 października to wydarzenie, na które ten establishment czekał — trauma, która uciszy każdego wewnętrznego krytyka, usprawiedliwi każdy autorytarny instynkt i przekształci każde wezwanie do praw Palestyńczyków w dowód na intencję ludobójczą. Żal był szczery, a instrumentalizacja natychmiastowa. W ciągu kilku dni całe żydowskie środowisko wspólnotowe wpadło w stan wojenny, z którego nigdy nie wycofnął się: każdy, kto kwestionował reakcję Izraela, był sympatykiem Hamasu; Każdy, kto wzywał do zawieszenia broni, był antysemitą; każdy, kto zauważał porażki rządu izraelskiego, był zdrajcą.
Centralnym elementem tego lockdownu była narracja o porzuceniu — twierdzenie, iż lewica progresywna zdradziła Żydów w ich największej potrzebie. Było w tym ziarno prawdy: niektóre reakcje na 7 października były bezduszne, a niektórzy żydowscy progresywiści czuli się naprawdę porzuceni przez sojuszników, którzy nie potrafili opłakiwać zamordowanych cywilów bez natychmiastowego przejścia do kontekstu geopolitycznego. Ten ból był prawdziwy. Ale establishment wykorzystał ten ból z zapierającą dech w piersiach szybkością i cynizmem. Postacie takie jak William Daroff — były działacz Republikańskiej Koalicji Żydowskiej, który w tej chwili przewodzi Konferencji Prezydentów Głównych Amerykańskich Organizacji Żydowskich — wykorzystały ten moment, by wymusić ideologiczną zgodność i wyrównać stare rachunki. Po reelekcji Trumpa, zamiast dążyć do jedności, Daroff narzekał, iż Żydzi zostali przedstawieni jako "ciemiężyciele" i obwiniał społeczności marginalizowane za brak poparcia Izraela — jakby poparcie dla bombardowania Gazy było warunkiem koniecznym do obecności na wezwaniu do sziwy. Daroff i jego współpracownicy używali narracji o porzuceniu nie po to, by odbudować mosty, ale by spalić pozostałe: by uzasadnić zerwanie więzi z organizacjami praw obywatelskich, atakować DEI i intersekcjonalność jako z natury antysemickie oraz wbijać kliny między Żydów a każdego potencjalnego sojusznika, który mógłby skomplikować skupienie establishmentu na bezwarunkowym wsparciu dla Izraela.
Decyzja ADL o ograniczeniu działań na rzecz praw obywatelskich była częścią tego projektu — instytucja dosłownie demontująca narzędzia walki z bigoterią we wszystkich jej formach, ponieważ szersza misja stała się niewygodna dla węższej misji. Konsensus ten zahartował się do czegoś bezprecedensowego w amerykańskim życiu żydowskim: całkowite połączenie żydowskiej tożsamości, interesów państwa izraelskiego i tłumienia sprzeciwu, wymuszanego przez instytucje, które twierdzą, iż reprezentują społeczność, której większość członków nigdy na nie nie głosowała.
Praktyki ADL z danymi zamieniły tę fuzję w amunicję polityczną. The Intercept uzyskał surowy zbiór danych stojący za mapą ADL po 7 października "Incydenty antysemickie i wiece antyizraelskie". Spośród 1 163 zgłoszeń, 54 procent stanowiły protesty solidarności z Palestyną — a nie akty nienawiści. ADL potwierdziła, iż w bazie danych antysemityzmu uwzględniono protest Jewish Voice for Peace na Grand Central Station, w którym uczestniczyło około 4 000 osób, w tym rabini—podczas gdy Greenblatt jednocześnie nazwał JVP i IfNotNow "grupami nienawiści".
Wrzucając protesty i pogromy do tego samego zbioru danych, otrzymujemy wykres przypominający tsunami nienawiści do Żydów — wykres, na który cytują się ustawodawcy, którego obawiają się administratorzy uniwersytetu, i nikt poza garstką dziennikarzy śledczych nie rozłoży na czynniki pierwsze. Za każdym razem, gdy ADL krzyczała o antysemityzmie na wiecu pokojowym, wyczerpywała ze słowa władzę opisywania prawdziwej sprawy. Cegła po cegle, ADL budowała świat, w którym prawdziwi antysemici mogli ukrywać się za dewaluacją zarzutu. W tym samym miesiącu wezwano prawie 200 rektorów uniwersytetów do "natychmiastowego zbadania sprawy" oddziałów SJP pod kątem potencjalnych naruszeń terroryzmu z karą do 20 lat więzienia — powołując się na Instagram Stories jako dowód. Zapytany o podstawy faktograficzne, rzecznik ADL odpowiedział: "Nasz list mówi sam za siebie."
Arytmetyka priorytetów ADL nigdy nie była bardziej czytelna. Gdy Trump zorganizował w 2024 roku wiec w Madison Square Garden z rasistowskimi i antysemickimi przemówieniami, ADL wydało oświadczenie, w którym nie wymieniano Trumpa, Partii Republikańskiej ani żadnego z obraźliwych sformułowań. W dniach po doniesieniach, iż generałowie Trumpa opisywali go jako "faszystę do szpiku kości", który wypowiadał się z podziwem o Hitlerze, Greenblatt opublikował osiem wpisów na Twitterze potępiających organizacje studenckie na kampusach. Zero o Hitlerze. choćby były dyrektor ADL Abe Foxman publicznie skrytykował swojego następcę: "Wczoraj zaatakował tego faceta w CNN i nie mógł wspomnieć o Trumpie. To trochę dziwne." Foxman potępił wiec Trumpa na MSG w kategoriach Holokaustu: "Komory gazowe w Auschwitz nie zaczynały się od cegieł; zaczęły się od słów." ADL nie powiedział nic podobnego.
Gdy Elon Musk wykonał wyraźnie nazistowski salut podczas uroczystości inauguracji Trumpa, ADL powiedziała społeczeństwu, by "weźli oddech" — podczas gdy poprzez swojego partnera JLens założyła ETF akceptujący inwestycje w Teslę, Metę i Amazon, rzekomo próbując wywierać wpływ na politykę wypowiedzi tych firm. Człowiek, który wzmocnił teorię Wielkiej Zastępcy — tę samą ideologię, która zmotywowała strzelca z Drzewa Życia — otrzymał łaskawą interpretację, której żaden student niosący palestyńską flagę nigdy by nie otrzymał.
Być może najbardziej odkrywczym momentem był styczeń 2025 roku, gdy Greenblatt przemawiał do izraelskiego Knesetu i powołał się na tajną izraelską kampanię pager-bomb przeciwko Hezbollahowi — masową operację ofiar, która zabiła dziesiątki i raniła tysiące libańskich cywilów — jako wzór walki z antysemityzmem w internecie. "Potrzebujemy geniusza, który przez ponad dekadę produkował Apollo Gold Pagery i infiltrował Hezbollah, by przygotować się do tej bitwy" – powiedział. Nie udawał już, iż ADL jest organizacją praw obywatelskich. Prosił, by być rozumianym jako wojownik.
Nastąpiło strukturalne wyczerpanie: flagowy program praw obywatelskich ADL, No Place for Hate, został zamknięty; W czerwcu 2025 roku zwolniono 22 pracowników, a cięcia zostały wyraźnie przedstawione jako wycofanie się z pracy na rzecz praw obywatelskich; a w październiku 2025 roku sekcja "Protect Civil Rights" została całkowicie usunięta ze strony internetowej ADL. Usunięty fragment brzmiał: "Nasi założyciele ustanowili ADL z jasnym zrozumieniem, iż walka z jakąkolwiek formą uprzedzeń lub nienawiści nie może się odnieść bez przeciwdziałania wszelkiej nienawiści." Rzecznik ADL określił usunięcie jako "odroczone utrzymanie" — jakby zasada założycielska instytucji była cieknącym kranem, do którego ktoś miał się zabrać.
Następnie, 28 lutego 2026 roku, Stany Zjednoczone i Izrael przeprowadziły wspólne uderzenia na Iran. Wśród nich był atak na szkołę dla dziewcząt w południowym Iranie, w wyniku którego zginęło ponad 175 osób. Centrum Brennana nazwało strajki "zdecydowanie niekonstytucyjnymi". Każda większa grupa żydowskiego establishmentu, z wyjątkiem Żydowskiej Rady ds. Spraw Publicznych, wydała oświadczenia poparcia. Tylko 21 procent Amerykanów popiera wojnę. Podczas telekonferencji Greenblatt oświadczył: "To, co wiemy bez cienia wątpliwości, to iż upadek Islamskiej Republiki czyni ten świat bezpieczniejszym." We wtorek ADL publikowało, iż zamordowany irański Najwyższy Przywódca Chamenei był współczesnym Hamanem. Solidarność z martwymi uczennicami w poniedziałek, purimskie memy we wtorek.
Gdy zapytany o przekonanie, iż decyzję wpłynął na Izrael, Greenblatt zastosował udoskonalony zamknięty mechanizm ADL: każdy, kto skupiał się na roli Izraela, po prostu ujawniał swój antysemityzm. Tu tkwi najgłębsza ironia: obwinianie Izraela jest często antysemickie — odgrywa starożytny motyw intrygującego Żyda, który pociąga za sznurki za kurtyną nieżydowskiej władzy. Ale ADL nie ma podstaw, by tak argumentować. Przez lata upierała się, iż interesy amerykańskich Żydów i interesów państwa izraelskiego są identyczne, iż krytyka jednego to nienawiść do drugiego. Nie można łączyć tożsamości społeczności z polityką zagraniczną państwa, a potem krzyczeć, gdy ludzie obwiniają tę społeczność za wojny państwa. ADL stworzyło to połączenie. Antysemici po prostu to zaakceptowali.
Tucker Carlson, na przykład, wyraźnie stwierdził, iż konflikt "wydarzył się, ponieważ Izrael tego chciał. To jest wojna Izraela. To nie jest wojna Stanów Zjednoczonych." Marjorie Taylor Greene podzieliła to zdanie, argumentując: "Make America Great Again miało być najpierw Ameryką, a nie Izrael na pierwszym miejscu, a nie jakimkolwiek zagranicznym krajem", sugerując, iż zaangażowanie USA było napędzane agendą Izraela. choćby gdy Mike Johnson i Marco Rubio uzasadniali udział USA jako środek obronny, podkreślali determinację Izraela, by działać "z wsparciem USA lub bez nie", przedstawiając Izrael jako głównego inicjatora, którego działania wymagały reakcji USA. Nowy sondaż Zeteo wykazał, iż 46% Amerykanów uważa, iż Donald Trump jest bardziej otwarty na Izrael niż na Amerykanów, a wśród niezależnych ten odsetek wzrósł do 50%. To znaczące nastroje społeczne wzmacniają dynamikę, w której amerykańscy Żydzi, celowo utożsamiani z państwem izraelskim przez ADL, są postrzegani jako wpływowa grupa, której postrzegana lojalność leży gdzie indziej.
Konsekwencje pojawiły się niemal natychmiast. 8 marca dwóch izraelsko-amerykańskich mężczyzn trafiło do szpitala w San Jose po tym, jak zostali zaatakowani przed restauracją, mówiąc po hebrajsku. Ich napastnicy krzyczeli: "Nie zadzierajcie z Iranem" i "Pierdolcie Żydów." Nikt nie interweniował. (Aktualizacja: Krótko po publikacji tego artykułu zgłoszono zdarzenie z aktywnym strzelaninem w synagodze w okolicach Detroit.)
Tymczasem Fundacja Wolności Religijnej Wojskowej otrzymała ponad 100 skarg od żołnierzy, którzy twierdzili, iż dowódcy opisywali wojnę z Iranem jako część Bożego planu na Armagedon. To jest koalicja, którą wybrała ADL: chrześcijańscy nacjonaliści, którzy kochają Izrael, bo wierzą, iż wywoła on apokalipsę, a wtedy Żydzi, którzy się nie nawrócą, zostaną potępieni. To są sojusznicy, których przyjmuje, nazywając Jewish Voice for Peace grupą nienawiści.
ADL stoi teraz w obliczu dwupartyjnej delegimatyzacji: sześćdziesiąt organizacji muzułmańskich, arabskich i sojuszniczych domagało się zwolnienia Greenblatta; Felietonista New York Timesa Bret Stephens — z Greenblattem w widowni — powiedział, iż "rozmontuje" ADL; a członek zarządu Stephen Ludwig zrezygnował, cytując własną książkę Greenblatta o autorytaryzmie: "Nie tylko mogło się to zdarzyć tutaj, Jonathan, to się dzieje tutaj. Przeczytaj tę cholerną książkę."
Mężczyźni pobici do nieprzytomności w San Jose nie zrobili nic złego. Nie byli agentami rządu Izraela. Czekali na stolik w restauracji. Ale instytucje, które twierdzą, iż mówią w ich imieniu, przez lata zapewniały, iż w amerykańskiej wyobraźni nie będzie światła między zwykłym żydowskim życiem a bombami spadającymi na Teheran. ADL spaliło wszystkie mosty do każdej społeczności, która mogła stanąć po ich stronie, i nazwało podpalenie "rzecznictwem".
ADL nie upadła. Wybrała, krok po kroku, ustępstwo po ustępstwie, milczenie po milczeniu, by stać się tym, czym jest: lobby, które mówi językiem ofiary, jednocześnie służąc interesom władzy. Zapis nie jest niejednoznaczny. Wzór nie jest przypadkowy. A koszt ten mierzy się w bezpieczeństwie ludzi, których ADL miało chronić — ludzi, którzy teraz, dzięki instytucji, która twierdzi, iż mówi w ich imieniu, są bardziej odsłonięci i bardziej samotni niż kiedykolwiek od czasów Shoah.
https://jewschool.com/the-adl-has-put-a-target-on-all-of-our-backs-174693










