PATOLOGIA na górze TWORZY I HODUJE BANDYTÓW na dole!!!

niepoprawni.pl 4 hours ago

Według danych GUS w Polsce około 1,8 MILIONA mieszkań stoi pustych, a więc nie są wykorzystywane np. pod najem. Fakt ten był szeroko omawiany w mediach, a oto przykład takiego tekstu:

1,8 mln mieszkań stoi pustych. Właściciele nie chcą ich wynajmować - PolsatNews.pl

Mniejsza część z tych mieszkań, znajduje się w zasobach gmin (miast-gmin) i stoi pustych głównie ze względu na fatalny stan techniczny zarówno tych mieszkań, jak i całych budynków. Podstawową przyczyną tego fatalnego ich stanu technicznego jest:

przydzielanie mieszkań po absurdalnie niskich kosztach (cenach), niepokrywających w żadnym stopniu kosztów utrzymania i/lub odtworzenia ich stanu technicznego; często też te mieszkania, przydzielone po absurdalnie niskich cenach, są w posiadaniu osób, które nigdy nie powinny być w ich posiadaniu; co więcej – część z tych osób wynajmuje innym przydzielone im mieszkania PO CENACH RYNKOWYCH (a sami mieszkają gdzie indziej, np. w swoich domach);

Mieszkania komunalne bez nadzoru. "Skala nieefektywności porażająca" - Biznes w INTERIA.PL

b) brak jakiegokolwiek faktycznego, skutecznego nadzoru nad wykorzystywaniem takich mieszkań; miasto-gmina nie interesuje się tymi mieszkaniami choćby wtedy, jeżeli tzw. "lokator" dewastuje i demoluje lokal, a jeżeli już dojdzie do jakiegoś bardziej "medialnego" zdarzenia (np. podpalenie) to remontuje budynek, aby podpalaczom żyło się lepiej i... aby było co znowu podpalać.

Oto, jak wygląda to we Włocławku:

a) ]]>https://pomorska.pl/33-pozary-budynkow-socjalnych-na-wloclawskim-zakreci...]]>

b) ]]>https://wloclawek.naszemiasto.pl/pozar-w-bloku-na-ulicy-wienieckiej-we-w...]]>

c) ]]>https://www.portalwloclawek.pl/artykul/2054,podpalenie-nie-ma-co-do-tego...]]>

d) ]]>https://pomorska.pl/punkt-zapalny/ar/c3-6780721]]>

Oczywiście, ten powyższy obraz, zawarty w cytowanych tekstach dotyczących Włocławka, odnosi się do tzw. mieszkań socjalnych, ale jeżeli ten jednostkowy (z jednego miasta, czyli Włocławka) obraz przeniesiemy na cały kraj, to dopiero wtedy możemy sobie wyobrazić skalę PATOLOGII.

I tu bylibyśmy w błędzie – PATOLOGIA jest dużo, dużo większa: mieszkania socjalne, to zaledwie część mieszkań z tzw. przydziału. Dużo więcej zostało przydzielonych i jest przez cały czas przydzielanych w ramach tzw. "rozwiązywania" przez państwo, a od około trzydziestu lat także przez gminy (głównie gminy miejskie, tu. np. Włocławek) tzw. "problemów mieszkaniowych".

Co więcej, jest coraz większa presja komuchów, aby z publicznych pieniędzy budować mieszkania i przydzielać je określonym osobom po zaniżonych cenach (nierekompensujących kosztów budowy i utrzymania lokali); z tymi "przydziałami" wiąże się z szereg kolejnych patologii (duże dochody beneficjentów, ale uzyskiwane "na czarno", dochody uzyskiwane za granicą, mieszkanie z "partnerem", ale oficjalnie: samotna matka" itp, itd.); jest to jednak temat na osobny, duży artykuł.

Co więcej – brak jest jakichkolwiek przepisów, które FAKTYCZNIE umożliwiałyby potem właścicielowi, czyli samorządom, nadzór nad prawidłowym korzystaniem z tych przydzielonych lokali. Itd, itd. - patologii ciąg dalszy.

Poprzednicy dzisiejszych komuchów (w wyznawaniu bandyckiej „ideologii“, ale często dodatkowo także ich poprzednicy "po rodzinie": dziadkowie i rodzice) doprowadzili do degradacji całych kwartałów miast w całej Polsce, często o ogromnej wartości historycznej. Wystarczy pospacerować np. po Łodzi i zajrzeć na podwórka wielu budynków, które od fasady zostały już najczęściej (wcale nierzadko za ogromne publiczne pieniądze) jednak odnowione i zobaczyć, co kryją podwórka.

Ja obserwuję to na przykładzie Włocławka – wiele kamienic w Śródmieściu pod względem technicznym de facto nadaje się tylko do wyburzenia, bo koszty ich wyremontowania są tak ogromne, iż jest to nieopłacalne.

Inna sprawa, iż miasto za dziesiątki milionów złotych niektóre takie zdegradowane kamienice remontuje i umieszcza w nich, na przykład, instytucje, które na papierze/w statystykach (wciąż dofinasowywane) kwitną, ale dla ogółu mieszkańców miasta podmioty tam ulokowane nie istnieją (w przepychaniu takich pomysłów brylował poprzedni "prezydent", z Koalicji Oszustów,będący w koalicji z post-komuchami ).

Co więcej, w tej chwili miasto Włocławek – za MILIONY Z PUBLICZNYCH PIENIĘDZY (np. dofinansowanie z BGK), w którym "rządzi" teraz prezydent z SLD remontuje kamienice za „grube“ miliony złotych (samo dofinansowanie z BGK to 4,5 miliona zł), które jego poprzednicy z PRL-u i ich następcy doprowadzili do ruiny, tworzy w nich "pod klucz" luksusowe mieszkania (raptem 7) i rozdaje do zamieszkania za bezcen. Oto przykład kamienicy na Brzeskiej 15:

]]>https://wloclawek.naszemiasto.pl/brzeska-15-we-wloclawku-gotowa-na-przyj...]]>

Jeżeli choćby tylko tę kwotę dofinansowania: 4,5 miliona złotych, czyli zaledwie część kosztów odbudowy, podzielimy przez 7, to wychodzi, iż każde z 7 mieszkań kosztowało średnio 650 tys. zł. W rzeczywistości więcej. Ile?

Jaki będzie czynsz najmu?

Nie udało mi się uzyskać informacji, jakie czynsze będą na Brzeskiej 15, ale czynsze w nowo wybudowanych mieszkaniach komunalnych na Celulozowej to – uwaga, uwaga!!! - 11 zł 85 groszy za m. kw.

Uwaga, uwaga – to nie są mieszkania socjalne!!!

Chcielibyście ZA DARMO otrzymać luksusowe, wykończone "pod klucz" 50 – 70- metrowe mieszkanie, w Centrum miasta i płacić czynsz 600 – 800 złotych miesięcznie?

Miliony ciężko pracujących, fizycznie lub/i umysłowo, osób w Polsce nigdy nie będzie miało mieszkań o takiej powierzchni i w takim standardzie. Ale to własnie MY – ogół obywateli, a nie "prezydent" miasta lansujący swoją osobę, płacimy za kolejne "pomysły" (teraz już) postkomuchów!!!

Jest to znowu temat na osobny duży całościowy artykuł: z jakich pieniędzy są finansowane odbudowy (bo to nie jest – ze względu na stan budynków - "zwykły" remont), kto i "po jakich pieniądzach" uzyskuje zlecenie robót, kto potem korzysta z tych lokali itp, itd.

Chciałbym, aby jakiś detektyw "prześwietlił", kim są osoby na Brzeskiej 15, które uzyskały "przydział", jaka jest faktycznie ich sytuacja materialna i jak dotychczas się starali , aby nie musieć korzystać z pomocy państwa (samorządu)!!!

A co, o ile okaże się, iż ktoś w ogóle się nie starał? Mieszkanie, na dodatek: takie mieszkanie, też "mu się należy"?!

Aby dopełnić obrazu - we Włocławku brakuje mieszkań socjalnych, czyli mieszkań dla osób, które nie z własnej winy (niepełnosprawność fizyczna lub umysłowa itd) nigdy nie będą w stanie ani kupić sobie mieszkania, ani takiego mieszkania wynajmować po cenach rynkowych, choćby jeżeli one "spadną", o czym dalej w tekście. Dowodem na brak takich mieszkań jest fakt, iż miasto Włocławek NIE WYKONUJE orzeczeń sądowych i zmusza osoby uprawnione do kierowania kolejnych spraw do sądu o odszkodowanie.

I w takiej to sytuacji miasto Włocławek bawi się w "pseudo-dewelopera" (na pokaz) za publiczne pieniądze, w tym z ogólnokrajowego budżetu, czyli za pieniądze NASZE – WSZYSTKICH OBYWATELI)!!!

A tak z ciekawości – jaki geszeft kryje się za tym "biznesem"?

Kilkanaście lat temu pewien poseł (z innej opcji niż SLD, który wylansował się na doktoracie zrobionym u profesora pozbawionego potem tytułu za plagiaty), kiedy w rozmowie z nim bulwersowałem się z powodu już wtedy dostrzeganych przeze mnie patologii, próbował mi uświadomić, iż "jest tyle FRUKTÓW do zagospodarowania", więc po co się "pultam" – powinienem z nimi dążyć do skorzystania z tych "fruktów". Nie skorzystałem z jego propozycji! Wprost przeciwnie!

(Ps. Myślę, iż wiele osób wie, o kim piszę i jaką karierę zrobił potem ten (p)oseł!)

Wracając do głównego tematu, ze względu nie tylko na stan budynków, ale także ze względu na to, kto w tych budynkach w "ścisłym" Śródmieściu Włocławka pozostał - bo po 1989 roku nastąpił odpływ wielu byłych mieszkańców – większość ulic jest w tej chwili "martwych" (ale to samo stało się w wielu innych miastach): lokale użytkowe stoją puste, a jeżeli przejeżdżamy po tych ulicach samochodem, to trzeba zachować wyjątkową czujność, bo nagle może z impetem wypaść nam wprost pod koła "lokator" tej czy innej bramy (taka "świecka tradycja" – stanie godzinami w bramie, często nie z pustą ręką), który nagle – pod wpływem "imperatywu kategorycznego" - poczuł potrzebę odwiedzenia kumpla w sąsiedniej bramie albo lokalnego spożywczaka.

W literaturze/publicystyce mamy wiele opisów tego, co robili "krasnoarmiejcy" zajmujący tereny Polski w czasie wojny bolszewickiej (1919 -1921 r.) oraz gdy nas "wyzwalali w 1944/1945 roku, ale tutaj odwołuję się jedynie do powszechnie znanych obrazów ich "dokonań" w domach i mieszkaniach, w których się zakwaterowali.

Wiele mieszkań z „lokatorami“ z komunistycznego nadania (z PRL-u) wygląda kilka lepiej. Kiedyś piękne, rozkładowe, wysokie mieszkania, na przykład, w unikatowych modernistycznych kamienicach, nadają się tylko do generalnego remontu; ale jak wyremontować jesionowy parkiet pomalowany na olejno?

Fatalna gospodarka (zarządzanie) samorządów zasobami mieszkaniowymi, której skutkiem jest to, iż dziesiątki tysięcy mieszkań nie nadaje się do wynajmu, jest jednak jedynie fragmentem dużo wiekszej, bo systemowo – ustrojowej, PATOLOGII, której skutkiem jest to, iż ponad milion (bo są też niższe dane niż dane GUS-u) mieszkań stoi pustych.

Tu na marginesie: w tej chwili większość mieszkań zajmowanych przez osoby z komunistycznego tzw. nadania wcale nie stanowi własności komunalnej, bo ogromna większość takich komunalnych mieszkań została sprzedana po 1989 roku - i jest sprzedawana nadal, także we Włocławku - za ułamek ich wartości, choćby z 95% "bonifikatą", w tym wielu osobom, które, choćby według tamtejszych przepisów, nie były uprawnione do takiego wykupu.

Wiele takich mieszkań, szczególnie tych najcenniejszych: w najlepszych lokalizacjach, w dobrym stanie technicznym, na przykład wybudowanych po 1945 roku ("najmłodszych"), stało się własnością "utrwalaczy" władzy ludowej lub ludzi w jakiś sposób powiązanych, głównie rodzinnie, z takimi "utrwalaczami". Może zapytajmy dwóch byłych prezydentów i przynajmniej jednego premiera, nie mówiąc już o dziesiątkach, a może choćby setkach tysięcy, komuchów, postkomuchów i ich „koalicjantów“, w jaki sposób weszli w posiadanie (niektórych) swoich nieruchomości?

Tu raport NIK-u obrazujący jedynie fragment tego "zjawiska" - ]]>https://www.nik.gov.pl/najnowsze-informacje-o-wynikach-kontroli/prywatyz...]]>

Obecnie większość mieszkań, przez cały czas zajmowanych przez "lokatorów" z tzw. komunistycznego nadania, jest jednak w budynkach stanowiących własność osób prywatnych, osób, które – po okresie faktycznego wywłaszczenia w PRLu - formalnie (na papierze) odzyskały swą własność po 1989 roku, ale które przez cały czas nie mogą wykonywać swego prawa własności.

Tzw. "lokatorzy" z nadania jeszcze z okresu PRL-u przez cały czas są tam nie do ruszenia:

Nie można rozwiązać z nimi stosunku najmu (stosunku najmu – bo żadnych umów przecież nie ma);

Czynsz najmu jest regulowany przez „ustawę o ochronie praw (dobre sobie!!!) lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy...“, jest więc śmiesznie niski, mniej niż połowa ceny rynkowej.

Dla przykładu: taki narzucony „lokator“ płaci w stutysięcznym mieście za 3-pokojowe, ponad 50-cio metrowe mieszkanie, na I pietrze z balkonem, czynsz w wysokości 800 zł.

Właściciel nie otrzymuje od państwa żadnej rekompensaty, ani żadnego odszkodowania. Co więcej, na właściciela nakłada się szereg kolejnych obowiązków – teraz, na przykład, obowiązek montowania źródeł ciepła zgodnych z DYKTATURĄ Unii Europejskiej, a to w przypadku kotła gazowego (które niedługo też będą zakazane) koszt rzędu 10 tys. zł

"Demokratyczne państwo prawa" w działaniu!!!

Czy muszę dodawać, iż bez znaczenia jest też to, jakie tacy "lokatorzy" uzyskują dochody? Mogą zarabiać choćby dziesiątki tysięcy złotych, a i tak płacą czynsz za mieszkanie, co najwyżej, w wysokości poniżej połowy ceny rynkowej, możliwej do uzyskania w danej lokalizacji.

Każdego miesiąca właściciel takiego mieszkania dorzuca się więc do utrzymania takiego "lokatora" kwotą – w tym, powyżej opisanym, przypadku – 1 200 złotych. Niech ktoś mi wyjaśni – dlaczego? Jakim PRAWEM (nie mylić PRAWA z obowiązującymi przepisami)?

Tu tylko zaznaczę - bo będzie o tym dalej, przy posiadaniu w złej wierze - iż choćby jeżeli taki lokator umrze, a lokal zajmie przed jego śmiercią osoba, która także nie ma żadnego tytułu prawnego do tego lokalu (np. wnuczek, mieszkający wcześniej gdzie indziej), to właściciel nie może pozbyć się sam takiej osoby, bo chronią ją przepisy o posiadaniu (w złej wierze – bez podstawy prawnej).

Oczywiście, policja i prokuratura nie widzą tutaj podstaw do jakiejkowiek interwencji. Prokuratura umorzy postępowanie (bez obowiązku uzasadnienia!!!), a zażalenie do sądu jest jedynie stratą czasu.

Co więcej, choćby jeżeli taka osoba (czyli tzw. "dziki lokator") nie płaci właścicielowi lokalu ani grosza, to – według w tej chwili obowiązujących przepisów - właściciel przez cały czas musi dostarczać mu wodę i płacić za nią, płacić za odprowadzanie ścieków, za odbiór nieczystości stałych, no i .... płacić podatki od nieruchomości!!!.

Państwo nie tylko chroni bandytę, ale nakłada na właściciela lokalu OBOWIĄZEK utrzymywania tego bandyty!!!!

Właściciel, aby pozbyć się takiego bandyty, chronionego przez państwo, musi kierować sprawę do sądu o eksmisję. Oczywiście, musi za to zapłacić, a jeżeli po roku, dwóch lub jeszcze później uzyska wreszcie nakaz eksmisyjny, musi opłacić komornika (co najmniej kilka tysięcy złotych), który.... i tak wcale nie musi dokonać eksmisji (o tym jeszcze później, przy tzw. najmie okazjonalnym).

Jeśli jakiś "mędrzec", albo domorosły "prawnik" wyrwie się tutaj ze stwierdzeniem, iż właściciel może przecież uzyskać odszkodowanie, to proponuję mu najpierw dowiedzieć się jednak, co faktycznie, choćby poprzez komornika, można wyegzekwować: od osoby pracującej "na czarno", od osoby choćby pracującej na jakąś umowę, ale na papierze zarabiającej najniższą krajową? Ułatwię mu odpowiedź – NIC!!!!

A co można wyegzekować od lenia i gołodupca? Pytanie retoryczne!!!.

Orzeczenie tzw. sądu, w takich sprawach, można oprawić sobie w ramki i powiesić na ścianie, aby za każdym spojrzeniem przypominać sobie, a jakim bandyckim państwie żyjemy!!!

Ojej, zapomniałem, przecież to "demokratyczne państwo prawa"!!!

Już tu słyszę rechot i satysfakcję wielu wychowańcow komuchów, postkomuchów lub mentalnych postkomuchów – niech wredni kamienicznicy cierpią dalej!

Mam dla nich złą wiadomość (pomijając komentarz dotyczący ich adekwatności umysłowych) – ogromna większość prywatnych mieszkań, spośród tego ponad miliona pustych mieszkań w Polsce, nie należy do tzw. "kamieniczników", ale do osób, które nabyły (np. drogą kupna) swe lokale po 1989 roku.

I ogromna większość z tych pustych mieszkań nie jest wynajmowana właśnie z powodu obowiązywania istniejących BANDYCKICH przepisów (takie przepisy nie mają nic wspólnego z PRAWEM, ale o tym dalej), regulujących, przede wszystkim, własność oraz tzw. posiadanie, przede wszystkim zaś tzw. posiadanie w złej wierze.

Chodzi tu o przepisy zawarte głównie w KC, ale także w KPC, w ustawie "o ochronie praw (praw? - dobre sobie!!!) lokatorów...", ale także w Kodeksie Karnym (tu nie tylko przyjmowana przez prokuraturę absurdalna, sprzeczna z jakąkolwiek cywilizowaną wykładnią prawniczą, interpretacja art. 193 KK, ale także brak wielu przepisów, które powinny penalizować powyżej opisywany bandytyzm – zajmowanie czyjejś własności bez podstawy prawnej) i w Kodeksie Postępowania Karnego.

Poszkodowane (okradane przez bandytów) są prawdopodobnie dziesiątki tysięcy osób (nikt nie prowadzi tutaj żadnych statystyk), ale:

wiedza, o tym, co może nas spotkać, jeżeli wynajmiemy swoją własność, swoje mieszkanie, czyli: zero dochodów z lokalu choćby przez wiele lat, dewastacja lokalu, ale także – obowiązek utrzymywania przez lata osób, które wpuściliśmy do swego lokalu, jest coraz powszechniejsza;

niestety, coraz powszechniejsza jest także wiedza o tym, iż można mieszkać za darmo i BEZKARNIE w czyjmś mieszkaniu oraz na koszt właściela mieszkania; choćby idiota wyciągnie tutaj wnioski dotyczące tendencji zjawiska.

Czy można się dziwić, iż choćby jeżeli z naszej inwestycji w nieruchomość, w jej zakup, (a to jest przecież nasze PRAWO) moglibyśmy uzyskiwać dochody z najmu, to przy takich BANDYCKICH przepisach, wiele osób boi się ryzykować wynajem lokalu, bo ewentualne dochody mają się nijak do skali problemów i do skali strat.

Dla "cwaniczków", "mędrków" i "inteligentnych inaczej" (chociaż ci raczej mają problemy z czytaniem i myśleniem, bo "myślenie boli" – więc raczej nie doczytali do tego momentu) poniżej teksty, które pokazują nie "wierzchołek góry lodowej" powyżej wskazanej PATOLOGII, ale – co najwyżej – szpic tego "wierzchołka":

Pani, będąca w tej chwili emerytką, z emeryturą 1800 zł, oszczędzała przez lata, aby zapewnić sobie dodatkowy dochód na emeryturze, więc zainwestowała w zakup kawalerki na wynajem. Teraz nie tylko nie uzykuje żadnych dochodów z zakupionego mieszkania, ale – aby nie stracić mieszkania – musi ze swojej skromnej emerytury opłacać czynsz (tzw. "administracyjny") za mieszkanie, podatki i inne należności za młodych OSZUSTÓW (BANDYTÓW, chronionych przez obowiązujące przepisy) - ]]>https://kobieta.onet.pl/emerytka-ze-szczecina-utrzymuje-dzikich-lokatoro...]]>

W tekście jest mowa, iż Pani, która pomaga emerytce, "doprowadzi sprawę" do końca. Pewnie tak. Tylko pytanie – kiedy i ile w sumie będzie to kosztować (jakie będą straty).

Jakiś cwaniczek zapyta: po co inwestowała w nieruchomość i po co wynajmowała? Więc niech ten cwaniczek mi odpowie: a w co miała inwestować? Może miała grać na giełdzie? Nie każdy musi być hazardzistą.

Tu podobny przykład ze Śląska: ]]>https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/slask/jaworzno-urszula-kozub-walcz...]]>

A, przy okazji, dodatkowo, odsłona fragmentu innej patologii: są osoby, które z pomocy od państwa zrobiły sobie źródło utrzymania. W artykule jest mowa o parze (która nie pracuje i najpewniej wcale nie zamierza pracować) z piątką dzieci, żyjących na koszt właścicielki mieszkania, ale przede wszystkim, na koszt NAS WSZYSTKICH.

Dla "frajerów", którzy pracują za minimalną krajową lub za kilka więcej, informacja: takie osoby, opisane w artykule, z 800+, z innych dodatków na dzieci, z dodatków na mieszkanie, na opał itd, z szeregu innych świadczeń wyciągną dużo, dużo więcej niż średnia krajowa. A jeżeli trafi się dziecko lub dzieci niepełnosprawne (a jeżeli matka pije lub ćpa w ciąży, to jakie jest tego prawdopodobieństwo?), to ..... (tu nie będę kończył, bo ta PATOLOGIA poraża każdego normalnego człowieka).

Co więcej, wszystkie te, powyżej wskazane, żródła dochodów, wolne są od zajęcia komorniczego. Właścicielka choćby po wygranej sprawie i mając zasądzone odszkodowanie, nie odzyska ani złotówki nie tylko z należnego jej czynszu, ktorego nie otrzymała, ale także z tego, co musiała wyłożyć – ze wględu na przymus bandyckiego państwa – na utrzymanie tej „pary“.

Oczywiście, ja nie uważam osób, ciężko pracujących na swoje utrzymanie, za "frajerów", może choćby dlatego, iż sam przez całe życie ciężko pracowałem zarówno umysłowo, ale też fizycznie, po to, aby wiedzieć to, co wiem i aby mieć to, co mam.

Niestety, osoby żyjące na nasz koszt, choć formalnie na koszt państwa, uważają inaczej – inaczej postrzegają osoby pracujące, właśnie jako "frajerów".

Co więcej, są przekonani, iż to co otrzymują od państwa – im się PRZECIEŻ "należy". Jest to rozpowszechnione, niestety, nie tylko w Polsce, pokłosie głoszonych przez komuchów/lewaków (jawnych lub ukrytych) bzdetów o tzw. "państwie socjalnym", o tym, iż zasiłki i dodatki od państwa to "prawa człowieka" i "się należą", a choćby iż posiadanie mieszkania przez każdego (w tym leni, nierobów itd) to "prawo człowieka".

Będzie jeszcze dalej o tym mowa w tym artykule, tutaj jedynie zacytuję M. Thatcher:

"Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. jeżeli rząd mówi, iż komuś coś da, to znaczy, iż zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy”.

Ja to dopowiem inaczej – nie ma nic "za darmo", "z powietrza". jeżeli ktoś otrzymuje coś "za darmo", to ktoś inny za to płaci.

Rzecz w tym - dodatkowo jednak - iż to, co zostanie dane "za darmo" (z najszlachetniejszych choćby przesłanek) w ostatecznym rozrachunku generuje także PATOLOGIĘ, przechodzącą wcale nierzadko na następne pokolenia.

Jest to prawidłowość obserwowana powszechnie, nie tylko w Polsce, ale, na przykład, także w Stanach, gdzie zasiłki dla pewnych grup osób, wprowadzone jako "rekompensata" za niewolnictwo (pytanie: jaką rekompensatę otrzyma niewolnik, który żył dwa wieki temu), pod wpływem poczucia wstydu (odpowiedzialności itd.) za niewolnictwo, uzależniły miliony beneficjentów od zasiłków i "wyleczyły" ich z chęci zmiany swego statusu.

Do tematu - są jeszcze ciekawsze przypadki niż przykład ze Śląska, opisany w artykule pod powyższym linkiem: na przykład matka w wieku przed 30-stką, mająca już kilkoro dzieci (4-5), czasem żyjąca już z którymś kolejnym partnerem albo bez, nierzadko w kolejnej ciąży, dzwoni w sprawie najmu mieszkania i.... jest oburzona, iż ktoś nie chce jej wynająć, przecież jest wypłacalna.

I tu wylicza – jej dochód z pomocy społecznej (800+ i inne), ale także z zasądzonych alimentów od byłych partnerów to dużo ponad 10 tys. złotych.

Oczywiście, sąd zasądza alimenty od byłych partnerów, ale te alimenty płacimy my wszyscy, także osoby zapier..... jące fizycznie za najniższą krajową, bo ci byli partnerzy są "nieegzekowalni" (pracują na czarno, za granicą itd, itd). Formalnie takim "matkom" płaci Fundusz Alimentacyjny.

]]>https://www.nik.gov.pl/najnowsze-informacje-o-wynikach-kontroli/dlugi-fu...]]>

Taka "matka" z rodzenia dzieci zrobiła sobie źródło utrzymania. Hurra, będzie nas więcej – będzie więcej Polaków!!!!

Formalnie (na papierze) - tak, ale, przy takich wzorcach z "rodziny", kim będą ci "Polacy"? Ile będzie NAS kosztowało utrzymywanie takich kolejnych pokoleń? No i nie liczmy, iż będą oni pracować na czyjeś emerytury (jak przekonywali politykierzy i niektórzy publicyści lobbujący za 500+).

Kolejne teksty, już bez komentowania:

a) ]]>https://www.bankier.pl/wiadomosc/Polacy-boja-sie-wynajmowac-mieszkania-N...]]>

b) ]]>https://www.trojmiasto.pl/dom/Nieuczciwi-najemcy-uciekli-a-sasiedzi-pomo...]]>

Setki tysięcy, a może choćby milion – milion osiemset tysięcy mieszkań stoi pustych, w dużej części dlatego, iż właściciele BOJĄ SIĘ je WYNAJMOWAĆ , a jednocześnie – głównie komuchy wszystkich odcieni – krzyczą, iż w Polsce mamy "lukę mieszkaniową", wynoszącą od kilkuset tysięcy do choćby ponad 1 miliona mieszkań, przy czym powszechnie przyjmuje się, iż duża część tej "luki" jest w największych miastach (aglomeracjach).

I właśnie w tych miastach (aglomeracjach) jest też największy zasób mieszkań pustych, najczęściej relatywnie nowych, w bardzo dobrym stanie technicznym, należących, na przykład, do osób aktualnie zamieszkałych za granicą.

Komuchy głoszą wszem i wobec, iż trzeba opodatkować właścicieli mających dwa i więcej mieszkań, bo to – według ich lewackiej logiki – zmusi tych właścicieli do wynajęcia tych mieszkań. Oczywiście, intelektualnym kretynizmem jest przedstawianie takiego "pomysłu" jako remedium na lukę mieszkaniową.

Po pierwsze, wiele mieszkań stoi pustych, bo ich właściciele – mający tylko to JEDNO mieszkanie – mieszkają gdzie indziej: np. za granicą. Więc na jakiej zasadzie mieliby poczuć się zmuszeni do wprowadzenia tych mieszkań na rynek najmu ("pomysł" komuchów – jak na razie - ich nie obejmuje).

Po drugie, osoby, które mają dwie lub więcej nieruchomości (tak, jak opisywana wcześniej emerytka ze Szczecina") skutki tego "pomysłu" rzeczywiście odczują finansowo, ale w ogromnej większości będą zgrzytać zębami i płacić kolejny haracz a swej nieruchomości i tak nie wynajmą, bo skala strat wygenerowanych przez ewentualny najem i tak może być dużo, dużo większa niż podatek do zapłacenia.

Już się domyślam – komuchy zaczną wtedy wrzeszczeć, iż należy podnieść stawki podatku. A co dalej? Wywłaszczenie? A może przymusowy najem, jak w PRL-u?

Tu na marginesie – wielu prawników, ale nie tylko, oburzy się i będzie się wymądrzać, iż mamy przecież tzw. "najem okazjonalny". Z litości powstrzymam się od komentarza.

Ta "drewniana proteza" – przepisy o najmie okazjonalnym, mającę być remedium na opisywany powyżej BANDYTYZM, generują jedynie dodatkowe obowiązki i dodatkowe koszty, ale nie dają żadnej gwarancji, iż ochronią wynajmującego przed nieuczciwymi "lokatorami".

Tak się dzieje, gdy zamiast zlikwidować źródło PATOLOGII, próbuje się tę PATOLOGIĘ „cukrować“.

To jeden z tekstów, gdzie autor nie wypisuje oderwanych od rzeczywistości dyrdymałów, ale przedstawia, jak tzw. "najem okazjonalny" funkcjonuje w praktyce -

]]>https://wszyscyjestesmygospodarzami.pl/najem-okazjonalny-a-wycofanie-osw...]]>

Pomysły komuchów w żaden sposób nie rozwiążą więc problem "luki mieszkaniowej".

I nie są niczym innym, niż kolejnym przejawem BANDYTYZMU!!! Kto dał im PRAWO ingerowania we właśność innych osób? Własność nie tylko legalnie, ale i prawnie nabytą?

To ja proponuję opodatkować – i to wysoko – własność komuchów zagrabioną w PRL-u oraz tę przejętą po 1989 roku.

Oczywiście, stali się oni właścicielami "legalnie", ale czy "słusznie" (prawnie)? Czy zapracowali na swoją własność? Pytanie retorycznie – tak samo "ciężko pracowali", jak ich następcy, wzywający teraz do kolejnych ingerencji w prawa jednostki, we własność tych jednostek (osób).

Te setki tysięcy mieszkań, które stoją teraz puste, może trafić na rynek i "zasypać" tzw. "lukę mieszkaniową" tylko i wyłącznie wtedy, kiedy właściciele tych mieszkań, będą mieć pewność, iż ich własność jest odpowiednio przez państwo chroniona i każdy kto wyrządzi im szkodę, najmując ich mieszkanie, zostanie przez to państwo gwałtownie I SKUTECZNIE pociągnięty do odpowiedzialności odszkodowawczej, a przy "posiadaniu w złej wierze" - także do odpowiedzialności karnej i do obowiązku wypłaty zadośćuczynienia.

Powyżej przywołane przypadki bandytyzmu, ale też tysiące innych, przebijają się do opinii publicznej, znane są politykom i urzędnikom w ministerstwach.

Dziesiątki tysięcy osób żyje w poczuciu krzywdy wyrządzonej im nie tylko przez osoby zajmujące ich lokale, ale - przede wszystkim – przez państwo!

Setki tysięcy ludzi woli, aby ich mieszkania stały puste, bo – przy obecnych bandyckich przepisach - boją się kogokolwiek do tych mieszkań wpuścić.

Co więcej – obecna sytuacja generuje gigantyczne koszty społeczne także po stronie najemców i potencjalnych najemców, ale także po stronie ogółu obywateli!!!

Setki tysięcy mieszkań, gdyby zostały wprowadzone na rynek najmu, nie tylko zlikwidowałyby, albo znacząco ograniczyłyby, tzw. "lukę mieszkaniową", ale spowodowałyby rewolucję na rynku najmu - czynsze najmu musiałyby ulec obniżeniu, przez to także dostępność mieszkań znacząco by się powiększyła.

Co to oznacza? Tzw. "luka czynszowa", czyli brak zdolności finansowych danych osób do bycia najemcą, także uległaby zmniejszeniu (więcej osób byłoby w stanie wynajmować mieszkania).

Komuchy głoszą programy - realizowane za miliardy (NASZYCH, czyli ogółu obywateli) złotych, ale z mikroskopijnym skutkiem, budowy mieszkań na tzw. "tani najem".

Oczywiście, wcześniej czy później, przy komunalnym nadzorze, zarówno te mieszkania, jak i całe budynki, ulegną degradacji. Wtedy znowu kolejne pokolenie komuchów będzie głosić, iż trzeba te mieszkania sprzedać za grosze lokatorom (bo tak będzie taniej).

Na marginesie, proponuje zapoznać się, co dzieje się z tzw. TBS-ami: ile procent osób rzeczywiście "doszło do własności", a jeżeli już "to za jakie pieniądze", ile wynoszą miesięczne opłaty itd.

Jakie są przyczyny opisywanej powyżej PATOLOGII, opisywanego powyżej BANDYTYZMU?

Przyczyna pierwsza: uregulowania dotyczące posiadania, w tym posiadania w złej wierze.

W Senacie (czyli w totalnie ustrojowo zbędnej izbie, ale kosztującej NAS setki milionów złotych rocznie) toczą się podobno w tej chwili prace nad jakimiś, oczywiście kosmetycznymi, zmianami dotyczącymi najmu lokali. Oczywiście, dużo pitolenia, szumu, marnowania pieniędzy, ale i tak nic z tego nie będzie.

Co w tym ciekawego? Do wypowiedzenia się "w temacie" zostali wezwani przedstawiciele dwóch ministerstw. Stwierdzili oni, iż wszystko, co dotyczy najmu, jest OK i żadne zmiany nie są potrzebne.

Myślę, iż ci przedstawiciele ministerstw to osoby z „wykształceniem“ tzw „prawniczym“ (ale mogę się mylić – w tym naszym "ustroju" wszystko jest możliwe). Jak to jest, iż ci urzędnicy mogą twierdzić, iż powszechnie obecna PATOLOGIA i powszechnie obecny BANDYTYZM, związany z instytucją najmu, a także powszechnie obecna PATOLOGIA i powszechnie obecny BANDYTYZM, chroniące posiadanie w złej wierze, wbrew prawom osoby będącej właścicielem danej nieruchomości, są OK?

Dla mnie taka postawa jest porażająca z wielu względów, ale zajmę się tylko jedną z możliwych przyczyn – jedną z możliwych przesłanek, które mogą tłumaczyć, dlaczego podtrzymywane są obecne regulacje posiadania.

Koronny argument, który tu się pojawia, jest taki, iż posiadanie jest instytucją wywodzącą się z prawa rzymskiego. Oczywiście, jest to stwierdzenie faktu – taka instucja była w prawie rzymskim już od około III w. p.ne.

Dalej pojawia się twierdzenie, iż skoro jest to instytucja mająca w europejskiej tradycji prawniczej takie wielowiekowe umocowanie, w tym także w uregulowaniach prawnych II RP, to jest ona prawidłowa itd, itd.

(Dalej pominę fakt, iż posiadanie było instytucją prawną zmienną choćby w starożytnym Rzymie już w epoce republiki, nie mówiąc potem o pryncypacie i cesarstwie. Pominę też fakt, iż sądownictwo w II RP działało zupełnie inaczej niż dziś, podobnie jak inaczej przebiegała egzekucja orzeczeń).

Rzecz w tym, iż żyjemy w XXI wieku naszej ery, a nie np. III czy I wieku przed naszą erą i chociaż ustrój wielu współczesnych państw jest zaskakująco podobny do ustroju schyłkowego okresu republiki rzymskiej, to jednak pojawiło się wiele rozwiązań niedostępnych wtedy, jak, na przykład, księgi wieczyste.

Ochrona posesoryjna w starożytnym Rzymie służyła, przede wszystkim, do wyeliminowania samowoli w sytuacji, kiedy nie było wiadomo, komu przysługuje prawo własności do danej nieruchomości albo... do niewolnika itd. Prawo to, na określonych zasadach, chroniło więc stan faktyczny, który był jasny, który można było łatwo stwierdzić czy udowodnić.

Ochrona ta w żaden sposób nie przysługiwała osobie, która weszła w posiadanie podstępem (np. na zasadzie "zajęcia lokalu po babci", lub na zasadzie "zawarcia umowy, zaprzestania płacenia i okupowania lokalu mimo utraty prawa do lokalu") lub siłą.

No i trzeba dodać, iż to nie posiadanie, ale prawo własności przysługujące osobom prywatnym było podstawowym prawem "rzeczowym" tej osoby, najsilniej chronionym. Jego istotą była możliwość posiadania danej rzeczy dla siebie.

I na koniec, pytanie – jak sądzicie, czy właściciel w starożytnym Rzymie musiał latami ponosić kolosalne koszty zanim odzyskał posiadanie nieruchomości/rzeczy będącej jego własnością, jeżeli właściciel przedmiotu jego własności nie dysponował żadnym tytułem prawnym do tej rzeczy (był właścicielem w złej wierze)?

Uregulowania dotyczące posiadania obowiązujące do dzisiaj, zawarte w Kodeksie Cywilnym, pochodzą z 1964 roku.

Posiadanie, w tym posiadanie w złej wierze, jest tam instytucją dużo bardziej rozbudowaną niż instytucja własności, a już zupełnym kuriozum jest to, iż rozdział zatytułowany "Ochrona własności" także zawiera głównie przepisy dotyczące ochrony posiadania, a nie ochrony własności. Jedyną ochroną własności, jaką zapewnia KC, jest prawo skierowania powództwa do sądu.

A posiadacz?

Art. 343 § 2. KC "Posiadacz nieruchomości może niezwłocznie po samowolnym naruszeniu posiadania przywrócić własnym działaniem stan poprzedni ..."

Przy czym Kodeks Cywilny takie uprawnienie nadaje nie tylko posiadaczowi w dobrej wierze (mającemu jakiś tytuł prawny do nieruchomości), ale również posiadaczowi w złej wierze (zajmującemu nieruchomość bez żadnej podstawy prawnej) choćby wtedy, kiedy działa on przeciwko właścicielowi nieruchomości!!!

Kuriozum i skrajny BANDYTYZM!!!

A co może zrobić właściciel? Właścicielowi NIE WOLNO zrobić tego, co wolno choćby posiadaczowi w złej wierze!!! Bo zajmie się nim policja i prokurator!!!

Zresztą, sama definicja własności, zapisana w art. 140 KC, jest rodem z PRL-u: to państwo (poprzez ustawy) decyduje, czym jest własność przysługująca danym osobom.

Oczywiście, już ten zapis jest BANDYTYZMEM i nie jest do obrony w kontekście choćby tzw. "praw człowieka", ale tym bardziej nie jest do obrony w kontekście, przysługujących każdemu, przez sam fakt bycia człowiekiem, praw, które można określić jako suwerenne "osobiste“ prawa jednostki ludzkiej: prawo do życia, prawo do wolności, prawo do własności.

Każda jednostka ludzka ma też swe inne suwrenne prawa, które konkretyzują się w "przestrzeni wspólnej", np. w państwie, ale o tym później.

Przyczyna druga – obowiązująca doktryna prawa (tego, czym jest prawo).

Pomijając wszelkie dyskusje, obowiązujące obecnie, nie tylko na kontynencie europejskim, rozumienie prawa jest takie: prawo to rozkaz suwerena – państwa, upakowany w ustawy z konstytucją na czele, skierowany do obywatela.

Twórca podstaw tej definicji sprzed ponad stu lat, Georg Jelinek uzupełniał swoją definicję prawa o ograniczniki tej władzy państwa, w tym wypływające z praw człowieka, niemniej jednak to państwo jest u niego suwerenem, a obywatel poddanym tego państwa.

Pojawiły się później inne jeszcze koncepcje, wypływające poza pozytywizm prawniczy (i uzupełniające np. koncepcję Jelinka o elementy związane z konstytucją, jako normą podstawową), de facto jednak definicja prawa jako rozkazu państwa do swego poddanego, obywatela, "króluje".

Paradoks polega na tym, iż po II Wojnie Światowej pojawiły się i zostały uchwalone deklaracje i pakty, które głoszą, iż każda osoba, jako człowiek i jako obywatel, ma swoje prawa.

(Fakt powszechnie znany, a ja odwoływałem się do tego faktu w swoich książkach i w wielu artykułach od 2009 roku, więc nie rozwijam tego tematu)

Rzecz w tym, iż nie tylko w Polsce teoretycy państwa i prawa głoszą, iż te prawa człowieka i prawa obywatela są takie, jak zostały zapisane w ustawach.

Prawa człowieka nie są więc postrzegane jako odrębny od "lex" – od ustaw, zespół norm. Całość prawa to "lex" – ustawy.

Co parlament uchwali, prezydent podpisze – jest "prawem"!!!

Cudowna koncepcja! Ale, w takim razie, mam pytania:

15 września 1935 r. w Norymberdze zostały uchwalone przez Reichstag

(parlament III Rzeszy) ustawy, nazwane później właśnie ustawami norymberskimi. Czy one także były "prawem", zgodnie z tą powyższą koncepcją?

Nie? A w takim razie, z czego miałoby wynikać twierdzenie, iż nie było to "prawo", skoro zostały "legalnie" przyjęte przez "legalny" parlament?

Pewnie ktoś chciałby tutaj wysuwać jakieś argumenty, iż przecież to Hitler, dyktator, późniejszy morderca milionów ludzi, zdecydował, iż te ustawy mają być przyjęte.

Przypomnę więc najpierw, iż Hitler do władzy doszedł legalnie, w drodze wyborów. Co więcej, to nie Hitler uchwalał ustawy a "legalny" parlament.

(Hitler doszedł "legalnie", w drodze wyborów, do władzy, po to, aby zlikwidować Republikę Weimarską – ale to nie jest tematem tego tekstu, natomiast sam fakt tego, co się stało i jak się to stało z Republiką Wiemarską, może być przestrogą dla współczesnych republik, nazywanych bezpodstawnie „demokracjami“).

A obecnie, kto de facto decyduje o tym, iż dana ustawa ma być uchwalona?

Nie jest to, przypadkiem, wódz partyjny?

Ktoś może zgłosi zastrzeże, iż jest, przecież Trybunał Konstytucyjny!

Tak, owszem, jest: został powołany w PRLu w 1982 roku (przypomnienie dla niektórych - w szczytowym okresie okresie stanu wojennego) dla realizacji określonych celów politycznych mocodawców.

I do dzisiaj kilka się zmieniło – przez cały czas obsadzają go MAFIE partyjne!

I taki twór ma stać na straży tzw. "konstytucji"?.

B) Czy wszystkie ustawy uchwalane w PRL-u były "prawem"? Nie, a to

dlaczego? Przecież zostały "legalnie" uchwalone!

A skoro tak, to wszyscy, którzy "łamali" te ustawy, w tym wszyscy opozycjoniści, naruszali porządek "prawny". W takim razie dlaczego oburzamy się, iż byli oni zatrzymywani i więzieni? Dlaczego domagają się odszkodowań i zaszczytów?

Dlaczego też oburzamy się, iż my wszyscy, ogromna większość obywateli PRL-u, byliśmy pozbawieni szeregu możliwości (wolności): wolności wypowiedzi (tu choćby cenzura), wolności podróżowania, szeregu wolności "gospodarczych"?

Chciałoby się napisać, iż pozbawiono nas całego pakietu NASZYCH PRAW, no, ale jeżeli, zgodnie z powyższą, ale powszechnie przyjmowaną, koncepcją, mamy tyle praw, ile przydzieli nam "władza" (państwo) w ustawach, to, o co się "pultaliśmy" i o co się przez cały czas "pultamy"? Wszystko przecież było zgodnie z "prawem" – czyli z "legalnie" ustanowionymi ustawami.

C) W Rosji i na Białorusi są parlamenty, które "legalnie" ustanawiają ustawy

pozwalające niszczyć opozycję? Czy one są "prawem"? Przecież zostały "legalnie" przyjęte i zatwierdzone!

D) W Iranie realizowane są masowe protesty, wielu ludzi zostało zabitych, jeszcze więcej siedzi w więzieniu. No, ale przecież w Iranie jest parlament, co prawda jednoizbowy (Islamskie Zgromadzenie Konsultatywne), ale jest. I ten parlament uchwala „prawo” (ustawy). Czy ci wszyscy, którzy protestują to wichrzyciele, łamiący „prawo”? I dlaczego oskarżamy Iran, iż jest dyktaturą?

E) W Korei Północnej całe społeczeństwo zostało zamienione w niewolników, w Chinach cały naród – Ujgurowie jest poddawany masowej inwigilacji i wynaradawianiu, w tym także metodami fizycznymi.

W Chinach i w Korei Północnej „prawo” stanowią „parlamenty” w drodze ustaw. Więc wszystko jest „legalne”, ale czy to wszystko jest też „prawne”? Zgodnie z powyższą koncepcją, tak należałoby przyjąć.

F) W Singapurze, państwie-mieście, podobno idealnym, no i uznawanym za „demokrację”, każdy mieszkaniec podlega totalnej inwigilacji, a jego życie (oczywiście – „raczej jest tam luksusowo”) jest „zarządzane” przez państwo na podstawie i w ramach ustaw. To też jest „prawo”, „całe prawo” i „tylko prawo”?

G) Unia Europejska prowadzi szaleńczą, obłąkaną politykę niszczenia europejskiej gospodarki (polecam rapot Dragiego: „The future of European competitiveness”), ale wpędzającą też dziesiątki milionów ludzi w „ubóstwo energetyczne”. Czy ustanawiane przez Unię Europejską przepisy to też jest „prawo”, „całe prawo” i „tylko prawo”?

Mógłbym tutaj przywołać setki innych przykładów. Domyślam się, iż zaraz wysuniety zostanie argument, iż większość wskazanych państw nie były lub nie są "demokracjami". O "demokracjach" w następnym punkcie.

Tutaj przedmiotem rozważań jest to, co to jest prawo. jeżeli przyjmiemy, iż prawo to – tylko i wyłącznie – "lex", ustawy, to z czego miałoby wynikać rozróżnianie państw na "demokratyczne" i "niedomokratyczne"?

Jakie normy miałyby decydować, iż pewne ustawy (które? wszystkie? a może tylko ich część) uchwalane "legalnie" w państwach "niedemokratycznych" nie są jednak "prawem"???

Rzecz w tym, iż wszelkie koncepcje, utożsamiające PRAWO z ustawami, powinny być wyrzucone na śmietnik historii nauki wraz z likwidacją Republiki Weimarskiej, tak samo jak wszystkie koncepcje państwa, w których "mieściła się" republika Weimarska.

I na koniec, na marginesie, jaką "demokratyczną" legitymację ma Komisja Europejska do narzucania nam całego szeregu "praw"? Pomijam tutaj Parlament Europejski i jego (wątpliwą) legitymację do stanowienia "prawa", bo o tym będzie później.

Człowiek, sam z siebie, z samego faktu bycia człowiekiem, ma szereg praw: zarówno osobistych: prawo do życia, prawo do wolności, prawo do własności, istniejących zawsze i wszędzie, bez względu na to, w jakim państwie dana osoba żyje. I także poza jakimkolwiek państwem.

Obowiązkiem państwa jest deklaratywne potwierdzenie tych praw i stanie na ich straży. Żaden bandzior, żadna banda, ani choćby ogół obywateli nie ma uprawnień

(tu wyjaśnienie – uprawnienie nie istnieje samo z siebie, jest "pochodną" prawa) do ingerowania w te prawa.

Oczywiście, ani prawo do życia, ani prawo do wolności (w tym do wolności osobistej), nie są prawami absolutnymi. Tak samo prawo własności, choćby to prawo własności najbliższe dla danej osoby – prawo, którego przedmiotem jest własne ciało, też nie jest prawem absolutnym.

W przypadku prawa własności w wielu okolicznościach w ogóle nie może ono podlegać ochronie (np. własność nabyta drogą przestępstwa, oszustwa itd), kiedy własność powstała poprzez naruszenie praw innych osób.

Te powyższe odwołania do suwerennych praw jednostki, w tym do prawa własności, potrzebne mi są w tym tekście po to, aby wyjaśnić, dlaczego PATOLOGIA i BANDYTYZM, opisywane wcześniej, nie są PRAWEM, ale właśnie BANDYTYZMEM (PATOLOGIĄ).

Nie jest to jednak temat tego artykułu. Szerzej te zagadnienia opisywałem w swych książkach: "W poszukiwaniu suwerena. Czy każdy z nas jest suwerenem?", 2009 r., "Demokracja", 2013 r., "Postmonarchia czy demokracja", 2013 r. i w wielu artykułach.

Przyczyna trzecia – głoszenie, iż oligarchiczne republiki,

takie np. jak Polska, zawłaszczone przez MAFIE POLITYCZNE, to "demokracja".

W pierwszej połowie XIX wieku pewien podróżnik z Francji pojechał do Stanów Zjednoczonych i "się zachłysnął" – ujrzał oto bajkowy, dla siebie świat", w którym ludzie mogą korzystać ze swoich praw osobistych, opisywanych powyżej, praktycznie bez ograniczeń, za wyjątkiem ograniczeń wynikających z praw innych osób.

Oczywiście w tych Stanach były miliony niewolników, którzy tych praw byli pozbawieni, tak samo ogromna populacja Indian nie tylko była pozbawiana swej własności, ale i systemowo eksterminowana (mordowana). Jakoś ten podróźnik nad tym aspektem "bajkowego świata" się nie rozpisywał.

Tym podróźnikiem był A. de Tocqueville a swoje dzieło, opisujące ten "bajkowy świat" zatytułował: "O demokracji w Ameryce". I tym samym wprowadził niezły bajzel w nazewnictwie ustrojów.

Ówczesne Stany Zjednoczone nie były, rzecz jasna, żadną „demokracją“, ale zgodnie ze staraniami tzw. "Ojców Założycieli" (tu m.in. G. Washington: właściciel dzięsiątek tysięcy akrów ziemi i... setek niewolników), republiką typu rzymskiego, zarządzaną przez wąską grupę oligarchów, głównie tzw. WASP ((White Anglo-Saxon Protestant) .

Zresztą tzw. "Ojcowie Założyciele" wprost odwoływali się do tradycji republiki rzymskiej, a wszelkie dążenia do przyznania możliwości decydowania o państwie i prawie dla "motłochu", zdecydowanie zwalczali.

Warto też dodać, iż prawa wyborcze w tamtym okresie przysługiwały tylko białym mężczyznom.

Co więcej, rzecz w tym, iż możliwość głosowania nie oznacza możliwości decydowania (udziału w sprawowaniu władzy) o swoim państwie; dobitnie możemy obserwować to tu i teraz, w Polsce.

Możliwość głosowania a możliwość faktycznego wykonywania swych praw politycznych (faktyczny udział w sprawowaniu władzy), to – jak dotychczas – odległe od siebie zjawiska.

USA wtedy i w tej chwili są oligarchiczną republiką, gdzie jedynie wąska grupa osób, na domiar coraz węższa, szczególnie tych najbogatszych, decyduje faktycznie o państwie.

Oczywiście, "demokracją" można nazwać wszystko, choćby dyktaturę (tu PRL), ale o ile odwołujemy się do pewnych wzorców (np. antycznych), to trzeba przynajmniej "dokopać się" do tego, co było immanentną cechą tego wzorca.

A immanentną cechą demokracji antycznej, typu np. ateńskiego, było to, iż wszyscy obywatele (oczywiście, wtedy tylko mężczyźni) brali udział, albo mieli możliwość brania udziału, w faktycznym decydowaniu o swoim państwie.

Jak widać Jaś, ups – Aleks "nie doczytał" i narobił bałaganu na II wieki. Najśmieszniejsze jest to, iż od tego czasu - pisałem o tym w swoich książkach - dziesiątki i setki teoretyków ustroju na świecie (bo w Polsce w tym zakresie powstają jedynie "popłuczyny po popłuczynach") próbuje zdefiniować i opisać demokrację lub stworzyć jej model, poprzez pryzmat tego, co nas otacza, czyli... poprzez pryzmat republiki (gdzie tzw. "władzę" zawłaszcza określona grupa osób, a ogół obywateli jest faktycznie wywłaszczony ze swoich praw politycznych).

Ot, takie "drobne niedopatrzenie"! Czy można więc się dziwić, że:

nie tylko nie udało im się opisać żadnego współcześnie istniejącego państwa, jako demokracji, bo zawższe „coś zgrzytało“;

nie udało im się stworzyć żadnego modelu demokracji, ktory mógłby się ostać i być powszechnie uznany, no bo tworzyli je poprzez pryzmat istniejących państw, które nie są, przecież demokracjami, tylko, co najwyżej, oligarchicznymi republikami, typu rzymskiego;

sformułowano ponad 300 definicja „demokracji“ i... wszystkie trafiły na śmietnik.

Każdy z nas oprócz "praw osobistych", ma też szereg praw, które konkretyzują się wtedy, kiedy wraz z innymi osobami tworzymy jakąś "przestrzeń wspólną", np. państwo. Ale to każdy z nas w państwie jest suwerenem, bo tylko każdy z nas ma prawa "sam z siebie".

Naród (etniczny lub obywtaelski) jest suwerenem zbiorowym, a państwo, czyli współczesna forma zorganizowania się tego narodu jest suwerenem „na zewnątrz“ – wobec innych państw i innych podmiotów.

Państwo nie ma jednak żadnych suwerennych praw do wewnątrz, wobec swych obywateli. Ma jedynie "uprawnienia" przyznane mu przez suwerenów, przez obywateli.

(Zagadnienia te były przedmiotem moich książek,w tym tutaj już przywoływanych).

Tak być POWINNO! Takie mamy PRAWA!

Paradoksalnie konstytucja III RP z 1997 roku potwierdza deklaratywnie te nasze prawa w art. 4 i 1 (ale dalej nie zawiera zapisów, które gwarantowałyby nam te prawa)

A jaka jest rzeczywistość?

Mamy "demokratyczne państwo prawa", gdzie cały "wymiar prawa", czyli tzw. wymiar (nie)sprawiedliwości jest w totalnej rozpierdusze.

Podmiot, który powinien stać na straży konstytucji (tzw. Trybunał Konstytucyjny) – co, zresztą, nigdy nie było wykonalne, przy jego partyjnej obsadzie – w tej chwili jedynie przeżera nasze pieniądze, ale jest tak skompromitowany, iż powinien jak najszybciej zostać zlikwidowany.

Nasze suwerenne prawa polityczne, prawa potwierdzone w art. 1 i 4 Konstytucji, są zawłaszczone przez MAFIE POLITYCZNE, które dążą do jeszcze szerszego zawłaszczenia państwa.

We współczesnym państwie nie może być żadnego "trójpodziału władzy", bo cała władza należy do suwerena, do ogółu obywateli, do narodu. Możemy jednak mówić o podmiotach w państwie, które pełnią funkcje: ustawodawcze, wykonawcze, kontrolne, sądownicze, fiskalne, informacyjne itd.

Kabaret polityczny, który obserwujemy od lat (ale z drastycznymi skutkami dla nas – obywateli), jest zażartą walką MAFII POLITYCZNYCH o opanowanie kolejnych takich podmiotów, przede wszystkim tych sprawujących funkcje sądownicze, kontrolne itd.

Podmioty sprawujące funkcje ustawodawcze i wykonawcze (ale także funkcje informacyjne) już dawno zostały bowiem systemowo zawłaszczone przez MAFIE POLITYCZNE, które wymieniają się jedynie kontrolą nad nimi. O jakim więc rozdziale "władzy" ustawodawczej od "wykonawczej" może być mowa?

"Skok" na nasze suwerenne PRAWA polityczne, dokonywany przez MAFIE POLITYCZNE, przy pomocy takich narzędzi jak odpowiednio sprokurowany Kodeks Wyborczy, czy poprzez milionowe dotacje dla tych MAFII z naszych podatków itd, umożliwia im następnie dokonywanie kolejnych "skoków", na przykład "skoków" o charakterze ekonomicznym.

Tu posłużę się cytatem z Rancza: "... wam się już wszystko popieprzyło! państwowe z własnym, zaradność ze złodziejstwem, jak wszy żeście to państwo obsiedli i krew pijecie, ile który da radę!"

Czy można dziwić się, iż wiele obszarów naszej rzeczywistości, znajduje się w stanie permanentnej zapaści, skoro zarządzają nimi partyjni (mafijni) „specjaliści“, według reguł, powszechnie wyśmiewanych w PRL-u:

a) „Mój mąż? Mąż jest z zawodu dyrektorem" (film S. Bareji);

b) „Jezioro damy tutaj a ten niech sobie stoi w zieleni“ (tamże o bloku mieszkalnym).

Znam „specjalistę od kiwania“ (o „zasobach“ intelektualnych nie będą się wypowiadał), a przy tym przypadkiem rzeczywiście nauczyciela WF-u, który prawie dwadzieścia lat temu „podpiął się“ pod (p)osła, o którym była mowa wcześniej. I jego kariera wystrzeliła: został szefem (w dużym mieście) miejskiego ośrodka sportu i rekreacji (bez odpowiedniego doświadczenia w zarządzaniu), potem miejskiego przedsiębiorstwa ciepłowniczego, dostaczającego ciepło i ciepłą wodę do dziesiątków tysięcy mieszkań, a potem... dyrektorem szpitala (w innym mieście).

„Bareja wiecznie żywy“.

Ten obraz całości naszej rzeczywistości ustrojowej, w której de facto jesteśmy pozbawiani możliwości wykonywania NASZYCH PRAW o charakterze "publicznym", był mi potrzebny do ukazania części rzeczywistości.

MAFIE POLITYCZNE, dokonując "skoku" na nasze prawa polityczne, a potem na inne nasze suwerenne prawa o tym charakterze, jednocześnie nie mają żadnych oporów w naruszaniu NASZYCH "najcenniejszych" PRAW , tych o charakterze osobistym, w tym prawa własności.

Uważają, iż mogą, na zasadzie swojego "widzi mi się", na zasadzie "widzi mi się" tego, czy innego "capo di tutti capi", albo na zasadzie "widzi mi się" jakiegoś pomniejszego MAFIOZA, bezpardonowo ingerować w te prawa.

Opisywane w wielu filmach mafie włoskie, mafie japońskie, czy mafie obecne w Ameryce, nigdy nie zdobyły takich możliwości jak MAFIE POLITYCZNE, zwane chyba szyderczo "partiami politycznymi", ponieważ tamte mafie nigdy nie miały możliwości "legalnego" stanowienia przepisów nie tylko w całym państwie, ale choćby w żadnym jego fragmencie.

Tamci mafiozi są (byli) ścigani i wsadzani do paki. A co z MAFIOZAMI "wyższego formatu"?

IV. Przyczyna czwarta – zawłaszczenie III RP przez "komuchów".

Kiedyś pewna aktorka, być może z naiwności, a być może z innych jeszcze pobudek – być może na zlecenie, ogłosiła wszem i wobec w TV, że: "4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm".

Oczywiście, zaistniały wtedy pewne zmiany ustrojowe, ale jednocześnie odbył się wtedy kolejny akt spektaklu (uzgodnionego przez komuchów w willi Zawrat, potem opity w Magdalence i sprzedany ogółowi w formie teatrzyku okrągłostołowego), uwłaszczania się komuchów i wyselekcjonowanej tzw. "opozycji", w tym agentów tych komuchów, w nowo kształtującej się rzeczywistości.

Operacja zakończyła się sukcesem. Wystarczy, na przykład, sprawdzić, ilu późniejszych prezydentów i premierów III RP brało udział w pijatyce w Magdalence, a później w teatralnej ustawce "okrągłostołowej". A jeżeli choćby nie byli tam obecni (choćby za sprawą wieku), to kto wysunął ich kandydaturę na te funkcje.

Jeżeli to jest za trudne, to proponuję prześledzić jeden przypadek: kto był I Sekretarzem Miejskim PZPR we Włocławku przed 1989 rokiem, jakie biznesy (i z kim!!!) robił on po 1989 roku, jakie grunty – oczywiście "legalnie" – przejął we Włocławku i poza Włocławkiem, jaki jest obecny jego stan posiadania.

Warto też sprawdzić, u kogo pracował kiedyś obecny Prezydent Włocławka i kto wspierał go potem, w jego "karierze politycznej".

W XX wieku dwa typy BAND: faszyści i komuniści systemowo negowały prawa jednostek, suwerenne prawa osób fizycznych.

Najpierw dokonywały „skoku“ (zamachu) na PRAWA POLITYCZNE tych osób, by potem pozbawiać te osoby nie tylko wszelkich ich PRAW, które realizują się w przestrzeni publicznej, np. w państwie (przykładem tu jest choćby prawo do głoszenia swoich poglądów), ale choćby PRAW OSOBISTYCH : prawa do życia, prawa do wolności, prawa do własności.

Hitler, Mussolini i pomniejsi capo di tutti capi przegrali, a faszyzm został zdelegalizowany; nawoływanie (podżeganie) do faszyzmu jest powszechnie ścigane i karane.

Stalin wygrał, a komunizm nie tylko w Polsce, ale i w przepastnych biurowcach Unii Europejskiej, ma się przez cały czas świetnie.

Faszyzm i komunizm to dwie bliźniacze „ideologie“ ( w cudzysłowie – bo czy nawoływanie do totalnego BANDYTYZMU może być uznane za ideologię?).

Komunizm, czyli „czerwony faszyzm“, a choćby „faszyzm plus“ (bo systemowo negował własność i pozbawił setki milionów ludzi ich własności) nie jest ścigany i nie jest karany.

Tak długo, jak głoszenie poglądów komunistycznych oraz podżeganie do wprowadzania i wprowadzanie komunistycznych „pomysłów“, nie zostanie zdelegalizowane i nie będzie karane, tak długo będą się utrzymywać PATOLOGIA i BANDYTYZM, zarówno „na górze“ i „na dole“.

A miliony osób przez cały czas będzie krzywdzonych!!!

Te, opisane powyżej, cztery przesłanki determinujące naszą rzeczywistość i generujące PATOLOGIĘ i BANDYTYZM, zostały przedstawione, być może choćby zbyt obszernie, po to, abyśmy wiedzieli, jakie MAMY PRAWA, kto odpowiada za pozbawianie NAS (de facto) naszych praw politycznych i jakie są tego skutki "w obszarze" naszych praw osobistych, w tym PRAWA WŁASNOŚCI.

W przyszłości może to przydać się do wysunięcia roszczeń odszkodowawczych i o zadośćuczynienie, skierowanych indywidualnie wobec tych, którzy naruszają nasze prawa i wyrządzają nam szkody materialne oraz szkody niematerialne.

Bo ktoś musi ponieść za to odpowiedzialność. Byłoby jednak czymś niesłusznym, żeby za ich bandytyzm płacił ogół obywateli.

Ten obraz czterech przesłanek, determinujących istnienie opisanych PATOLOGII i opisanego BANDYTYZMU, jest też także po to, aby było jasnym, co trzeba zmienić, aby te PATOLOGIE i ten BANDYTYZM weliminować.

Zmiany docelowo muszą być całościowe, obejmować cały ustrój państwa, ale można zacząć od zmian cząstkowych, eliminujących te PATOLOGIĘ i ten BANDYTYZM, które zostały opisane w pierwszej części tego tekstu. Trzeba:

inaczej zdefiniować własność jednostki (osoby fizycznej),

wyeliminować przepisy chroniące posiadacza nieruchomości (lub innej rzeczy) w złej wierze, kiedy występuje on wobec osoby mającej prawo własności lub wobec osoby mającej uprawnienie (posiadającej tytuł prawny) do nieruchomości nadane przez właściciela, sobę fizyczną;

wprowadzić penalizację posiadania w złej wierze nieruchomości (i innych rzeczy) w sytuacji, gdy dana osoba nie opuszcza tej nieruchomości na żądanie osoby uprawnionej.

To jest absolutne minimum. Poniżej propozycja zmian w „ustawie o

ochronie praw lokatorów...“, w KC i KK; zarys wskazujący kierunek do działania dla odpowiednich, zobowiązanych do tego, podmiotów.

Do ustawy z dnia 21 czerwca 2001 r. „o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego“ POWINNY być wprowadzone zapisy:

1) Artykułowi „1a“ nadać nową numerację, np. „1 c“;

2) Dodać art. „1a“ w brzmieniu: „Ustawy nie stosuje się do umów najmu zawieranych przez wynajmujących, będących osobami fizycznymi, w tym do umów zawieranych przez te osoby w ramach prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej“

3) Dodać art. „1b“ w brzmieniu: „W dotychczas zawartych przez wynajmujących, będących osobami fizycznymi umowach, zapisy powstałe w wyniku obowiązywania ustawy z 21 czerwca 2001 roku „o ochronie praw lokatorów...“ uznaje się za nieważne z mocy prawa, a w ich miejsce stosuje się odpowiednie unormowania Kodekcu Cywilnego.

W Kodeksie Karnym nadać nowe brzmienie art. 193 § 1:

„Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo

ogrodzonego terenu, podlega karze więzienia od roku do lat pięciu. Tej samej karze podlega ten, kto wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza“.

(Obecne brzmienie przepisu umożliwia prokuratórze i sądom stosować absuradalną wykładnię, iż karze nie podlega ten, kto w/w miejsc nie opuszcza, jeżeli wszedł w ich posiadanie bez „wdzierania się“, np. opisaną wcześniej „metodą na wnuczka“.

Podniesienie „widełek“ kary ma, natomiast, uniemożliwiać umarzanie takich spraw np. z powodu „znikomej szkodliwości społecznej“; tak na marginesie to sformułowanie to kolejny przejaw komunistycznego bandytyzmu: poszkodowana osoba może ponieść ogromne straty materialne i niematerialne, przeżywać traumę do końca życia, ale.... „społecznie czyn ma znikomą szkodliwość!!!!)

W Kodeksie Cywilnym POWINNY zostać dokonane zmiany:

1) Dotychczasowy art. 140 powinien uzyskać brzmienie:

Właściciel, będący osobą fizyczną, może wykonywać swe prawo własności, w szczególności swe prawo posiadania przedmiotu własności dla siebie, rozporządzania tym przedmiotem własności i zawierania umów zobowiązujących, dotyczących przedmiotu swej własności, w granicach wynikających z praw innych osób oraz w granicach wynikających ze słusznie (prawnie) nabytych uprawnień innych podmiotów.

Jakiekolwiek naruszenie prawa opisanego w par. 1 może być dokonane jedynie na cele publiczne na podstawie ustawy przyjętej przez przedstawicieli ogółu obywateli i zatwierdzonej w ogólnokrajowym referendum. Przyjęcie ustawy wymaga poparcia projektu ustawy przez większość 3/4 przedstawicieli, przy obecności 3/4 ogółu przedstawicieli. Zatwierdzenie ustawy w referendum wymaga jej poparcia przez większość ogółu osób uprawnionych do głosowania.

Naruszenie prawa własności, opisane powyżej w par. 2, może odbyć się jedynie za odszkodowaniem i za słusznym zadośuczynieniem. Odszkodowanie i zadośćuczynienie muszą być zrealizowane z odpowiednim, wynikającym z okoliczności, wyprzedzeniem, przed dokonaniem tego naruszenia.

W granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego właściciel, nie bądący osobą fizyczną, może, z wyłączeniem innych podmiotów, korzystać z rzeczy zgodnie ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem swego prawa, w szczególności może pobierać pożytki i inne dochody z rzeczy. W tych samych granicach może rozporządzać rzeczą.

2) Dotychczasowy art. 222 § 1 powinien mieć brzmienie:

a) o ile podmiot, który nie ma uprawnienia do władania rzeczą, nie wyda niezwłocznie osobie, będącej właścicielem rzeczy, przedmiotu jej własności, właściciel może wejść w posiadanie rzeczy przy pomocy policji, a w przypadku nieudzielenia mu przez policję pomocy – we własnym zakresie z wykorzystaniem osób przypozwanych (dozwolona samopomoc i dozwolona pomoc). Właścicielowi rzeczy należy się wtedy także stosowne odszkodowanie i zadośćuczynie od osoby, która nie wydała mu rzeczy na wezwanie.

3) Obecne w dziale „Ochrona własności“ art. 224 -231 KC zawierają szereg zapisów chroniących nie właściciela będącego osobą fizyczną, ale BANDYTĘ, który narusza prawo własności tej osoby. Przepisy te POWNINNY BYĆ zmienione, na przepisy rzeczywiście służące ochronie własności osób fizycznych i uprawnień innych osób, powstałych w trbie umów zawartych z właścicielem, osobą fizyczną.

W tytule IV „Posiadanie“:

a) Art. 339 - do kosza;

b) w art. 341 POWNINO BYĆ dodane zdanie drugie: „Nie stosuje się tego domniemania, o ile dany przedmiot posiadania jest własnością osoby fizycznej lub do przedmiotu posiadania przysługują prawa do władania rzeczą podmiotowi trzeciemu, z którą właściciel zawarł umowę rozporządzającą lub zobowiązującą“.;

c) art t. 342 do kosza;

d) w art. 343 słowo „posiadacz“ zastąpić słowami „posiadacz w dobrej wierze“.

art. 343¹ Do kosza

art. 344 do kosza

To jest absolutne minimum zmian, które POWINNY BYĆ wprowadzone w 1989 roku!!!

Read Entire Article