Raport Rosyjski – Maj i Czerwiec 2026

ine.org.pl 1 week ago
Zdjęcie: Chińska polityka energetyczna (45)


Autorzy: Ksawery Stawiński, Kateryna Vasylyk

Przegląd wydarzeń – maj 2026

Eskalacja wojny dronowej odpowiedzią na wycofanie wojsk amerykańskich z Europy

Biały dom 1 maja ogłosił swoją decyzję o wycofaniu części wojsk stacjonujących w Europie. Z Niemiec wyjedzie 5 z około 37 tysięcy żołnierzy US Army. Ponadto, 15 maja ogłoszono, iż Amerykanie wycofają się również z Polski – w liczbie 4 tysięcy żołnierzy (przed tą decyzją na terenie kraju w systemie rotacyjnym przebywało ich około 10 tysięcy). Wiceprezydent JD Vance podkreślił cztery dni później w tym kontekście, iż ,,Polska jest w stanie obronić się sama, z dużą ilością wsparcia ze strony amerykańskiej”. Komunikat ten można rozumieć w wieloraki sposób – od groźby wycofania wszystkich stacjonujących wojsk i implementacji polityki offshore balancing po obietnice skutecznego włączenia się amerykanów w przypadku wojny po stronie polskiej.

Ograniczenie liczby żołnierzy w Europie budzi niepewność co do rzeczywistego zaangażowania USA w wypełnianie swoich zobowiązań sojuszniczych. Jak przekonują Sylvan i Majewski[1], a także Mälksoo[2] – obecność amerykańskiego ,,boots on the ground” jest probierzem zaangażowania USA w kwestię obrony wschodniej flanki NATO. Idąc tym tropem rozumowania zmniejszanie fizycznej obecności wojsk USA w Europie jest objawem zmniejszającego się przywiązania Białego Domu do wypełniania sojuszniczych obowiązków wobec kontynentu.

Najprawdopodobniej w ten sposób komunikat Białego Domu zinterpretowali Rosjanie. Rosyjski dron Geran-2 trafił w blok mieszkalny w Rumuńskim mieście Gałacz raniąc dwie osoby i podpalając dach budynku. Stanowi to ewenement w ramach dotychczasowych incydentów dronowych. Ostatnie tak istotne zdarzenie, w które zaangażowane było państwo NATO i bezzałogowiec rosyjski to naruszenie przestrzeni powietrznej Polski we wrześniu ubiegłego roku. Zeszłej jesieni amerykanie odpowiedzieli na tą eskalację napięć w ciągu miesiąca – nakładając bolesne dla Rosjan cła na Łukoil i Rostnief. Tym razem amerykanie odpowiadają kontynuując politykę wycofywania się z Europy, a wojna w Iranie sprawia, iż są zmuszeni do przedłużenia zniesienia sankcji na rosyjską ropę.

Niewiadome są dalsze decyzje dot. rozmieszczenia wojsk amerykańskich w Polsce. Trump zapowiedział zwiększenie obecności żołnierzy US Army w kraju o ,,dodatkowe” 5 tysięcy ludzi. Nie wiadomo, jak należy interpretować wypowiedź amerykańskiego prezydenta, ponieważ określenie ,,dodatkowe” może odnosić się do dwóch różnych liczb. Albo do liczby wcześniej stacjonujących w Polsce żołnierzy amerykańskich w liczbie 10 tysięcy (czyli łącznie z dodatkowymi żołnierzami miałoby ich być 15 tysięcy), albo do umniejszonego składu amerykańskiej armii liczonej z pominięciem wycofanych w maju 4 tysięcy wojsk (łącznie 11 tysięcy – o tysiąc więcej niż przed wycofaniem).

Nawet Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelari Prezydenta – Marcin Przydacz nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie [3] (mimo, iż według Trumpa to przyjaźń łącząca go z Prezydentem RP przyczyniła się do podjęcia wspomnianej decyzji). O końcowym kształcie decyzji nie wie nic również wiceminister obrony narodowej – Paweł Zalewski[4].

W trakcie informacyjnego chaosu Pete Hegseth przekonuje, iż mimo deklaracji Białego Domu o wycofywaniu się amerykanów z roli dawcy bezpieczeństwa Europy wsparcie USA dla bezpieczeństwa Polski pozostanie niezmienne. Kosiniak-Kamysz również powiela tę narrację ogłaszając, iż w ostatnich rozmowach amerykanie określili nasz kraj mianem ,,wzorowego sojusznika”. Odpowiedzią strony polskiej na stopniowe ograniczanie amerykańskiego zaangażowania militarnego w bezpieczeństwo Europy ma być wnioskowanie w Waszyngtonie o zmianę tego kursu. Warszawa liczy na zwiększenie obecności wojsk USA na wschodniej flance NATO, między innymi poprzez utworzenie stałej bazy wojskowej na terytorium Polski do czego chce przekonać Amerykanów. Warto przy tym przypomnieć, iż koncepcja „Fortu Trump”, ogłoszona jeszcze podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa, pozostaje niezrealizowana już od niemal dekady, mimo iż powstała w znacznie bardziej sprzyjających warunkach geopolitycznych. Jak wskazuje ww. literatura od stopnia obecności wojsk amerykańskich w Polsce zależy ich determinacja w obronę naszego kraju.

Drang nach Osten

Starzy kanclerze, stare problemy: tak można podsumować doniesienia ostatniego miesiąca pojawiające się w europejskiej prasie. Szereg publikacji wskazuje na coraz większe zainteresowanie decydentów ze starego kontynentu współpracą z Rosją. Oficjalne drogi dyplomatyczne pomiędzy UE a Rosją zostały zawieszone w 2022 roku. Obecna dyskusja o ich ponownym uruchomieniu ma miejsce w kontekście wygaszania wysiłku amerykańskiego w prowadzeniu mediacji między Ukrainą a Rosją. Pojawiający się wakat na pozycji mediatora skłoniła Europejczyków do poważniejszego zaangażowania się w rozmowy pokojowe.

Podczas obchodów rosyjskiego dnia zwycięstwa 9 maja Władimir Putin w rozmowie z jednym z dziennikarzy zasugerował, iż osobą odpowiednią do ewentualnych rozmów z UE w sprawie wojny na Ukrainie byłby Gerhard Schroder. Były kanclerz Niemiec prowadził politykę głębokiej współpracy RFN z państwem rosyjskim, a po złożeniu urzędu współpracował zawodowo z Gazpromem, którego wpływy w Niemczech jako jeszcze polityk umacniał. Ogólna prorosyjskość, czy też proputinowskość byłego kanclerza, według analityków OSW skłoniła niektórych komentatorów do zadania złośliwego pytania – ,,którą stronę Schroder miałby reprezentować?”. Już 10 maja Niemcy odrzuciły propozycję Putina.

Nie mniej temat rozmów 18 maja podjęła Angela Merkel – była kanclerz RFN, która w 2021 realizowała na poziomie europejskim politykę włączania Rosji w architekturę bezpieczeństwa kontynentu [5]. Według jej opinii Europa rzeczywiście powinna zaangażować się w rozmowy z FR na temat pokoju na Ukrainie. Friedrich Merz przyznał, iż rozmowy na temat wyboru odpowiedniego przedstawiciela są w tej chwili prowadzone na szczeblu europejskim, ale również w mniejszym formacie – Niemcy, Francja, Wielka Brytania. Wykluczył także możliwość oddelegowania do tego zadania jedynie jednej osoby.

Pod koniec miesiąca Kaja Kallas również zaangażowała się w tę dyskusje podkreślając, iż o ile EU przystąpi do mediacji to jedynie reprezentując maksymalistyczne oczekiwania wobec Rosji – włącznie z wymuszeniem na Moskwie ograniczenia liczebności swojej armii i wycofania swoich wpływów z Gruzji i Mołdawii. Nie mniej Przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa reprezentuje bardziej ugodową frakcję UE. Na początku maja zapowiadał, iż Europa przygotowuje się do ewentualnych rozmów z Rosją, w tym również tych dotyczących tworzenia wspólnej architektury bezpieczeństwa na kontynencie. choćby dotychczas sceptyczny wobec Rosji premier Finlandii Alexander Stubb w wywiadzie z 11 maja udzielonym dla Corriere della Sera opowiada się za rozmowami z Rosją. Argumentował, iż prowadzone dotychczas przez Amerykanów mediacje na temat pokoju na Ukrainie nie uwzględniają interesów Europejczyków, skąd konieczność bezpośredniego zaangażowania stolic kontynentu. Co interesujące jako głównych reprezentantów interesu europejskiego wymienia E5 oraz Bałtów wraz ze Skandynawami – grupę zdecydowanie szerszą od tej, o której wspomniał Merz. O swoich podejściach do Rosji różni europejscy prominenci będą dyskutować już w dniach 18-19 czerwca podczas kolejnego posiedzenia Rady Europejskiej.

W międzyczasie Izba Handlu Zagranicznego Niemiec po raz pierwszy od 2022 roku ogłosiła, iż weźmie udział w Forum Ekonomicznym w Petersburgu. Argumentowano, iż brak obecności reprezentantów biznesu niemieckiego na rosyjskim rynku uniemożliwia krajowym firmom rozwój w Azji, z której są wypychane przez Chińczyków – szczególnie w Rosji. Część z firm niemieckich przyjęła strategię ,,przeczekania” wojny i sankcji w oczekiwaniu powrotu do business as usual i nie wycofała się z FR. Na wydarzeniu nie zabrakło również niemieckich polityków-prelegentów z AFD, którzy opowiadają się za normalizacją stosunków handlowych Berlina z Moskwą.

Zarówno Moskwa jak i Kijów chciałyby powrotu do mediacji, jednak z dwóch różnych przyczyn. Rosjanie oczekują, iż Europa przyjdzie na Kreml uległa chcąc odnowić kontakty gospodarcze i energetyczne. Ukraińcy oczekują, iż o ile Bruksela przystąpi do mediacji to jedynie uczestnicząc w nich z pozycji siły. Wpływ Europy na konflikt na Ukrainie jest jednak mniejszy od Amerykańskiego. Przez niemal cztery i pół roku wojny państwa europejskie konsekwentnie prowadziły politykę antyrosyjską, jednak nie w stopniu wystarczającym, by wypracować silne atuty w rozmowach z Moskwą na temat powojennego kształtu Europy. Nie pozyskano ich zarówno na płaszczenie militarnej (ograniczona pomoc na początku wojny i uzależnienie dostaw broni od decyzji USA), jak i pomocy finansowej (fiasko konfiskaty aktywów rosyjskich).

Wspólne ćwiczenia nuklearne Rosji i Białorusi

W dniach 19–21 maja rosyjskie i białoruskie siły zbrojne przeprowadziły wspólne ćwiczenia wojskowe ukierunkowane na doskonalenie procedur związanych z potencjalnym użyciem broni jądrowej. Ministerstwo Obrony Białorusi ogłosiło rozpoczęcie szkoleń na swoim terytorium już w poniedziałek 18 maja, wskazując na zamiar prowadzenia działań z wykorzystaniem „współczesnych środków rażenia, w tym specjalnej amunicji”, a jednocześnie zapowiadając udział strony rosyjskiej. Jednak sama Federacja Rosyjska przystąpiła do ćwiczeń dopiero następnego dnia, podkreślając, iż ich celem jest przygotowanie do użycia sił jądrowych w warunkach „zagrożenia agresją”. Następnie armie obu państw skoncentrowały się na przemieszczaniu nuklearnych środków bojowych oraz doprowadzaniu ich do stanu gotowości operacyjnej.

Są to już trzecie wspólne ćwiczenia jądrowe przeprowadzone po tym, jak Rosja – „na prośbę Białorusi” – rozmieściła w 2023 roku na jej terytorium taktyczną broń jądrową. Podpisane wówczas przez ministra obrony Białorusi Wiktora Chrenina oraz ministra obrony Federacji Rosyjskiej Siergieja Szojgu porozumienie przewiduje możliwość wykorzystania broni nuklearnej dla obrony tzw. Państwa Związkowego – struktury integracyjnej łączącej oba państwa. Następnie na białoruskich ziemiach rozmieszczono rosyjskie systemy rakietowe „Iskander”, 10 samolotów-nosicieli zdolnych do przenoszenia uzbrojenia jądrowego, systemy rakietowe średniego zasięgu „Oriesznik” oraz – zdaniem ekspertów – dziesiątki głowic nuklearnych, co złamało obowiązujący wcześniej konstytucyjny zapis o bezjądrowym statusie Białorusi. W tym okresie pojawiły się deklaracje sugerujące, iż Alaksandr Łukaszenka posiada własną „walizkę jądrową”, natomiast prezydent Rosji zapewniał, iż nie naruszył Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, ponieważ wszystkie związane z nią obiekty pozostają pod wyłączną kontrolą Rosji.

W porównaniu ze szkoleniami przeprowadzonymi w 2024 roku i manewrami „Zapad-2025” tegoroczne ćwiczenia mają najbardziej wyspecjalizowany i kompleksowy charakter, nastawiony na broń jądrową – we wcześniejszych przedsięwzięciach komponent nuklearny stanowił tylko jeden z elementów szerokiego wachlarza działań wojskowych. Nabiera to znaczenia w świetle znowelizowanej doktryny jądrowej Rosji z listopada 2024 roku, na mocy której Moskwa obniżyła deklarowany próg użycia broni jądrowej, dopuszczając jej potencjalne zastosowanie m.in. w odpowiedzi na zmasowany atak lotniczy, agresję przeciwko sojusznikowi, atak na rosyjskie siły znajdujące się za granicą, zbliżanie się wrogich sojuszy wojskowych do rosyjskich granic oraz wsparcie państwa niejądrowego przez państwo posiadające broń jądrową (w kontekście Ukrainy i kolektywnego Zachodu). Katalog ten wydaje się szczególnie niepokojący w kontekście obecnej sytuacji na froncie rosyjsko-ukraińskim.

Zgodnie z danymi Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej w majowych manewrach wzięło udział łącznie 64 tys. żołnierzy oraz ponad 7,8 tys. jednostek sprzętu wojskowego, w tym 200 wyrzutni rakietowych, ponad 140 samolotów i śmigłowców, 73 okręty oraz 13 okrętów podwodnych o napędzie atomowym, z czego 8 stanowiły jednostki wyposażone w pociski balistyczne. Rosja zaangażowała swoje Wojska Rakietowe Przeznaczenia Strategicznego, Flotę Północną i Flotę Oceanu Spokojnego, Dowództwo Lotnictwa Dalekiego Zasięgu oraz część sił Leningradzkiego i Centralnego Okręgu Wojskowego, koncentrując się na weryfikacji umiejętności dowodzenia przez kadrę kierowniczą oraz zdolności podległych jednostek do sprawnego wykonywania rozkazów. Natomiast białoruskie ministerstwo jako główne zadania szkolenia wymieniło przygotowanie personelu, sprawdzenie gotowości uzbrojenia i sprzętu wojskowego oraz przećwiczenie bojowego użycia broni jądrowej z nieplanowanych rejonów, obejmujące sprawdzenie umiejętności realizacji zadań z nieprzygotowanych wcześniej pozycji na całym terytorium Białorusi. Szczególny nacisk położono zachowanie tajności działań, przemieszczanie sił i środków na znaczne odległości oraz prowadzenie obliczeń niezbędnych do ich potencjalnego zastosowania.

W trakcie ćwiczeń Rosja uruchomiła wszystkie 3 komponenty swojej triady nuklearnej, dlatego oprócz akcji z udziałem okrętów podwodnych i lotnictwa dalekiego zasięgu przeprowadzono również odpalenia pocisków balistycznych na poligony na Kamczatce i w obwodzie archangielskim. Dodatkowo Ministerstwo Obrony Białorusi opublikowało nagranie przedstawiające – według opisu resortu – transport amunicji jądrowej do polowych punktów przechowywania na terytorium Białorusi, gdzie jej poszczególne elementy, takie jak głowice jądrowe, materiały wybuchowe oraz środki przenoszenia, czyli rakiety, pociski artyleryjskie i bomby, mają być przechowywane oddzielnie, aby ograniczyć ryzyko przypadkowej detonacji. „[…] transport rzeczywistej amunicji bojowej nie jest zjawiskiem częstym” – zaznacza Ilja Kramnik, pracownik naukowy Instytutu Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych Rosyjskiej Akademii Nauk.

W ostatnim dniu ćwiczeń, 21 maja, Władimir Putin i Alaksandr Łukaszenka uczestniczyli w wideokonferencji, podczas której obserwowali przebieg działań wojskowych oraz omówili ich wyniki. Rosyjski prezydent podkreślił, iż „użycie broni jądrowej jest skrajnym i wyjątkowym środkiem zapewnienia bezpieczeństwa narodowego naszych państw”. Natomiast strona białoruska zaznaczała jeszcze wcześniej, iż ćwiczenia są planowym przedsięwzięciem Państwa Związkowego, które nie było wymierzone w żadne państwo trzecie. Także warto zaznaczyć, iż podczas gdy Putin uczestniczył w szkoleniu wyłącznie za pośrednictwem transmisji z Kremla, Łukaszenka udał się do jednostki rakietowej, gdzie dokonał przeglądu sprzętu wojskowego brygady. W trakcie wizyty zaprezentowano mu wyrzutnię „Iskander-M” oraz przeprowadzono symulację rakietowego uderzenia jądrowego w formie elektronicznego startu. „Nie zamierzamy z nikim walczyć, jeżeli nikt nas nie będzie atakował. Nikomu nie grozimy. W żadnym wypadku. Ale jeśli, nie daj Boże… nie będziemy się z nikim cackać” — podsumował białoruski przywódca.

Wobec tych działań Ukraina wezwała swoich sojuszników do zdecydowanej reakcji oraz zaostrzenia sankcji. Według strony ukraińskiej wspólne ćwiczenia „dwóch dyktatur” stanowią zagrożenie dla globalnej architektury bezpieczeństwa. Podkreślono również postępującą militaryzację Białorusi oraz rosnące ryzyko jej bezpośredniego włączenia w wojnę rosyjsko-ukraińską – zarówno poprzez możliwość przeprowadzenia ataku z terytorium Białorusi na północne regiony Ukrainy, jak i potencjalne działania przeciwko graniczącym z nią państwom NATO. Kolejne ćwiczenia związane z użyciem broni jądrowej de facto normalizują praktykę nuklearnego zastraszania, a tym samym przyczyniają się do legitymizowania proliferacji broni jądrowej na świecie oraz wzmacniają mechanizmy szantażu nuklearnego. Zdaniem byłego szefa ukraińskiego wywiadu Kyryła Budanowa Rosja w rzeczywistości może użyć broni jądrowej w każdej chwili.

Rosyjsko-białoruskie ćwiczenia nuklearne należy rozpatrywać zarówno w kontekście międzynarodowym, jak i wewnątrzrosyjskim. Putin w czasie spotkania ze swoimi generałami przedstawia broń jądrową jako gwarancję suwerenności Rosji, a jednocześnie widzi w niej siłę balansującą układ globalny. Rozpatruje on także arsenał nuklearny jako narzędzie polityki „powstrzymywania przeciwnika” – tylko jakiego? Prezydent Rosji zasłania się hasłami o możliwej „agresji”, mimo iż to on i jego państwo 12 lat temu rozpoczęli wojnę, nielegalnie anektując Krym. Narracja o wrogach z Zachodu, sięgająca jeszcze czasów sowieckich, nie znika, mimo iż to właśnie rosyjska telewizja państwowa w maju 2022 roku emitowała symulację ataku nuklearnego na Wielką Brytanię, w której omawiano użycie torpedy nuklearnej „Posejdon” i wizję wywołania „radioaktywnej pustyni”. Rozmieszczenie broni jądrowej na Białorusi stanowi kolejny element strategii zastraszania, a jednocześnie jest odpowiedzią na NATO-wski parasol ochronny oraz pojawiające się w ostatnich latach koncepcje nuclear sharing. Zajęcie tego strategicznego punktu na mapie pozwala Rosji na demonstrację siły tuż przy wschodniej flance Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jest to szczególnie istotne obecnie, gdy nowe technologie doprowadziły do przełomu w wojnie rosyjsko-ukraińskiej, a Ukraina:

  1. Odzyskała około 400 kilometrów kwadratowych terytorium po wyłączeniu tysięcy przenośnych terminali internetowych Starlink wykorzystywanych przez rosyjskie wojsko.
  2. Przeprowadziła serię ataków dronowych na Moskwę, powodując przez 10 dni z rzędu zakłócenia w ruchu lotniczym i zamknięcie wszystkich 4 moskiewskich lotnisk.
  3. Zaatakowała wszystkie główne rafinerie ropy naftowej w europejskiej części Rosji, co doprowadziło do spadku rosyjskiego przetwórstwa ropy niemal o jedną czwartą.

Narastająca presja wywierana na Rosję sprawia, iż sięga ona po coraz bardziej radykalne środki. Przykładem tego jest wykorzystanie systemu „Oriesznik”, którego zdolność do przenoszenia ładunków nuklearnych wpisuje się w przekaz o gotowości Moskwy do eskalacji i użycia broni jądrowej – ostatnie uderzenie w Białą Cerkiew miało służyć potwierdzeniu wiarygodności rosyjskich gróźb. Także sięgnięcie po retorykę nuklearną może być próbą przeciwdziałania spadającym notowaniom Władimira Putina, gdyż broń jądrowa pozostaje dla Kremla symbolem statusu mocarstwowego, wykorzystywanym do przekonywania społeczeństwa o potędze państwa choćby w okresie kryzysu.

Przegląd wydarzeń – czerwiec 2026

Forum Ekonomiczne w Petersburgu

Z 3 po 6 czerwca w Petersburgu odbyło się 29. Forum Ekonomiczne (ros. Петербургский международный экономический форум) – coroczne forum gospodarcze, często określane jako rosyjski odpowiednik Davos, pełniące zarówno funkcję platformy współpracy ekonomicznej, jak i narzędzia rosyjskiej dyplomacji. Forum organizowane jest nieprzerwanie od 1997 roku, a od 2006 roku odbywa się pod patronatem i przy udziale prezydenta Federacji Rosyjskiej. Motyw przewodni tegorocznej edycji brzmiał następująco: „Pragmatyczny dialog – droga do stabilnej przyszłości”. Według oficjalnych danych udział w wydarzeniu wzięło 24 500 uczestników reprezentujących 142 państwa, w tym Chiny, Brazylię, Uzbekistan, Mongolię, Laos, Filipiny oraz Koreę Północną; szczególny status państwa-gościa przyznano Arabii Saudyjskiej. W rzeczywistości jednak rosyjskie media często przedstawiały poszczególnych posłów lub szefów firm jako delegacje narodowe, tym samym zawyżając faktyczną liczbę obecnych narodowości.

Dzień otwarcia Forum, 3 czerwca, rozpoczął się od ukraińskiego ataku na Petersburg i obwód leningradzki. W wyniku nalotu dronów na terminalu naftowym w Petersburgu wybuchł pożar, który był widoczny z terenu Expoforum – kompleksu wystawienniczo-kongresowego oddalonego o około 17 kilometrów od miejsca ataku, gdzie odbywało się wydarzenie. Zdarzenie to było symbolicznym przypomnieniem o trwającej wojnie i coraz gorszej sytuacji militarnej Rosji oraz skonfrontowało propagandowe slogany o rozwoju ekonomicznym z rzeczywistością, gdzie ukraińskie siły zbrojne są zdolne do skutecznego rażenia celów znajdujących się około 1100 km od wspólnej granicy. Później tego dnia petersburskie lotnisko Pułkowo pozostawało nieczynne przez prawie 5 godzin, co doprowadziło do opóźnienia lub przekierowania około 40 połączeń lotniczych. Dodatkowo na terenie całego miasta odnotowano przerwy w dostępie do Internetu mobilnego.

Mimo iż zgodnie z agendą Forum głównymi tematami dyskusji miały być kooperacja międzynarodowa i rozwój BRICS, przywództwo technologiczne, suwerenność cyfrowa oraz wdrażanie sztucznej inteligencji, kwestia wojny rosyjsko-ukraińskiej powróciła do rozmów już następnego dnia. Wówczas prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski opublikował otwarty list skierowany do Władimira Putina, w którym zaproponował osobiste spotkanie na terytorium państwa-mediatora w celu omówienia warunków zakończenia wojny. Jednocześnie podkreślił, iż Rosja nie zdoła przejąć pełnej kontroli nad obwodem donieckim, oraz zapowiedział kontynuację ukraińskich ataków, jeżeli działania wojenne nie zostaną zakończone. Dopiero następnego dnia, podczas swojego przemówienia, prezydent Rosji odniósł się do listu, określając go mianem „papierka” i stwierdzając, iż „nie widzi sensu” w proponowanym spotkaniu. „[w celu zakończenia wojny – przyp. aut.] Zwracać się należy nie do autorów tego listu, ale do naszych żołnierzy. Cały kraj na was patrzy. Do pracy, bracia” – zakończył swoją odpowiedź Putin. W podobnym duchu wypowiedział się również doradca prezesa Rosniefti, były pułkownik Służby Wywiadu Zagranicznego Andriej Bezrukow, który wezwał Rosjan do przygotowania się na kontynuację wojny. Stwierdził on: „Musimy uznać, iż w ciągu najbliższych kilku lat, być może choćby kilku dekad, będziemy znajdować się w stanie wojny. […] Będziemy mieli dwa pokolenia, które można uznać za praktycznie uczestniczące w wojnie. Musimy nauczyć się żyć z tą wojną” – podsumował były funkcjonariusz służb specjalnych.

Także w trakcie Forum Ekonomicznego rosyjscy ultranacjonaliści, m.in. oligarcha Konstantin Małofiejew oraz ideolog Aleksander Dugin, przedstawili 3 scenariusze rozwoju sytuacji dla Rosji do 2036 i 2050 roku: „dobry”, „inercyjny” oraz „zły”. „Dobry” scenariusz zakłada zajęcie przez Rosję Kijowa, Odesy, Charkowa oraz innych ukraińskich miast, a także rozpad Unii Europejskiej do 2036 roku. Z kolei „zły” scenariusz obejmuje porażkę Rosji w wojnie przeciwko Ukrainie, przystąpienie Ukrainy do NATO oraz utratę przez Moskwę wpływów na obszarze postradzieckim. Natomiast trzeci scenariusz opiera się na założeniu utrzymania obecnego kierunku rozwoju wydarzeń. Chociaż na prezentowanym wówczas slajdzie wskazano, iż „scenariusz inercyjny” doprowadzi Rosję do użycia broni jądrowej, Małofiejew zwrócił uwagę na błąd, zaznaczając: „[…] Użycia broni jądrowej nie uważamy za scenariusz inercyjny – uważamy je za scenariusz dobry”. Do normalizacji gróźb nuklearnych przyczynił się również sam Władimir Putin, twierdząc, iż pocisk balistyczny „Oriesznik” (którym rosyjska propaganda często próbuje straszyć społeczność międzynarodową) trafił w „stodołę”, a jego użycie przeciwko Ukrainie nie miało charakteru „bojowego”.

Warto dodać, iż podczas Forum w Petersburgu wystąpiła również Elwira Fomina, dyrektorka uczelni „Ałabuga-Politech” w Tatarstanie, która znana jest z rekrutowania studentów, w tym cudzoziemców, do pracy przy produkcji dronów. W swoim wystąpieniu Fomina promowała działalność placówki, obiecując, iż studenci zaangażowani w montaż bezzałogowych statków powietrznych mogą zarabiać choćby 500 tys. rubli miesięcznie (ok. 25 tys. zł). Uczelnia ta jest objęta europejskimi sankcjami i uczestniczy w produkcji rosyjskich dronów uderzeniowych „Gierań”, będących odpowiednikami irańskich dronów typu „Shahed”. Co więcej, kandydaci są przyjmowani już od 14. roku życia, a później spotykają się z niższymi niż obiecane wynagrodzeniami, przymusowymi nadgodzinami oraz wyzyskującymi warunkami pracy. „Ałabuga-Politech” działa od 2023 roku, a w ciągu ostatniego roku przeszła rozbudowę infrastruktury zabezpieczającej o 340 hektarów, co świadczy o ogromnej skali produkcji a zarazem napędzaniu rosyjskiej gospodarki wojennej rękoma nastolatków. Według statystyk Sił Powietrznych Ukrainy Rosja przeprowadziła ataki z wykorzystaniem ponad 50 tys. bezzałogowych statków powietrznych, z czego niemal 30 tys. stanowiły rosyjskie modyfikacje dronów produkowane właśnie w Specjalnej Strefie Ekonomicznej „Ałabuga”.

Obecne też na Petersburskim Forum były postacie budzące liczne kontrowersje, które Kreml chciał zaprezentować jako przychylnych sobie „przedstawicieli Zachodu”: brytyjski bloger Andrew Tate, obwiniany o gwałty i sex-trafficking, były amerykański oficer wywiadu wojskowego Scott Ritter, skazany za masturbowanie się przed osobą niepełnoletnią podczas rozmowy internetowej, oraz aktywistka Candace Owens, która w ostatnich latach zaangażowała się w rozpowszechnianie radykalnych teorii spiskowych i jest związana m.in. ze sprawą o zniesławienie małżeństwa Macronów. Na ulubionym wydarzeniu Putina znaleźli się również politycy niemieckiej skrajnie prawicowej i eurosceptycznej partii „Alternatywa dla Niemiec” (niem. Alternative für Deutschland), która często opowiada się za zbliżeniem z Rosją. Po raz pierwszy od blisko 10 lat w Petersburgu pojawił się przedstawiciel administracji amerykańskiej – Rodney Mims Cook Jr., przewodniczący Komisji Sztuk Pięknych Stanów Zjednoczonych. Wystąpił on w panelu „Rosja–USA: Dialog kultur” wspólnie z rosyjską minister kultury Olgą Lubimową oraz byłym aktorem Stevenem Seagalem, który 10 lat temu otrzymał rosyjskie obywatelstwo.

29. Forum Ekonomiczne w Petersburgu przede wszystkim miało na celu stworzenie iluzji tego, iż Rosja nie tylko nie jest odizolowana na arenie międzynarodowej, ale choćby jest popularna. Po nieudanym wizerunkowo Dniu Zwycięstwa Władimir Putin potrzebował propagandowego sukcesu, który pokazałby, iż po 4 latach wojny Federacja Rosyjska przez cały czas budzi zainteresowanie partnerów z całego świata. Forum miało również przekonywać, iż odcięcie się Europy nie doprowadziło do zahamowania rosyjskiego rozwoju gospodarczego ani utraty zdolności technologicznych. Samo wydarzenie jest swoistym oświadczeniem: „Mamy własne Davos i nie potrzebujemy waszego Davosu «zgniłego Zachodu»”. Jednocześnie obecność wspomnianych wcześniej postaci ze świata zachodniego miała wzmacniać narrację, iż mimo politycznej izolacji część zachodnich środowisk przez cały czas jest zainteresowana współpracą z Moskwą. Kreml starał się tym samym wykreować obraz nowej rzeczywistości, w której Zachód jest gotowy ponownie zaakceptować Rosję, złagodzić sankcje i powrócić do relacji sprzed wojny. Istotną rolę w tym procesie odegrało zeszłoroczne spotkanie Donalda Trumpa i Władimira Putina w Anchorage, gdzie amerykański prezydent de facto przełamał polityczne tabu dotyczące bezpośrednich kontaktów z Moskwą, tym samym likwidując dotychczasowy potencjalny skutek w postaci ostracyzmu społecznego. Potwierdzeniem tego faktu jest udział przedstawiciela Białego Domu w niedawnym Petersburskim Forum. Przyczynia się to jednak do fragmentaryzacji jako tako zjednoczonej wcześniej Europy – do podziału na „Russia canceling” i „Russia’s old friends”. Na koniec warto wspomnieć, iż Forum tradycyjnie pełniło funkcję demonstracji „potęgi ekonomicznej” Rosji – w tym roku przekaz ten został zmiażdżony przez ukraińskie drony.

Ukraińska operacja na Krymie

W następstwie serii ukraińskich ataków dronowych – największych od początku wojny – na anektowanym przez Rosję Krymie rozpoczął się kryzys paliwowy, który utrzymywał się przez cały czerwiec. Jego główną przyczyną były niedobory paliwa, wynikające z punktowych uderzeń w infrastrukturę energetyczną, a także wprowadzone przez okupacyjne władze ograniczenia nakładane na ludność cywilną. Pierwsze restrykcje zaczęły obowiązywać już 22 maja 2026 roku w Sewastopolu, a od 29 maja objęły cały półwysep. Kryzys działał na zasadzie efektu kuli śnieżnej i wraz z jego pogłębianiem się narastały kolejne problemy. Zakłócenia w dostawach paliwa doprowadziły do poważnych utrudnień w funkcjonowaniu transportu i komunikacji, częściowego paraliżu logistyki wojskowej oraz zagrożeń dla bezpieczeństwa mieszkańców. Pojawiły się też niedobory żywności i gwałtowny wzrost cen. Również pogorszyła się sytuacja przedsiębiorstw, co skutkowało falą zwolnień. Kryzys przyczynił się także do narastania paniki wśród ludności cywilnej i zwiększenia liczby wyjazdów z półwyspu. W konsekwencji doprowadził do odwołania sezonu turystycznego oraz stał się poważnym ciosem wizerunkowym dla rosyjskiego przywództwa.

Punktem wyjścia jest zmiana w ukraińskiej strategii działań wobec Krymu. 17 czerwca, w wywiadzie dla kanału YouTubePressing”, minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow zapowiedział, iż „piekło dla Rosjan dopiero się zaczyna”, a celem Ukrainy jest „przemiana półwyspu w wyspę”. Poprzez zmasowane ataki dronowe Ukraina izoluje Krym pod względem transportowym, ograniczając zarówno możliwość przemieszczania się rosyjskich wojsk, jak i dostawy zaopatrzenia oraz sprzętu. Zwiększa to koszty utrzymania rosyjskich jednostek, utrudnia organizację sprawnej logistyki, wydłuża czas transportu, a w dłuższej perspektywie może prowadzić do zerwania połączeń między półwyspem a okupowanymi terytoriami południowej Ukrainy. Oprócz mostów, dróg i portów ukraińskie siły zbrojne atakują również infrastrukturę energetyczną w celu likwidacji kluczowego zasobu, który dosłownie napędza ruchy Rosjan na froncie – paliwa. Kombinacja tych działań pozwala zmniejszyć skalę i intensywność akcji szturmowych agresora na kierunku zaporosko-donieckim. Jednocześnie umożliwia ona skuteczniejsze przemieszczanie się ukraińskich jednostek oraz stopniowe odzyskiwanie ukraińskich ziem. Jak podkreślił Fedorow, w ciągu pierwszych czterech miesięcy 2026 roku Ministerstwo Obrony Ukrainy zakontraktowało o 300% więcej dronów średniego zasięgu (middle strike) niż w całym 2025 roku. Świadczy to o rosnącym znaczeniu i efektywności rozwijanej technologii dronowej, która pozwala Ukrainie prowadzić działania szybciej, niż Rosja jest w stanie odbudowywać zadane straty. Właśnie to odróżnia aktualną ukraińską operację od nieudanej kontrofensywy z 2023 roku, podczas której szeroko zapowiadane, symboliczne i konwencjonalne uderzenia nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. w tej chwili nacisk został przesunięty na systematyczne oddziaływanie na zaplecze przeciwnika, niszczenie infrastruktury logistycznej oraz odcinanie zaopatrzenia rosyjskich wojsk.

W ten sposób między 17 a 21 czerwca celem ukraińskich ataków stały się najważniejsze elementy infrastruktury transportowej: most drogowy nad Cieśniną Geniczeską, mosty kolejowe nad Sywaszem oraz nad Kanałem Północnokrymskim, a także połączenia kolejowe łączące główną część Krymu z Półwyspem Kerczeńskim. Działania rozszerzono również na obiekty w rejonie Kerczu, w tym przeprawę promową oraz terminal naftowy, na którego terenie wybuchł pożar. Ukraińskie uderzenia objęły także port Kawkaz, położony po rosyjskiej stronie Cieśniny Kerczeńskiej, powodując uszkodzenia infrastruktury portowej oraz dwóch promów samochodowych. Szczególne znaczenie ma trasa R-280 „Noworosja” (ros. Новороссия), która łączy Krym z rosyjskim Rostowem nad Donem poprzez okupowane ukraińskie miasta: Melitopol, Berdiańsk i Mariupol. Droga ta stanowi alternatywę dla Mostu Krymskiego i była uważana przez Rosjan za bezpieczniejszą, jako iż sam most w ubiegłych latach stał się celem kilkukrotnych ataków sił ukraińskich. Początkowo tym lądowym korytarzem masowo przewożono uzbrojenie oraz zasoby dla wojska, w tej chwili jednak jest on usiany spalonymi ciężarówkami i pojazdami wojskowymi, będącymi efektem ukraińskich uderzeń. Doprowadziło to do drastycznego ograniczenia ruchu na tej arterii logistycznej. Powołana przez Rosję administracja w tzw. Ługańskiej Republice Ludowej (ŁRL) zdecydowała się na oficjalne ograniczenie transportu w kierunku Krymu. Zgodnie z dekretem szefa „ŁRL” Leonida Pasiecznika wprowadzono zakaz regularnych i nieregularnych przewozów pasażerskich na odcinkach kluczowych tras przebiegających przez tereny okupowane. Na obszarach tych wprowadzono również bezwzględny zakaz transportu drogowego grup dzieci (z kilkoma wyjątkami), a osobom prywatnym stanowczo zalecono unikanie poruszania się wspomnianymi drogami. Ponadto rosyjskie źródła informowały o rzekomym zaminowaniu odcinków autostrady przez Ukraińców zdalnie. Oprócz tego ukraińskie działania objęły również infrastrukturę energetyczną, w tym Tawrijską Elektrownię Cieplną. Uderzenia w ten obiekt skutkowały najpierw przerwami w dostawach prądu, a następnie – po kolejnym ataku 23 czerwca – wywołały pożar elektrociepłowni i paraliż energetyczny, który później rosyjskie władze próbowały tłumaczyć „usterkami technicznymi”. Dodatkowo atakowano liczne stacje gazowe i magazyny ropy, co spotęgowało kryzys paliwowy.

Z każdym dniem trwania ukraińskiej operacji warunki codziennego życia na Krymie stawały się coraz trudniejsze. Uderzenia w infrastrukturę drogową doprowadziły do odcięcia półwyspu zarówno od kontynentalnej części Ukrainy, jak i od rosyjskiego Kraju Krasnodarskiego (Kubania). Skutkiem tych działań był kolaps transportowy, który dodatkowo pogłębił problemy z dostępnością paliwa. Początkowo wprowadzono limity sprzedaży benzyny – do 20 litrów na jeden samochód. Następnie paliwo można było nabyć wyłącznie dzięki wcześniej rozdanych kuponów, aż 21 czerwca wprowadzono bezwzględny zakaz sprzedaży paliwa osobom fizycznym – od tego momentu wydawano je tylko pojazdom państwowym i ratunkowym. Przed stacjami benzynowymi zaczęły ustawiać się kilometrowe kolejki, a ceny błyskawicznie wzrosły. W Kerczu cena litra benzyny AI-95 osiągnęła 95 rubli (4,69 zł), podczas gdy w kwietniu wynosiła 69 rubli (3,40 zł) za litr, co oznaczało wzrost o około 38% względem poziomu sprzed kryzysu. Jednocześnie na czarnym rynku paliwo oferowano choćby po dziesięciokrotnie wyższej cenie. Ponadto w sklepach zaczęły pojawiać się dotkliwe braki żywności, a puste półki wywołały gwałtowny skok cen podstawowych produktów. Sytuację pogorszyły regularne wyłączenia prądu – w niektórych miejscach blackouty trwały przez cały dzień. W obliczu narastającej niepewności spanikowani mieszkańcy zaczęli masowo opuszczać półwysep, starając się przede wszystkim wywieźć dzieci. Mimo to władze uporczywie unikały słowa „ewakuacja”, choć jednocześnie odwołały wszelkie wydarzenia młodzieżowe i sportowe. Kryzys doprowadził również do całkowitego załamania ruchu turystycznego w szczycie sezonu – wstrzymano pracę wszystkich kolonii dziecięcych oraz ośrodków wypoczynkowych. Stało się tak mimo faktu, iż początkowo operatorzy biur podróży zatajali przed klientami rzeczywistą sytuację na Krymie. Przełożyło się to na drastyczny spadek dochodów lokalnych przedsiębiorstw, zwłaszcza tych związanych z turystyką, transportem oraz branżą motoryzacyjną. Aby ciąć koszty, właściciele firm zostali zmuszeni do redukcji etatów. Pracodawcy masowo stosują takie praktyki jak wstrzymywanie wypłat, zmuszanie pracowników do przechodzenia na urlopy bezpłatne, a choćby wymuszanie na nich rozwiązywania umów za porozumieniem stron. Przykładowo, pracownicy krymskiej sieci stacji benzynowych TES nagrali apel o pomoc do prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina, alarmując, iż w wyniku kryzysu pracę może stracić choćby 2500 osób. To wszystko doprowadziło do wprowadzenia stanu nadzwyczajnego na Krymie 26 czerwca 2026 roku. Na dodatek okupacyjna administracja wydała zakaz nocnego poruszania się po półwyspie motocyklami, gdyż ich dźwięk przypomina odgłosy dronów i wprowadza w błąd rosyjskich żołnierzy.

Ukraińska operacja na Krymie ma na celu przede wszystkim zmuszenie Rosji do zakończenia wojny i rozpoczęcia negocjacji – co najważniejsze – nie na warunkach dyktowanych przez agresora. Poprzez systematyczne niszczenie infrastruktury niezbędnej do utrzymania rosyjskich wojsk na okupowanych terenach, Kijów zwiększa swoje szanse na powodzenie kontrofensywy na południu i wschodzie kraju. Niektórzy eksperci widzą w tych działaniach przygotowanie pozycji wyjściowej do lądowego wyzwolenia samego półwyspu. Do realizacji tego scenariusza przyczynia się również masowy odpływ rosyjskich cywilów – ich nieobecność ułatwi ukraińskiej armii przeprowadzenie potencjalnej operacji odbicia tych terenów. Niemniej jednak Ukraińcy wysyłają jasny sygnał: „Krym nie jest miejscem dla Rosjan”. jeżeli ktokolwiek poczuł się tam zbyt komfortowo, kolejny atak dronów gwałtownie o tym przypomni. Sytuacja ta stanowi potężną porażkę wizerunkową Władimira Putina. Od momentu aneksji w 2014 roku Krym był kreowany na „perłę w koronie” i symbol odbudowy potęgi „Wielkiej Rosji”. Kolejna militarna przegrana – i to w samym „krymskim raju” – potęguje narastające niezadowolenie społeczne na tle załamującej się gospodarki i w przededniu wyborów parlamentarnych. Co więcej, to właśnie od Krymu destabilizacja na rynku paliwowym zaczęła rozlewać się na całą Federację Rosyjską.

Biznes po lwowsku

Polska spółka Control Proces została zakontraktowana przez miasto Lwów do budowy miejskiego zakładu przetwarzania odpadów komunalnych. Umowa zawarta jeszcze w 2021 roku – przed wybuchem wojny, opiewa na kwotę 40 milionów euro. Została kontynuowana mimo zagrożenia jakie gorący konflikt niósł pracownikom przedsiębiorstwa. Wiele innych firm zagranicznych wycofało się wtedy z prac w mieście. W marcu reprezentanci strony ukraińskiej zerwali kontrakt z Polakami. Argumentowali swoją decyzję opóźnieniami w budowie, a także brakiem przesłania przez Control Process we właściwym czasie wymaganych dokumentów. Jest to jedynie po części prawda. O ile realizacja projektu się opóźniła, to za niedotrzymanie terminu odpowiedzialne są władze miasta i ich decyzje, a także praca w realiach wojny.

Sprawa trafiła do sądu arbitrażowego w Paryżu, który nie znalazł winy po stronie polskiej i orzekł na jej korzyść. Paryski sąd Międzynarodowej Izby Handlowej (ICC) stwierdził, iż wypowiedzenie umowy przez Lwów jest bezpodstawne. Tak samo jak próby Ukraińców do odesłania sprawy do rozpatrzenia przez sąd w Kijowie, który miałby pełnić rolę arbitra. Nie jest to instytucja upoważniona do rozstrzygania tego typu spraw. To nie pierwszy raz kiedy Lwów sądzi się z Control Proces w europejskich sądach arbitrażowych. Firma ma za sobą łącznie już siedem postępowań związanych z budową – wszystkie wygrała. W ich ramach zapadło aż 75 decyzji korzystnych dla Polski.

Lwów kompletnie zignorował orzeczenie europejskich sądów i nie zastosował się do żadnego z nich. Co więcej, eskaluje konflikt. Miasto zablokowało dostęp do obiektu pracownikom Control Proces. Na placu budowy został sprzęt, którego wartość przedstawiciele firmy wyceniają na 9,3 miliona euro – od maszyn budowlanych na biurkach i laptopach kończąc. Sprawa trafiła do najwyższych przedstawicieli dyplomacji RP na Ukrainie. Pomimo tego na plac budowy nie wpuszczono choćby polskiego ambasadora – Piotra Łukasiewicza.

Nie są to jedyne straty, które poniosła firma. Przy projekcie zrealizowanym w 95% Lwów wypłacił jedynie 30 milionów z 40 milionów euro. Jak podaje Buisness Insider – Control Process ma być w tej chwili na debecie wynoszącym 17-18 milionów euro. Liczba odnosi się do łącznych zobowiązań finansowych miasta i innych instytucji wobec firmy, ale nie uwzględnia majątku pozostawionego na placu budowy. o ile miasto go nie odda straty można by było wyliczyć na około 26-27 milionów euro. Niemalże tyle ile zostało Control Process dotychczas przez Lwów wypłacone. Nagłe wstrzymanie prac uderza także w ukraińskich pośredników i zatrudnionych przez Control Proces lwowiaków. W tym samym czasie miasto rozgląda się za nowym kontrahentem, który dokończy niewykonane 5% pracy.

Twarzą tej afery jest mer Lwowa – Andrij Sadowy, przeciwko któremu (oraz jego otoczeniu) Prokuratura Antykorupcyjna Ukrainy prowadzi śledztwo związane ze sprawą Control Proces. Mer bagatelizuje znaczenie działań organów państwa i szuka kolejnych inwestorów dla swojego miasta. Znalazł ich przy okazji, chociaż obok, gdańskiej Konferencji na Rzecz Odbudowy Ukrainy, na którą nie został zaproszony. Sadowski zorganizował nad Motławą własne wydarzenie – „Lwowski dzień odporności”. Podpisał sześć umów opiewających razem na 2,5 miliona euro z niepolskimi spółkami. Po czym wyleciał do Dusseldorfu podpisać z miastem umowę w ramach projektu ,,Unbroken Cities” – sieci partnerów, którzy zaangażują się w odbudowę Lwowa po wojnie. W dodatku izby handlowe Niemiec i Czech zapowiedziały otwarcie we Lwowie swoich filii. Tym samym dołączą do znajdujących się już w mieście reprezentantów Norwegii i Japonii.

Kto (nie) może rozmawiać o bezpieczeńśtwie Europy z Rosją

11 czerwca 2026 roku państwa E3 zakończyły okres europejskiej dyplomatycznej izolacji Federacji Rosyjskiej. Ambasadorowie Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii spotkali się z przedstawicielem rosyjskiego MSZ – Michaiłem Galuzinem w Moskwie. To pierwsze takie wydarzenie od początku inwazji na Ukrainę. Dotychczas z Kremlem spotykali się jedynie reprezentanci państw-renegatów, sprzeciwiających się ogólnemu kierunkowi polityki zagranicznej Europy. Mowa tu o Węgrzech, Austrii i Słowacji, ale także o grającej na lidera kontynentu Francji, która okazjonalnie również wyłamywała się ze wspólnej polityki państw członkowskich. Wydarzenie nastąpiło po wcześniejszym spotkaniu Zełeńskiego z przywódcami państw E3 w Londynie.

Spotkanie otworzyło puszkę Pandory. Wśród europejskich polityków zaistniała nagła potrzeba wytypowania konkretnego przedstawiciela do rozmów z Rosją, który reprezentowałby cały ,,blok europejski” wspólnoty. Stolice wraz z Unią gorąco debatują z nadania, którego państwa czy instytucji w imieniu całej Europy miałyby być ustalane powojenne losy państw członkowskich. Rozmowy są tym bardziej intensywne o ile istotna jest rola negocjatora, który przy okazji reprezentowania woli ,,bloku europejskiego” może napomknąć również i o interesie swoich bezpośrednich mocodawców. Najważniejsze ośrodki władzy walczą o sprawczość nad nowym podziałem kontynentu. Jak na razie najlepiej idzie to Niemcom i Francuzom, w ślad za którymi podąża Komisja Europejska, która o ile nie posiada własnego narodu do reprezentowania to chce umocnić swoją pozycję w UE degradując rolę urzędu Kaji Kallas.

W ramach tych wewnętrznych dyskusji wizyta grupy E3 w Moskwie skłoniła Włochy i Polskę do wyrażenia swojego niezadowolenia, iż do stolicy Rosji nie udała się reprezentacja formatu E5. Premier RP oświadczył, iż ,,Polska nie będzie respektowała ustaleń podjętych bez jej udziału”. Reuters wypowiedzi Premiera Rzeczpospolitej nazywa ,,lamentowaniem”, po czym dodaje, iż po stronie Polski znajduje się również Georgia Melonii. Jednakże premier Włoch sama uważa, iż mniejsze państwa europejskie nie będą mogły wziąć udziału w pertraktacjach z Rosją. Premier jednego z takich państwa – Finlandii twierdzi z kolei, iż Włochy, a ,,szczególnie” Polska powinny mieć swojego reprezentanta przy stole rozmów.

Z kolei Zełeński swoją wizytą w Londynie wyraził szczególną aprobatę dla przyjęcia przez E3 roli reprezentanta interesów Europy w rozmowach z Moskwą. Ukraińcy, jak i sami zainteresowani, popierają logikę wyboru takiego formatu faktem, iż reprezentuje on te państwa, które za sprawą swojego potencjału mają największą w Europie sprawczość. Berlin, Paryż i Londyn starają się o wyłączność w reprezentowaniu ,,bloku europejskiego”. Jednakże Ukraińcy stosują taktykę hedgingu i inwestują swoje poparcie również w instytucje unijne. Tym samym wytrącają państwom E3 argument o szczególnym naznaczeniu ich do tej roli przez Ukrainę. Kwestia konkretnego ukraińskiego wsparcia dla Unii nie wyszła jednak na światło dzienne. Do czasu…

Po historycznym spotkaniu z 11 czerwca, 17 czerwca media obiegła informacja o niedawnym otworzeniu się tajnego kanału komunikacji pomiędzy Unią Europejską a Moskwą. Jest to sytuacja bez precedensu – żaden taki kontakt nie miał miejsca od początku inwazji 2022 roku. Decyzję o nawiązaniu ponownego kontaktu państw członkowskich z Rosją podjęła potajemnie Komisja Europejska działaniami swojego przewodniczącego – Portugalczyka Antonio Costy. Krajan komisarza – Pedro Lourtie wykonał do Moskwy kilka telefonów w poprzedzających publikacje tygodniach. Jak zaznacza Politico, na tą informację z ,,furią” zareagowały państwa bałtyckie oraz Dania i Holandia – mniejsze kraje Europy, które być może miała na myśli Melonii we wcześniej przytaczanej wypowiedzi.

Costa nie poinformował o swoich działaniach żadnego z państw członkowskich. Źródła sugerują, iż być może jedynie kraje E3 zostały zawczasu poinformowane, chociaż i to nie jest przesądzone. Na decyzje komisarza publicznie zareagował Macron, twierdząc, iż UE nie może reprezentować kontynentu, o ile rozmowy dotyczą kwestii bezpieczeństwa. Według publikacji Financial Times sam Costa pośrednio kontruje ten argument tłumacząc, iż jego rozmowy nie dotyczyły sprawy Ukrainy ale innych kwestii. Portugalczyk wypowiedział się w tej sprawie nieprecyzyjne, w związku z czym interpretacja ,,innych kwestii” pozostaje otwarta. Najprawdopodobniej chodzi o szeroko rozumiane powojenne relacje Europy z Rosją w tym gospodarcze i wojskowe.

Jak podaje Politico – podwładny Costy ,,narzekając”, iż informacja o rozmowach z Rosjanami wyciekła do prasy tłumaczył się, iż podjął te działania w odpowiedzi na bezpośrednią prośbę Wołodymira Zełeńskiego. Ukraina poprzez kontakt z Komisariatem chciała włączyć w rozmowy pokojowe Europę. Sprawa jest na tyle zagadkowa, iż oprócz tematu rozmów również i interlokutor Lourtiego nie jest znany. Źródła prasy wskazują, iż szef gabinetu Costy rozmawiał z rosyjskim doradcą ds. bezpieczeńśtwa (security adiviser). Jednakże taka pozycja w oficjalnych strukturach politycznych Kremla nie istnieje, nie można więc wskazać na konkretną osobę po stronie rosyjskiej.

Podczas gdy dwóch Portugalczyków z Komisji Europejskiej kreowało w zaciszu gabinetu politykę zagraniczną „bloku europejskiego”, wchodzili oni w spór kompetencyjny z innym organem instytucji unijnych – Kają Kallas. Była premier Estonii, cechująca się wyjątkową, jak na standardy UE, antyrosyjskością, piastuje stanowisko wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej, a także Wysokiego Przedstawiciela ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa. Z technicznego punktu widzenia to jej urząd powinien odpowiadać za negocjacje z Moskwą. Jednakże prospekt rozmów Rosji z Unią Europejską, w duchu postulowanym przez panią Kallas, Ławrow określił jako „idiotyczny”, skreślając tym samym najwyższego dyplomatę unijnego z listy prawdopodobnych interlokutorów Rosjan, a co za tym idzie, kompletnie uniemożliwiając UE współpracę z Rosją o ile Unię miałaby reprezentować Kallas.

Siłą rzeczy wstrzymanie rozmów jest sprzeczne z interesem narodowym państw E3 (a także tajnego projektu nad którym pracują Portugalczycy Costa i Lourtie). Pojawiła się więc potrzeba instytucjonalnego pozbawienia byłej premier zwierzchnictwa nad rozmowami z partnerami zagranicznymi Unii. Nad przedstawieniem takiego projektu pracuje w tej chwili Berlin i Paryż. Ich pomysł zakłada oddelegowanie odpowiedzialności za kontakty międzynarodowe z urzędu Estonki do Komisji Europejskiej, której przewodzi Niemka – Urszula von Der Leyen. Obydwie panie polityk pozostają ze sobą w konflikcie – Kaja Kallas ma nazywać w rozmowach prywatnych von der Leyen ,,dyktatorką”. Według byłej premier proponowane zmiany oznaczałyby wyjście poza ustalenia traktatowe, które jasno definiują podział ról i obowiązków pomiędzy instytucjami UE, tym samym naruszając zasady na jakich UE podejmuje decyzje dotyczące swoich obywateli.

W międzyczasie, 26 czerwca minister polskiego MSZ dał wywiad w Frankfurter Allgemeine Zeitung, gdzie przekonuje o konieczności uwzględnienia w negocjacjach z Moskwą interesów polskich. Rząd niemiecki ustami rzecznika swojego MSZ ustosunkował się do głosu strony polskiej. Według Stefana Kornelusa: Niemcy będą ściśle współpracować z Polską. Nie czas na dyskusje o formatach i udziałach. Nie toczą się żadne negocjacje pokojowe, bo Rosja nie ma do nich chęci. To nie jest w gestii Niemiec decydować kto i na jakich zasadach prowadzi negocjacje pokojowe. Komunikat ten miał uspokoić stronę polską.

Całość zarysowanego powyżej obrazu dobrze wpisuje się w pojęcie ,,strategicznej kakofonii (strategic cacophony)” Europy. Harmidru, w którym polski głos powinien przekrzyczeć wszystkie inne, o ile chcemy, żeby to nasz interes został obsłużony najbardziej w powojennym ładzie Europy.

Bibliografia:

  1. Sylvan, D. & Majeski, S., (2009). U.S. Foreign Policy in Perspective Clients, enemies and empire. Routledge, s. 68-70.
  2. Mälksoo, M. (2025). Deterrence icons as status symbols: American forces in NATO’s eastern flank. Cooperation and Conflict, 60(1), s. 83-87.
  3. Trójka – Polskie Radio. (2025, Maj 26). Nawrocki rozmawiał z Trumpem? Przydacz: naciskaliśmy na Amerykanów. https://trojka.polskieradio.pl/artykul/3691338,nawrocki-rozmawial-z-trumpem-przydacz-naciskalismy-na-amerykanow (dostęp. 05.06.2026)
  4. Manicki, J. (2026, Maj 22). Żołnierze USA w Polsce. Wiceminister: mam jednoznaczne zapewnienie. Onet Wiadomości. https://wiadomosci.onet.pl/kraj/amerykanscy-zolnierze-w-polsce-wiceminister-mam-jednoznaczne-zapewnienie/zylcdbc (dostęp. 05.06.2026)
  5. Tenzer, N. (2021, Lipiec 8). European policy toward Russia begins in the East. Atlantic Council. https://www.atlanticcouncil.org/blogs/new-atlanticist/european-policy-toward-russia-begins-in-the-east/ (dostęp. 05.06.2026)
Read Entire Article