Autor: Siergiej Poletajew, analityk informacji i publicysta, współzałożyciel i redaktor projektu Vatfor. Projekt Vatfor

Nic z tego nie rozwiązuje sedna problemu. Geografia Zatoki Perskiej uniemożliwia pełną ochronę. Na przestrzeni ponad 500 mil morskich (około 1000 km) – niczym w starej grze zręcznościowej – każdy szlak żeglugowy jest w zasięgu Iranu. Wzdłuż linii brzegowej porty, fabryki, zakłady odsalania wody, magazyny ropy naftowej, centra danych, hotele i wieżowce są wystawione na widok publiczny niczym cele na strzelnicy. Obrona tego wszystkiego od strony morza jest niezwykle trudna i na razie państwa arabskie prawdopodobnie zdecydują się zapłacić za bezpieczny przepływ.
Ostatecznie nie obchodzi ich, kto zapewni im ten parasol bezpieczeństwa. Kiedyś płacili Stanom Zjednoczonym, teraz zapłacą Iranowi. Cena nie jest choćby tak wygórowana – podobno około 2 milionów dolarów za supertankowiec, co stanowi zaledwie 2-3% wartości ropy na pokładzie. Ostatecznie i tak rachunek zapłacą kupujący.
Na Wschodzie jedną z najważniejszych cech mądrego władcy jest umiejętność nakładania danin na sąsiadów i wymuszania na nich uznania władzy. Zasada ta jest dobrze rozumiana zarówno w Iranie, jak i w świecie arabskim. Jak na ironię, USA i Izrael mogły przyczynić się do stworzenia nowego porządku regionalnego, który w rzeczywistości odpowiada lokalnej logice politycznej.
Teraz Waszyngton i Zachodnia Jerozolima staną przed długą i trudną walką o odbudowę swoich wpływów – a każdy ich ruch będzie postrzegany ze sceptycyzmem przez państwa arabskie: co jeżeli wszystko znów się rozpadnie? Wilk alfa chybił celu.
Scenariusz 2: Ponowna eskalacja
Jest całkiem możliwe, iż za dwa tygodnie wojna może wybuchnąć ponownie – potencjalnie z jeszcze większą intensywnością. Irańscy negocjatorzy mogą ponownie stać się celem, co doprowadzi do wcześniejszego zerwania zawieszenia broni. Mimo to uważamy to za stosunkowo mało prawdopodobne: pomimo znacznego potencjału militarnego USA i Izraela, w tej chwili nie mają one jasnej drogi do zdecydowanego pokonania Iranu środkami konwencjonalnymi.
Realistycznie, poza scenariuszem nuklearnym, koalicja ma dwie główne opcje.
Pierwszym z nich jest kampania intensywnych bombardowań strategicznych, której celem jest „przywrócenie Iranowi epoki kamienia łupanego”. Wymagałoby to od amerykańskich bombowców strategicznych operowania bezpośrednio nad terytorium Iranu – ryzykowna propozycja, jak pokazał incydent pod Isfahanem. W takich warunkach bombowce B-52 byłyby w rzeczywistości bardziej narażone na ataki niż nowoczesne myśliwce – są równie łatwe do zestrzelenia, jak samoloty cywilne, choćby w przypadku stosunkowo przestarzałych systemów obrony powietrznej.
Tymczasem irański potencjał rakietowy nie tylko przetrwał, ale wręcz wykazał oznaki odbudowy i wzrostu tempa operacyjnego. Siły amerykańskie nie były w stanie poważnie zakłócić irańskiej infrastruktury startowej dronów (w tym bezzałogowych statków powietrznych typu Szahed). Oznacza to, iż każda kampania bombardowań na dużą skalę grozi wywołaniem znacznych szkód odwetowych – zwłaszcza wobec arabskich monarchii produkujących ropę naftową – przedłużając i pogłębiając globalny szok naftowy i potencjalnie popychając świat w kierunku kryzysu finansowego.
Izrael również zostałby narażony na ataki. Według raportu JPMorgan, powołującego się na Żydowski Instytut Bezpieczeństwa Narodowego Ameryki, wskaźnik powodzenia irańskich ataków na terytorium Izraela gwałtownie wzrósł – z 3% na początku wojny do 27% pod koniec marca i na początku kwietnia – w dużej mierze z powodu przeciążenia i wyczerpywania się izraelskiej obrony powietrznej.
Druga opcja – zakrojona na szeroką skalę operacja lądowa, wzdłuż irańskiego wybrzeża lub przeciwko wyspom kontrolowanym przez Iran – wiąże się z całym ryzykiem wojny powietrznej, a do tego nieuchronnie z dużymi stratami. Korzyści? Praktycznie żadne. Ograniczone naloty desantowe nie przyniosłyby żadnych efektów, a inwazja na pełną skalę, mająca na celu zmianę reżimu, jest po prostu niewykonalna.
Nie oznacza to jednak, iż eskalacja jest wykluczona. Oznacza to, iż przed eskalacją przywódcy USA i Izraela musieliby rozwiązać to samo równanie, z którym zetknęli się na początku wojny – ale teraz z o wiele mniejszą liczbą niewiadomych. Odporność Iranu, jego potencjał militarny i skala międzynarodowej izolacji USA i Izraela są teraz znacznie bardziej widoczne.
Jeśli żegluga przez Cieśninę Ormuz zostanie wznowiona i ponownie zakłócona przez działania USA lub Izraela, zostaną oni powszechnie uznani za odpowiedzialnych za wywołanie globalnego kryzysu gospodarczego.
Scenariusz 3: Starcia na niskim szczeblu pod irańską kontrolą nad cieśniną Ormuz
Jest to w zasadzie wariant pierwszego scenariusza – i naszym zdaniem najbardziej prawdopodobny. W rzeczywistości wydaje się on już realizowany: Iran oskarża Izrael o naruszenie zawieszenia broni nowymi atakami i grozi (i prawdopodobnie przygotowuje się do) odwetu.
Jeśli ruch przez Cieśninę Ormuz będzie się utrzymywał w miarę nieprzerwanie, napięcie i sporadyczne wymiany zdań mogą stać się nową normą. Izrael przeprowadza ataki (lub Iran twierdzi, iż został zaatakowany); Iran odpowiada, tymczasowo zamykając cieśninę na dzień lub dwa – być może przeprowadzając własny atak odwetowy.
Po kilku tygodniach lub miesiącach tego rodzaju doniesienia po prostu schodzą na dalszy plan – stanowiąc stałe, niskie ryzyko. Region staje się mniej stabilny, ale reszta świata w dużej mierze wzrusza ramionami – dopóki ropa i inne zasoby będą przez cały czas wypływać z Zatoki Perskiej.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/637760-gulf-has-new-boss-here/












