Polacy burzą się po katastrofie w Radomiu, mówią o zagranicy. Były pilot ma radę dla... polityków

natemat.pl 3 hours ago
Po katastrofie F16 w Radomiu opinia publiczna podzieliła się na temat pokazów lotniczych. Bezpieczeństwo, koszty, sens – o wszystko rozgorzały burzliwe dyskusje. Jeden z byłych pilotów wojskowych dzieli się z nami swoimi refleksjami. Porównuje pokazy do tych za granicą. I ma zwłaszcza jedną uwagę.


Dzień po katastrofie prokuratura przekazała, iż oględziny miejsca tragedii potrwają najpewniej kilka dni. – Została odnaleziona czarna skrzynka, została ona zabezpieczona – poinformował 29 sierpnia prokurator. Skrzynka zostanie dokładnie przebadana – nie jest wykluczone, iż stanie się to za granicą. Na piątek zaplanowano także sekcję zwłok zmarłego pilota.

– realizowane są czynności operacyjne. Na lotnisku w Radomiu pracują dwa zespoły, pracuje prokuratura oraz Komisja Badania Wypadków Lotniczych – przekazał szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.

Cała Polska żyje tragedią. Eksperci cały czas zastanawiają się nad przyczynami katastrofy w Radomiu. A w mediach społecznościowych burza.

"Czy tego typu show mają sens"


Jest mnóstwo komentarzy w rodzaju: "70 mln dolarów koszt tego F-16. Może lepiej, żeby trenowali na nich, a nie robili pokazy akrobacji?", "Wojsko w takich imprezach nie bierze udziału, cyrk", "Po co czynni oficerowie na wojskowym sprzęcie biorą udział w pokazach?", "Nigdy nie zrozumiałem, po co są te akrobacje, takie sztuczki, popisy kilkadziesiąt metrów nad ziemią takimi maszynami. Nie na tym polega używanie tych myśliwców" itp.

Ale są i głosy w obronie. "Skoro nie ma wojny to jak inaczej wykorzystać te samoloty?", "Te pokazy mają swoją wartość. Przybliżanie wojska społeczeństwu, budowanie wizerunku, wzmacnianie poczucia bezpieczeństwa..." – w sieci aż się gotuje.

Zdania są podzielone. Pokazy mają i zwolenników, i przeciwników. Jak się okazuje, również wśród byłych pilotów wojskowych.

– Sam zajmuję się pokazami lotniczymi. Znam je od podszewki. Latałem jako pilot pokazowy na pokazach w Polsce i Europie. Po zakończeniu służby zająłem się organizacją pokazów lotniczych. Ale lubię jeździć na nie również jako widz. I zawsze będę orędownikiem pokazów. To naprawdę bardzo widowiskowe wydarzenia – mówił naTemat Robert Zawada – pilot, organizator i dyrektor pokazów lotniczych.

Ale gen. Wiesław Kukuła, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, przyznał, iż miał wątpliwości, czy tego typu show mają sens. Do organizacji takich wydarzeń przekonywał go Maciej Krakowian.

W rozmowie z naTemat jeden z byłych pilotów wojskowych reaguje natomiast tak:


– To jest do niczego niepotrzebne poza tylko i wyłącznie zaspokojeniem oczekiwań społeczeństwa, usatysfakcjonowaniem odbioru społecznego, jacy to silni, zwarci i gotowi jesteśmy oraz zapewnienia dobrego samopoczucia decydentów politycznych wysokiego szczebla.

"W Polsce nigdy nie była to oddzielna jednostka"


Były pilot wojskowy zgadza się na rozmowę pod warunkiem, iż nie podamy jego nazwiska. Jak mówi, rozumie oczekiwania społeczne i to, iż ludzie chcą takie pokazy oglądać. Ale uważa, iż do pokazów powinna być wydzielona odrębna jednostka wojskowa, która zajmowałaby się tylko tym. Podaje przykład Wielkiej Brytanii i USA, choć zaznacza, iż nie we wszystkich krajach tak jest.

– W USA marynarka wojenna i siły powietrzne mają swoje wojskowe wydzielone zespoły pokazowe. Jest tam mała jednostka lotnicza, ale utworzona i działająca w celu jak najlepszego przygotowania się udziału w pokazach i w defiladach lotniczych. Oddelegowani są do niej najbardziej doświadczeni piloci. To również swego rodzaju nobilitacja jako uznanie zdolności, kompetencji pilotażowych dla tych ludzi, więc chętnych do służby jest sporo, a ci, którzy zostają zakwalifikowani są traktowani jako ktoś specjalny. W tym czasie nie pełnią oni innych zadań – mówi nasz rozmówca.

Jak jest w Polsce?


– Jest zespół Tiger Team w Poznaniu. Są Orliki w Dęblinie. Był zespół Czerwone Iskry, który już nie istnieje. Ale nigdy nie była to osobna jednostka. To, co się dzieje, dzieje w ramach struktury organizacyjnej wojsk operacyjnych sił powietrznych. Piloci wykonują loty szkolne i pokazowe oprócz wykonywania swoich zwykłych obowiązków służbowych, a więc udziału w przypadku F-16 w dyżurach bojowych – mówi.

Były pilot wojskowy: – jeżeli decydenci uznają, iż jest to potrzebne, to wtedy...

Nasz rozmówca sam stawia pytanie: – Czy tego typu imprezy powinny się odbywać? To pytanie nie do pilotów, a do polityków. Do decydentów wysokiego szczebla, czy potrzebujemy defilady wojskowej i demonstrowania przed społeczeństwem polskim oraz wybranymi członkami społeczności zagranicznej, jacy to silni, zwarci i gotowi jesteśmy. To samo dotyczy pokazów lotniczych.

– jeżeli decydenci uznają, iż jest to potrzebne, wtedy powinno się zmniejszyć kwotę samolotów zdolnych operacyjnie przeznaczonych do operacji bojowych i tym kosztem wyznaczyć kilka do wykonywania zadań defiladowych. Czyli utworzyć kampanię honorową sił powietrznych. Albo zdecydować, iż chcemy mieć profesjonalny zespół pokazowy i wtedy decydujemy, czy mają to być samoloty bojowe, szkolno-bojowe a może szkoleniowe – mówi.

Jego zdaniem to, iż tyle osób zwraca w tym momencie na takie kwestie uwagę, świadczy o tym, iż to jest coś, nad czym władza polityczna powinna się zastanowić.

– Moim zdaniem, jako pilota wojskowego, z punktu widzenia kompetencji i personelu latającego i naziemnego, wykonywanie zadań pokazowych w taki sposób, w jaki jest to robione w czasie pokazów lotniczych, nie ma najmniejszego wpływu na zdolność do wykonywania zadań operacyjnych. Wręcz przeciwnie. Odciąga to od wykonywania codziennej roboty, do której samoloty i piloci są przeznaczeni. Zmusza to pilotów do nabywania innych, nowych kompetencji, które w codziennej operacyjnej robocie nie są do niczego przydatne – uważa.

Pomijając ludzką tragedię, z punktu widzenia wojska szacuje też straty: – Utrata zasobów osobowych i zasobów operacyjnych samolotu może mieścić się w widełkach 6-8 mln dolarów.

Przypomnijmy: do wypadku doszło w czwartek 28 sierpnia w godzinach wieczornych w Radomiu. Myśliwiec F-16 rozbił się i stanął w płomieniach. Za sterami samolotu siedział major Maciej "Slab" Krakowian, który zginął na miejscu.

Read Entire Article