They blocked our pro-life video!

czir.org 2 hours ago

Jestem wolny. Jestem pro-life

Taki tytuł nadaliśmy filmowi dr. Bawera Aondo-Akaa, o którym pisałem Państwu kilka dni temu, a który mieliśmy zaszczyt współprodukować.

Ale pomyliliśmy się w tytule. Powinien on brzmieć:

Jestem pro-life. Jestem wykluczony

Premiera, o której Państwu pisałem, miała odbyć się w jednym z warszawskich Multikin – wszystko było ustalone, faktura została zapłacona.

A jednak… nadeszła „interwencja z góry”.

Wczoraj otrzymaliśmy e-mail z odmową wynajmu sali na premierę tego filmu!

Sprawa, którą za chwilę opiszę Państwu w szczegółach, to w mojej opinii absolutny skandal.

Nie tylko dlatego, iż to kolejny raz, kiedy instytucje czy osoby otwarcie deklarujące poglądy pro-life są rugowane z przestrzeni publicznej. Ale także ze względu na sposób, w jaki zostaliśmy potraktowani.

Długo uzgadnialiśmy szczegóły.

Już na samym początku poinformowaliśmy kino, iż film, który chcemy wyświetlić, dotyczy tematyki pro-life.

Opłaciliśmy fakturę!

Ale koniec końców okazało się, iż całe wydarzenie zostało odwołane.

I mogę powiedzieć bez cienia wątpliwości, iż przyczyną jest tematyka filmu – do tego wprost przyznaje się Multikino.

Sprawa jest więc jasna: przekaz pro-life ma zniknąć z przestrzeni publicznej!

O filmie „Jestem wolny. Jestem pro-life” w reżyserii dr. Bawera Aondo-Akaa pisałem Państwu nieco więcej niedawno. Stara się on odpowiedzieć na jedno z kluczowych pytań, przed którymi stoimy dziś jako ruch pro-life: jak sprawić, by obrona życia stała się czymś zrozumiałym i przyciągającym dla młodego pokolenia.

Film powstał dzięki współpracy Centrum Życia i Rodziny, Instytutu Ordo Iuris oraz Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi.

Kinową premierę dokumentu zaplanowaliśmy w ramach poprzedzającej tegoroczny Narodowy Marsz Życia inicjatywy „Czas dla miłości” – serii różnorodnych wydarzeń, w tym konferencji, warsztatów czy Mszy św. skierowanych do wszystkich, którym bliskie są sprawy dotyczące ochrony życia, ale także i chcących pogłębić relacje rodzinne.

Projekcja miała się odbyć w piątek 17 kwietnia w warszawskim Multikinie City Reduta.

Wiem, iż zdążyliśmy już zaprosić Państwa na to wydarzenie! Zrobiliśmy to, bo otrzymaliśmy od kina zapewnienie w mailu, iż wszystko jest dogadane i iż możemy to robić!

Tymczasem okazuje się, iż premiera stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Muszę przyznać, iż jest to dla mnie niezrozumiałe. I to nie dlatego, iż nie mogliśmy spodziewać się trudności. Niejednokrotnie spotykaliśmy się z nimi przy organizacji różnych wydarzeń.

Tym razem jednak kooperacja z Multikinem przebiegała od początku bardzo dobrze.

Kontakt mailowy z przedstawicielem sieci nawiązaliśmy 17 marca.

I już w pierwszym mailu wyraźnie zaznaczyliśmy, iż planowane wydarzenie dotyczy projekcji filmu o tematyce pro-life.

Nie chcieliśmy nikogo zwodzić ani czegokolwiek ukrywać. Od początku postawiliśmy tę sprawę jasno.

A jednak, choć kilka innych kin wcześniej odmówiło nam organizacji premiery, uzasadniając to brakiem terminów czy możliwości logistycznych, przedstawiciel Multikina od razu zaproponował nam salę i wolne terminy!

W ciągu kolejnych kilku dni wymieniliśmy kilkanaście maili, dogrywając szczegóły, dopytując o możliwość wynajmu dodatkowego sprzętu i precyzując plan wydarzenia.

Ze względu na to, iż nie mamy historii współpracy z Multikinem, zapowiedziano nam, iż zgodnie z procedurami płatność odbędzie się przedpłatą w wysokości 100% na podstawie faktury proforma. Zgodziliśmy się na takie warunki.

Korespondencja z przedstawicielem sieci kinowej przebiegała bardzo dobrze, sprawnie i z otwartością.

Aż do momentu, gdy wczoraj popołudniu otrzymaliśmy maila… z odmową!

Bardzo przepraszam za zaistniałą sytuację ale jako Multikino musimy pozostawać apolityczni – pisał przedstawiciel Multikina.

Ależ kuriozalne jest to uzasadnienie!

Film „Jestem wolny. Jestem pro-life” nie traktuje stricte o polityce, ale jest obrazem o ruchu społecznym. Choć w filmie pokazywani są prezydent i wiceprezydent USA, to, aby rozwiać wątpliwości, twórcy tej produkcji jasno komunikują, iż podkreślanie zasług rządu USA na rzecz obrony życia dzieci poczętych nie oznacza, iż akceptują oni całości polityki administracji Stanów Zjednoczonych.

Ale… przecież w styczniu w Multikinie był film „Melania”, który pokazuje kulisy powrotu pani Trump do Białego Domu w dniach poprzedzających inaugurację prezydencką z 2025 roku. Czy w przypadku tej produkcji nie było problemu z apolitycznością?

Słowo klucz to cancel culture – zjawisko wykluczania (w tym przypadku) prawicowych i konserwatywnych treści, eliminacja z przestrzeni publicznej osób, które sprzeciwiają się lewicowej wizji świata.

Bo Multikino nie ma problemu, aby pokazywać taki film jak Queer, który opowiada o homoseksualnej relacji dwóch mężczyzn z odurzaniem narkotykami w tle.

Rozumiem, iż kwestia ochrony życia nie jest łatwym tematem społecznym i los dzieci nienarodzonych jest wykorzystywany w brudnej grze medialno-politycznej. Ale przecież to samo dotyczy sprawy środowisk LGBT!

Skoro więc o brak apolityczności oskarża się film traktujący o rozwoju ruchu pro-life, to dlaczego podobnych wątpliwości nie wzbudza obraz ukazujący romans dwóch mężczyzn?

W świetle tych okoliczności decyzję Multikina trudno mi traktować inaczej niż jako przejaw właśnie cancel culture!, czyli formy bojkotu osób bądź instytucji, które łamią przyjętą „jedynie słuszną” narrację społeczną.

Ofiarą cancel culture padali już twórcy internetowi, pisarze, dziennikarze, a choćby naukowcy, którzy śmiali podważać np. dogmaty transideologii. Do tego, by zostać persona non grata wystarczy czasem jedna „niepoprawna” wypowiedź.

I tak też stało się z nami!

Chciałbym jednak podkreślić: w tej sytuacji nie zamierzamy się poddać, będziemy domagać się wywiązania z umowy.

Nie pozwolimy tak łatwo zagłuszać głosu w obronie życia!

Nasi prawnicy przygotowali już odpowiedź na działania Multikina: kiedy piszę do Państwa tę wiadomość, czekamy na ruch z ich strony.

Odmowa współpracy, i to wyrażona w takich okolicznościach, tak blisko terminu planowanego wydarzenia (w dodatku z wypadającymi za chwilę świętami, które siłą rzeczy również zahamują nasze możliwości działania), to praktyka, na którą nie możemy się zgodzić!

Ponieśliśmy już koszty związane z przygotowaniem do tego wydarzenia: koszt pracy naszej koleżanki, która poświęciła kilkadziesiąt godzin, by wszystko dopiąć, koszt pracy grafików, wreszcie koszt wydruku plakatów.

A koszty wizerunkowe? Przecież już w poprzednim mailu zaprosiłem Państwa na seans!

A teraz jeszcze będziemy musieli ponieść koszty pracy prawników.

Dlatego pilnie proszę Państwa o wsparcie dalszych działań w sprawie organizacji premiery kinowej filmu „Jestem wolny. Jestem pro-life!”.

Podkreślę raz jeszcze: o tematyce filmu informowaliśmy uczciwie od początku, nie można więc zarzucić nam prób ukrycia charakteru wydarzenia. Specjalnie pytaliśmy, czy ustalenia są pewne i możemy już poinformować naszych Sympatyków o planowanej premierze. Wreszcie, otrzymaliśmy fakturę i ją opłaciliśmy!

Nie zgadzamy się więc na tak jawne łamanie ustaleń i umów w imię fałszywej apolityczności, czyt. ideologii!

Dziś jesteśmy to my, jutro może to być jakikolwiek przedsiębiorca czy choćby pracownik, który wyrazi poparcie dla ochrony życia dzieci nienarodzonych.

Ta sytuacja pokazuje jasno, iż przekaz pro-life w przestrzeni publicznej jest niewygodny. Podmioty, które podejmą z nami współpracę zdają sobie sprawę, iż narażają się na protesty feministek i lewackich aktywistów.

To zwykła społeczna cenzura!

Mówienie o godności życia od poczęcia czy o wartości rodziny przestaje być dziś traktowane jako równoprawny głos w dyskusji.

Ale powiem przewrotnie: trudno się temu dziwić.

Nasze działania burzą przecież starannie sączony społeczeństwu przekaz oparty o hasła w rodzaju „moje ciało, moja sprawa”.

Dziś dyktat społeczny w sprawie życia dzieci nienarodzonych oddawany jest w ręce aborcjonistek spod znaku „Aborcja jest ok!”!

A na takich jak my, którzy przypominają, iż aborcja to zabójstwo dokonywane na najbardziej niewinnych istotach, czeka społeczne wykluczenie!

Dlaczego?

Bo wszyscy walczący z nami lobbyści spod znaku pioruna boją się, iż dzięki nam ktoś mógłby przejrzeć na oczy!

Zobaczyć, jak manipulują i zwodzą całe społeczeństwo. Jak wmawiają kobietom, iż aborcja to tylko zwykły zabieg, który nie pozostawi żadnych konsekwencji. Że pod ich sercem nie rozwija się dziecko, a „zlepek komórek”. Że unicestwienie tego nowego życia przyniesie im ulgę i wolność!

To, czego doświadczamy, to po prostu kolejny przejaw kulturowej wojny.

A my nie składamy broni.

Bardzo proszę Państwa o wsparcie w tej sytuacji!

Marcin Perłowski

Dyrektor Centrum Życia i Rodziny

Read Entire Article