
Skazany 25 stycznia 2024, na 4 lata kolonii karnej, za „ wzywanie do działalności ekstremistycznej”, przebywający w Kolonii Karnej nr 5 w mieście Kirоwо-Czepieck (obwód kirowski), patrz: Kirowo-Czepieck; Obwód Kirowski
Wybór ostatnich komentarzy Igora Girkina – Striełkowa dotyczący bieżących wydarzeń:
IGOR STRIEŁKOW: BEZ PILNYCH ŚRODKÓW PRZECIWDZIAŁANIA OFENSYWIE POWIETRZNEJ, SZKODY DLA NASZEJ GOSPODARKI WOJENNEJ MOGĄ OSIĄGNĄĆ WIELKIE ROZMIARY
Szanowny Frol Siergiejewicz!
(w odpowiedzi na list z 12 lipca 2026 r.)
Publikując moje listy, proszę się nie krępować przed „wstrzymaniem” wszelkich fragmentów, które uzna Pan za ewidentnie nieścisłe. Dotyczy to na przykład mojego twierdzenia o „ropociągach z Kazachstanu” „wychodzących w morze” w pobliżu Soczi. Z jakiegoś powodu „utknąłem” w przekonaniu, iż znajdują się one gdzieś w tym rejonie (przypominam, iż nie mam możliwości przeprowadzenia żadnych badań online, a pamięć mnie czasami zawodzi – i tutaj również ewidentnie pomyliłem to z Noworosyjskiem). jeżeli chodzi o „miasto/port o strategicznym znaczeniu”, nie zgadzam się z Twoją „skromną” oceną: Owszem, port w Soczi nie jest tak rozwinięty jak Tuapse czy Noworosyjsk. Ale istnieje i jest zdolny (jeśli to konieczne) do obsługi wszelkiego rodzaju ładunków. Ma (to znaczy Ty) magazyny, dobrze utrzymaną sieć drogową, przelotową linię kolejową i lotnisko z całą niezbędną infrastrukturą: ile nadmorskich miast może pochwalić się jednocześnie wszystkimi tymi węzłami komunikacyjnymi?
Jeśli chodzi o „ślepą uliczkę” Soczi na granicy z Abchazją, to w tej chwili (formalnie) jest ona „ślepą uliczką”. Gdyby (co nie jest absolutnie wykluczone) powstał nowy „Front Kaukaski”, Soczi automatycznie stałoby się węzłem/bazą zaopatrzeniową dla sił i środków, które tam operowałyby (na granicy abchasko-gruzińskiej lub rosyjsko-abchaskiej – bez różnicy). Przekształcenie portu „budowlano-pasażerskiego” w wojskowy port transportowy nie jest szczególnie czasochłonnym przedsięwzięciem i jest znacznie prostsze niż „budowanie takiego portu od podstaw”. Właśnie takie znaczenie miałem na myśli, mówiąc o Soczi jako o „głównym węźle logistycznym”.
Odnośnie innych pytań:
1) „Wrażenia i wnioski z naszej strategii i strategii wroga” (podczas głębokiego ataku na tyły). – O ile rozumiem, pytanie nie jest zadawane „z perspektywy czasu”, ale w odniesieniu do obecnego stanu rzeczy. (Ponieważ nasze chaotyczne „skakanie” z jednego celu na drugi, nigdy nie doprowadzające do całkowitego upadku, wskazuje raczej na brak jakiejkolwiek spójnej strategii).
Zacznijmy więc od strategii wroga: JEST JASNA, ZROZUMIAŁA, LOGICZNA I JAK NAJBARDZIEJ SKUTECZNA (skoro środki zaradcze nie są jeszcze w stanie powstrzymać skutecznych ataków na wybrane przez wroga cele).
Wróg wyraźnie ograniczył się do kilku powiązanych ze sobą celów: uszkodzenia (najlepiej zniszczenia/unieszkodliwienia systemów obrony powietrznej/przeciwrakietowej) w określonych, wybranych obszarach; rozmieszczenia dużej liczby bezzałogowych statków powietrznych i pocisków w powstałych lukach w celu zniszczenia przedsiębiorstw i obiektów przemysłu zbrojeniowego specjalizujących się w produkcji rakiet i obrony powietrznej, produkcji elektroniki i podzespołów, sprzętu i urządzeń obserwacyjnych i komunikacyjnych (w tym łączności kosmicznej), a także obiektów paliwowych i energetycznych.
Na obszarach, gdzie obiekty paliwowe i systemy obrony powietrznej zostały już zniszczone lub nie można ich zniszczyć, wróg kieruje się ku innym grupom docelowym, systematycznie niszcząc potencjał energetyczny i infrastrukturę. W miarę ich „unieszkodliwiania”, spodziewam się, iż regiony (przede wszystkim Krym), gdzie transport i dostawy energii są poważnie zagrożone, przejdą kolejny etap bombardowań, którego celem jest całkowite sparaliżowanie połączeń transportowych (zniszczenie mostów, a choćby małych lokalnych obiektów energetycznych), a także pojazdów dostawczych (statków, promów, lokomotyw i ciężarówek).
W rzeczywistości „bombardowanie” okrętów na Morzu Azowskim jest już kolejnym wskazanym etapem. Wróg będzie dążył do niszczenia tyłów coraz głębiej i szerzej, „nie zaniedbując” regionów, w których już odniósł sukces, aby uniemożliwić odbudowę i wzmocnienie obrony.
Wraz ze wzrostem liczby uzbrojenia i jego jakościowym wzmocnieniem, „dotkliwe” uderzenia Sił Zbrojnych Ukrainy mogą doprowadzić do „przejścia od ilości do jakości”, w którym wróg osiągnie ciągłą „przewagę niszczenia nad odbudową” – z oczywistymi konsekwencjami.
cd.
Wróg jest BARDZO elastyczny w swoich uderzeniach – „rozbija” nasze istniejące siły obrony powietrznej/przeciwrakietowej, a taktyczne użycie broni jest na bardzo wysokim poziomie. Im dalej, tym jest gorzej (liczba odpartych ataków znacznie spada, podczas gdy liczba „chybionych” (w całości lub w części) rośnie z tygodnia na tydzień).
Szczerze mówiąc, nie chcę choćby pisać o naszej obecnej „strategii” (nie wspominając o tym, iż teraz „dyskredytacja Sił Zbrojnych” może być „wzięta z powietrza” z najbardziej „niewinnego” powodu. Powtórzę jedno: WŁAŚNIE TE OBIEKTY, które są naprawdę najważniejsze dla funkcjonowania gospodarki wojskowej i zaplecza Sił Zbrojnych Ukrainy, nie są „w ogóle” poddawane atakom (z wyjątkiem „bliskiego zaplecza” – na głębokość taktyczną lub nieco dalej – jak w Zaporożu). Oczywiście, znowu mam na myśli strategiczne mosty, tunele i akwedukty. I my też albo celowo „nie wykańczamy” zasobów energetycznych wroga, albo nie jesteśmy w stanie tego zrobić przy pomocy środków, którymi dysponujemy (co jest wysoce nieprawdopodobne, ponieważ mamy mnóstwo „geranium” i mogłoby to wystarczyć do trafienia wielu celów w sieci energetycznej).
Mogę również zauważyć, iż GDYBY SKALA obecnych ataków i ich celność były istotne w latach 2022–2023, wojna prawdopodobnie już by się skończyła. Teraz jednak wróg otrzymuje trzy czwarte swoich dostaw z Europy, zamiast produkować je samodzielnie, a zatem nasze masowe ataki na obiekty wojskowo-przemysłowe nie mogą i nie zakłócą znacząco dostaw całej broni i zaopatrzenia dla Sił Zbrojnych Ukrainy (w latach 2022–2023 mogliby…, ale „jest za późno na Bordżomi…”).
2) Aresztowanie wrogiego agenta, który (rzekomo) powinien między innymi raportować „harmonogram przyjazdów przedstawicieli rządu i delegacji zagranicznych”. Dlaczego? „Nie widzę żadnego problemu w tym, iż nasi „partnerzy”, jeżeli im się uda, będą w stanie „zniszczyć” (jeśli nie zniszczyć, to przynajmniej poważnie przestraszyć) nie tylko niektórych naszych VIP-ów, ale także niektórych naszych zagranicznych przyjaciół. Po pierwsze, „ich” przyjaciele nie odwiedzali nas od dawna, a „nasi” przyjaciele (z Mali, Somalii, Sudanu itd.) nie są aż tak „ważnymi ptakami”, iż powinniśmy się martwić (z perspektywy „Ukraińców”) o ich bezpieczeństwo. Poza tym kraj przyjmujący ponosi główną odpowiedzialność za śmierć/zagrożenia dla odwiedzających zagranicznych urzędników: czego możemy oczekiwać od „Ukraińców”? Oni walczą, a nie prowadzą jakiejś nieokreślonej „operacji obronnej”. I nie muszą martwić się o tych, którzy przyjechali „odwiedzić” wroga (wręcz przeciwnie).
3) „Odrestaurowanie samolotu AN-22[5] w Gostomel”. Dlaczego? Po pierwsze, wcale nie jest jasne, czy faktycznie planują go odrestaurować (a nie jest to zwykły chwyt PR-owy). jeżeli faktycznie planują odrestaurować, to chodzi o prestiż narodowy (np. „pomimo wojny, jesteśmy w stanie odtworzyć unikatowy samolot”) i ich tak zwaną „dumę narodową”. I to wszystko. Cóż, tego rodzaju „hołd dla symboli narodowych” jest powszechny zarówno w krajach/państwach o większym, jak i mniejszym znaczeniu. Z tej perspektywy „Ukraina” nie jest ani lepsza, ani gorsza od kogokolwiek innego.
Dziękuję za załączniki – zastanowię się nad nimi.
Z niezmiennym szacunkiem, I.W. Girkin
14 lipca 2026 r.
Odpowiedzi Igora Striełkowa na pytania uczestników czatu OSVAG(*)
(14 lipca 2026 r.)
Pytanie: Jak wygląda sytuacja w Służbie Wywiadu Zagranicznego? Czy naprawdę nie wiedzieli o planach Zachodu, by zniszczyć Rosję?
Nigdy nie służyłem w wywiadzie zagranicznym i ze względu na charakter mojej pracy w służbach bezpieczeństwa praktycznie nie miałem z nimi kontaktu. Dlatego nie mogę powiedzieć, jak tam się sprawy mają. Zdarzało mi się jednak sporadycznie kontaktować z pracownikami (byłymi i obecnymi). I mogę powiedzieć, iż byli to, delikatnie mówiąc, bardzo inteligentni i dobrze wykształceni ludzie. Dlatego nie zakładałbym, iż ci inteligentni i dobrze wykształceni ludzie po prostu nie zauważyli planów Zachodu. Nie żebym nie zauważył, ale jestem pewien, iż szeregowi pracownicy i niższe kierownictwo doskonale zdawali sobie sprawę z sytuacji i informowali o niej swoich przełożonych.
Wierzę jednak, iż tak jak w moim departamencie, w którym miałem zaszczyt (lub nieszczęście, istnieją różne interpretacje) służyć, raporty te, w miarę jak pięły się w górę po szczeblach kariery, stawały się coraz bardziej miękkie i wygodne dla tych, którzy chcieli usłyszeć słodkie kłamstwa zamiast prawdy, wierząc, iż nic więcej nie trzeba robić, iż wszystko samo się ułoży.
Dlatego uważam, iż Służba Wywiadu Zagranicznego (SWZ) przekazywała przełożonym to, co chcieli usłyszeć, podobnie jak Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) i jej jednostki. W związku z tym dowództwo otrzymywało to, co chciało usłyszeć, i na tej podstawie wydawało dyrektywy polityczne Służbie Wywiadu Zagranicznego i wszystkim innym służbom, w tym Siłom Zbrojnym Federacji Rosyjskiej. Wiemy, do czego to doprowadziło.
Doprowadziło to do krwawej wojny, która trwa już cztery i pół roku, wojny brutalnej, z ogromnymi stratami i niestety, wyraźnie jeszcze tej wojny nie wygrywamy. Jesteśmy znacznie dalej od zwycięstwa niż w 1922, 1923 i 1924 roku.
Aby wygrać, musimy teraz zaangażować wszystkie zasoby całego państwa. Wcześniej nie czyniono tego, ponieważ z jakiegoś powodu władze kraju, kierując się znów wygodnymi doniesieniami, uznały to za niepotrzebne.
Teraz sytuacja z pewnością będzie musiała się zmienić, ponieważ już teraz wiadomo, iż bez zaangażowania wszystkich sił nie wygramy tej wojny, a porażka będzie oznaczać upadek naszej państwowości.
Wracając do pierwotnego pytania, zauważę również, iż – jeżeli pamiętacie – w telewizji państwowej pokazano niezwykłe nagranie z posiedzenia Rady Bezpieczeństwa tuż po rozpoczęciu wojny 21 lutego, podczas którego pan Naryszkin, szef Służby Wywiadu Zagranicznego, wyraźnie drżał.
Wygląda więc na to, iż pan Naryszkin znał rzeczywistą sytuację zarówno w naszych siłach zbrojnych, jak i w siłach zbrojnych wroga, ale najwyraźniej zabrakło mu odwagi, by poinformować o tym swojego naczelnego dowódcę, prezydenta. To moje założenie, które oczywiście opiera się wyłącznie na moich własnych empirycznych odczuciach i intuicji.
cd.
Odpowiedzi Igora Striełkowa na pytania członków czatu „OSVAG”
(17.07.2026(
Pytanie: Odnośnie głupoty lub zdrady: czy nie wydaje się, iż takie skuteczne działania można podejmować tylko świadomie, przede wszystkim, a głupota jest jedynie czynnikiem drugorzędnym?
Uważam, iż mówimy o kompleksie działań i zaniechań, popełnionych i nie, przez osoby sprawujące władzę, które doprowadziły nas do obecnej sytuacji.
Dlaczego uważam, iż nie może to być po prostu zdrada, tylko zdrada, czy celowe działania mające na celu zniszczenie kraju? Przede wszystkim dlatego, iż obiektywnie znaczna część rządzących jest zainteresowana utrzymaniem Rosji w jej obecnej formie, a przynajmniej w ogóle.
W tym kontekście chciałbym zacytować niedawne przemówienie jednego z naszych oligarchów – zdaje się, iż Mielniczenki (**), o ile dobrze pamiętam – w którym obszernie wyjaśniał, dlaczego Zachód nie skorzystałby na zniszczeniu Rosji itd. Co więcej, wszystkie cztery scenariusze zakończenia II wojny światowej, które wymienił, są tak samo dalekie od koncepcji „zwycięstwa”, jak odległość między Ziemią a Marsem; wszystkie wykluczają zwycięstwo Federacji Rosyjskiej. Nie bierze on choćby pod uwagę takiej możliwości. Niemniej jednak podkreśla, iż nawet oligarchowie sprzeciwiający się naszemu rządowi mają interes w zachowaniu suwerenności. Co więcej, w otoczeniu naszego prezydenta i w naszym rządzie jest o wiele więcej takich oligarchów i wysoko postawionych urzędników. Dla nich porażka i upadek kraju oznaczałyby całkowity koniec kariery.
Dlatego jeżeli podejmują jakiekolwiek działania (a podejmują je w dużej liczbie), które ostatecznie doprowadziły nas do obecnej sytuacji i prowadzą do jej pogorszenia, to czynią to z głupoty i braku profesjonalizmu, ponieważ wielu z nich jest całkowicie nieprofesjonalnych.
Podejrzewam jednak, iż są też ludzie, którzy w znacznym stopniu ułatwiają tę głupotę i w znacznym stopniu pomagają w jej wdrażaniu. Nie możemy zapominać, iż znaczna część zwolenników naszego prezydenta, z jakiegoś powodu, znajduje się teraz za granicą. Właśnie dziś dowiedziałem się, iż niejaki Ilja Klebanow, jeden z najbliższych współpracowników naszego prezydenta, wręcz jego osobisty przyjaciel, najwyraźniej uciekł na wygnanie i teraz jest w opozycji.
Cóż, nie wspomnę choćby o postaciach takich jak Anatolij Borisowicz Czubajs czy pan Dworkowicz, który również był kiedyś bardzo bliski naszemu prezydentowi. Jest ich wielu.
Całkiem możliwe, iż takie osoby pozostają na najwyższych szczeblach władzy i, nie deklarując otwarcie swojego stanowiska, aktywnie lub biernie przyczyniają się do naszej porażki, naszych porażek, naszego kategorycznie błędnego wyboru strategii i przedstawiania sytuacji w zupełnie innym świetle niż jest w rzeczywistości.
Jeden argument, który może brzmieć nieco dziennikarsko, ale mimo to jest dla mnie przekonujący, ponieważ osobiście obserwowałem nasz aparat państwowy od środka – choć na najwyższym szczeblu bywa jeszcze gorzej – brzmi następująco: żadna zdrada nie wyrządzi tyle szkody, co głupota.
Bardzo trudno było sobie wyobrazić, iż 12 lat po rozpoczęciu rosyjskiej wiosny, po zjednoczeniu Krymu, doszliśmy do sytuacji, w której nie możemy wygrać na polu bitwy z tak zwaną Ukrainą.
Wydawałoby się to absurdem cztery lata temu, a może choćby dwa lata temu, nie mówiąc już o 12 latach temu. Kiedy choćby zasugerowałem, iż jeżeli pozwolimy Ukrainie upłynąć i zgromadzić zasoby i siłę, staniemy w obliczu bardzo groźnego przeciwnika, ludzie wyśmiewali mnie i nazywali szaleńcem. Cóż, w końcu osiągnęliśmy ten rezultat. To, co wydawało się fantazją, stało się rzeczywistością.
Odpowiedź ponownie: kombinacja działań i zaniechań, spowodowanych zdradą i jawnym brakiem profesjonalizmu, kretynizmem i wszechogarniającą chciwością, która przesłania horyzonty tak wielu ludziom i zmusza ich do kontynuowania bezlitosnej kradzieży w sytuacji, w której w zasadzie podcinają gałąź, na której siedzą.
Odpowiedzi Igora Striełkowa na pytania uczestników czatu OSVAG
(18.07.2026)
Pytanie: Jakie jest Pana stanowisko wobec RFU (Robotniczego Frontu Ukrainy)? Czy jest to podziemny, opozycyjny kolektyw marksistowski, wyznający klasyczny marksizm, i czy uważa on, iż ukraińscy i rosyjscy robotnicy powinni walczyć na śmierć i życie, odpowiednio, z ukraińskimi i rosyjskimi listami Forbesa , a nie przeciwko sobie nawzajem?
Dostrzegałem to wszystko w historii, czytałem o tym wszystkim i wiem tylko jedno: kiedy podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w 1941 roku wielu żołnierzy i dowódców oczekiwało, iż ich niemieccy bracia proletariusze powstaną i obalą Hitlera lub masowo się poddadzą, zamiast tego otrzymali strumień stali i ołowiu od byłych niemieckich komunistów, byłych niemieckich socjaldemokratów i tak dalej.
Dopuszczam, iż takie organizacje istnieją na Ukrainie, głęboko w podziemiu, i przyznaję, iż one również nie podzielają aspiracji reżimu kijowskiego. Rozkazy zachodnich władców, by zadać Rosji militarną, strategiczną klęskę, są skierowane na nią, ale to nic nie da, ponieważ jest ich tak niewielu. Ludność Ukrainy jest całkowicie wyprana z mózgu, praktycznie w stanie półzombifikacji. Ludzie, którzy mówią po rosyjsku, myślą po rosyjsku i mają rosyjskich przodków, walczą o to, by ich dzieci nie były Rosjanami – cóż, to stan kliniczny, schizofreniczny.
Dlatego wszelkie gadanie o wolności i europejskim wyborze to tylko puste słowa. Osobiście byłem świadkiem, jak „zombifikacja” była ukraińska ludność podczas Majdanu, a także podczas wydarzeń w Donbasie. Wpływ wrogiej propagandy był bardzo zauważalny choćby wśród niektórych członków milicji obywatelskiej (tych mniej zagorzałych, tych, którzy spędzali dużo czasu przed telewizorem).
Dlatego uważam, iż traktowanie takich haseł poważnie jest, delikatnie mówiąc, kontrproduktywne.
(*)
OSWAG (OSWEDOMITELNOJE AGENTSTVO) była agencją informacyjną i propagandową Armii Ochotniczej, a później Sił Zbrojnych Południowej Rosji, podczas wojny domowej. Założona latem 1918 roku przez generała Denikina. Miała monopol na dostarczanie informacji o działaniach oficjalnych struktur Białego Południa i rozpowszechnianie ich w mediach na podległych jej terytoriach.
Stanowiska zajmowane wobec OSWAG
Historyk A.S. Puczenkow zauważył, iż współcześni przypisywali nieudaną politykę narodową Sił Zbrojnych Południowej Rosji niekompetencji przywódców OSWAG, zwłaszcza K.N. Sokołowa. Krytyka OSWAG pochodziła zarówno od białych zwolenników, jak i zwolenników władzy radzieckiej.[2]
Wśród białych krytyka pochodziła zarówno z prawicy, jak i lewicy. Ci pierwsi używali sformułowania „bić Żydów i Osważników” – zarzucali OSWAG rzekome przepełnienie Żydami, którzy chcieli uniknąć poboru do Armii Ochotniczej. Lewica zarzucała OSWAG „przygotowywanie opinii publicznej na wstąpienie admirała Kołczaka na tron rosyjski”.[2]
Później do krytyki działalności OSWAG przyłączyła się biała emigracja.
OSWAG został zlikwidowany przez generała Wrangla w marcu 1920 roku.
Do tego dziedzictwa nawiązuje prawdopodobnie ОСВАГ XXI. Grupa została utworzona 29 kwietnia 2013 roku (?). https://vk.ru/osvag ; https://t.me/s/osvagentstvo/127
(**)
Miliarder Melniczenko przedstawił cztery scenariusze przyszłości Rosji, które, jego zdaniem, są w tej chwili dyskutowane na Zachodzie. Pierwszy scenariusz zakłada wyjście kraju z izolacji i reintegrację z porządkiem zachodnim, gdzie zostaje on zepchnięty na „peryferie”; drugi scenariusz zakłada wciągnięcie go w orbitę wpływów Chin. Pozostałe dwa scenariusze zakładają konflikt wewnętrzny lub izolację Rosji, na wzór Korei Północnej. Miliarder stwierdził, iż jedyną alternatywą dla tych scenariuszy jest transformacja Rosji w to, co nazywa „suwerennym” państwem.
Миллиардер Мельниченко перечислил «обсуждаемые на Западе» сценарии будущего России
Kim jest Andriej I. Mielniczenko :
IGOR STRIEŁKOW: MOŻEMY ZAPOBIEC ATAKOM NA NASZE TERYTORIUM TYLKO POPRZEZ STWORZENIE WŁASNYCH, SPRAWNYCH BEZZAŁOGOWYCH SAMOLOTÓW MYŚLIWSKICH
Szanowny Aleksandrze Nikołajewiczu!
(Odpowiadając na list z 13 lipca 2026 r.)
Dziękuję za streszczenie!
Postaram się (o ile będę miał czas i możliwości) krótko je skomentować punkt po punkcie. (Jeśli ten format jest nieakceptowalny lub, Twoim zdaniem, niewłaściwy, proszę o informację.)
Mój pierwszy komentarz dotyczy oczywiście trwających systematycznych/masowych ataków Sił Zbrojnych Ukrainy na żeglugę na Morzu Azowskim i Morzu Czarnym. (Od razu zaznaczę, iż liczba udanych ataków, sugerowana przez wroga/propagandę, jest moim zdaniem poważnie zawyżona, podobnie jak ich wpływ prawdopodobnie nie będzie szczególnie dotkliwy, jeżeli chodzi o konkretne uszkodzenia tankowców i innych statków. Ale to nie jest problem; problemem jest zdolność wroga do strategicznego sparaliżowania naszego handlu i eksportu na Morzu Czarnym i Azowskim, co miało i będzie miało o wiele bardziej negatywny wpływ niż jakiekolwiek faktycznie wyrządzone szkody).
Ekonomiczne konsekwencje tych ataków będą (lub już są) druzgocące, ale były w pełni przewidywalne (i to dawno temu) – a to, dlaczego te ataki ponownie zaskoczyły nasze dowództwo, to pytanie w stylu: „dlaczego nie przygotowaliśmy się na kolejne zimowe opady śniegu?”. Te ataki musiały nastąpić i nastąpiły. I będą się powtarzać, dopóki nie będziemy w stanie powstrzymać ich środkami militarnymi (innych nie ma i nigdy nie będzie) w taki czy inny sposób.
Jedynym realnym sposobem, by im zapobiec (lub przynajmniej znacząco je ograniczyć), jest stworzenie własnych, masowych (i sprawnych) bezzałogowych statków powietrznych (UFA), które w rzeczywistości nasi najwyżsi rangą przywódcy wojskowi i przemysłowo-wojskowi powinni byli stworzyć już dawno temu (przypomnę, iż wojna trwa już 4,5 roku, nie licząc lat 2014-2022). Ale (niestety!) nie chodzi o to, iż „nie ma po niej śladu” – chodzi o to, iż bezzałogowe statki powietrzne, o ile rozumiem, wciąż nie weszły do masowej produkcji (albo weszły, ale w skrajnie niewystarczającej liczbie, albo technicznie nie nadają się do masowego patrolowania i eskortowania na lądzie i morzu). W rzeczywistości albo ich nie mamy, albo mamy ich zbyt mało, by stworzyć „parasol powietrzny” nad wodami Morza Azowskiego (przynajmniej!) i Morza Czarnego. Żadne „grupy ogniowe” na tankowcach czy masowcach nie są w stanie sprostać zadaniu obrony przed atakami bezzałogowych statków powietrznych (co oczywiście nie oznacza, iż w ogóle nie powinny być wykorzystywane, o ile to możliwe: mogłyby odegrać rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa rejsów kabotażowych na przykład na Krym).
Z problemem „terroryzmu powierzchniowego” ściśle i nierozerwalnie związany jest „terroryzm dalekiego zasięgu” naszych obiektów wojskowych i przemysłowo-wojskowych (a także naftowych, gazowych, energetycznych i wszystkich innych), który rośnie z tygodnia na tydzień i powoduje coraz większe szkody zarówno w produkcji wojskowej, jak i w całej gospodarce. Liczby mówią same za siebie: ponad jedna trzecia naszych mocy przerobowych ropy naftowej jest nieczynna (według zachodnich analityków). choćby jeżeli wyolbrzymiają straty, ogólna sytuacja z benzyną przez cały czas nie pozwala nam zbagatelizować problemu jako „irytującego, ale prawie nieszkodliwego błędu”. —
To jasne jak słońce — nasz system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej NIE JEST PRZYGOTOWANY na dramatyczny (wielokrotny) wzrost potencjału uderzeniowych bezzałogowych statków powietrznych/sił rakietowych wroga. I nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa i obrony krytycznych (i wręcz niezbędnych) obiektów do prowadzenia wojny i utrzymania gospodarki. Dlaczego tak się stało? — Przecież zbliżająca się masowa produkcja pocisków i bezzałogowych statków powietrznych dla ukraińskich sił zbrojnych nie tylko nie była jakąś „tajemnicą”, ale wręcz przeciwnie, była reklamowana „na każdym rogu” przez Kijów, Brukselę, Berlin i Paryż od ZESZŁEGO ROKU?! A utworzenie „zjednoczonego dowództwa” dla tych nowych rodzajów sił zbrojnych — czy nasze służby wywiadowcze również tego nie zauważyły? — Nie sądzę… — Jest to bardziej prawdopodobne (prawie na pewno!) z dwóch powodów: 1) upartej niechęci „domniemanego Kremla” (i jego niekwestionowanych przywódców) do uwierzenia w oczywistość – iż nie będzie/nie może być żadnego „kompromisu”. I iż musimy, czy nam się to podoba, czy nie, „dołożyć wszelkich starań” na rzecz wojny i zwycięstwa, zamiast „poczekać i zobaczyć”; 2) równie upartej niezdolności i niechęci odpowiednich dowódców wojskowych do: a) stawienia czoła prawdzie; b) przekazania tej prawdy „nago” „dowództwu”; c) po wytrzymaniu gniewu „dowództwa”, nalegania na podjęcie niezbędnych kroków PRZED CZASEM, A NIE PÓŹNIEJ. — Ani rosyjskie Ministerstwo Obrony, ani „wyżsi rangą” nie zrobili niczego podobnego z wyprzedzeniem, „uspokajając się” faktem, iż (od wiosny) sytuacja z „konwencjonalnymi” bezzałogowymi statkami powietrznymi nieco się unormowała, a wróg nie spieszył się z demonstracją swoich drastycznie zwiększonych możliwości (specjalnie „rozbudowywał” swoje siły i szkolił specjalistów pod ich masowe wykorzystanie).
Więc – niestety! – należy wnioskować, iż nasze Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej „ponownie poniosło porażkę” (nawet pomimo faktu, iż kieruje nim teraz osoba, która nie postrzega Sił Zbrojnych jako „czegoś pomiędzy kamienicą a jarmarcznym stoiskiem”, jak to miało miejsce za czasów Jego Ekscelencji Marszałka z Dykty. W jakim stopniu w tym przypadku sam Biełousow jest winny, a w jakim stopniu jego biuro i/lub Rostec są winne, to osobna kwestia, której ja (z powodu mojej niekompetencji) nie jestem gotów „analizować”.
Faktem jest jednak to, iż codziennie mamy do czynienia z masowymi nalotami i atakami rakietowymi wroga, nieodpartymi w pełni przez nasze systemy obrony powietrznej/przeciwrakietowej, oraz niezdolnością rosyjskich Sił Zbrojnych do powstrzymania ich innymi (ofensywnymi) środkami. A co najgorsze, panuje przekonanie, iż (przynajmniej w najbliższej przyszłości) sytuacja, jeżeli się zmieni, będzie się tylko pogarszać, ponieważ wróg jedynie zwiększa liczbę nalotów, liczbę broni, zasięg geograficzny i zasięg swoich działań. Aby poradzić sobie z tym problemem dzisiaj, musieliśmy intensywnie myśleć i ciężko pracować wczoraj lub przedwczoraj. Ale jeżeli tego nie zrobimy teraz, jutro będzie znacznie gorzej (ponieważ wróg stale rozwija nowe systemy uderzeniowe i kompleksy o nowych, ulepszonych możliwościach i parametrach).
Jeśli chodzi o „kryzys paliwowy”: jeżeli państwo nie przejdzie na „stopę wojenną”, to wszystkie środki zaradcze (nawet te początkowo stosunkowo skuteczne) ostatecznie staną się „łatane” – problemy i niepowodzenia, łatane w niektórych miejscach, nieuchronnie/szybko (i na większą skalę) pojawią się w innych. Gospodarka niebędąca miejscem działań wojennych i zaplecza pokojowego w kraju ogarniętym wojną (ciężką, poważną i długotrwałą) niechybnie sprowokują lawinową eskalację takich „kryzysów”. A jeżeli przez cały czas będziemy je „błogosławie ignorować” z perspektywy „Planety Różowych Kucyków”, to po „kryzysie paliwowym” po pewnym czasie (choć pisanie o nim jest teraz trudne/niebezpieczne) Z PEWNOŚCIĄ nastąpią kryzysy logistyczne, paliwowe, energetyczne, a następnie żywnościowe. W wielu regionach frontowych (na przykład na Krymie) są one już „obecne” (poza, być może, żywnościowym, ale to na razie). Zimą do tego wszystkiego dołączy (i to dotkliwie!) kryzys grzewczy. Wszystkie te problemy – zarówno razem, jak i (tym bardziej) osobno – są całkiem do pokonania w ramach gospodarki wojennej, ale jest wysoce wątpliwe, aby „gospodarka pokojowa” poradziła sobie z nimi pod ciągłą (i – nie daj Boże! – rosnącą!) presją wroga. Gospodarka już podupada, inflacja już rośnie… Na razie wszystko jest stosunkowo powolne i da się opanować. Ale to wszystko „tylko na razie”.
cd.
— Zełenski oświadczył, iż „Chiny ostrzegły Rosję, iż niedopuszczalne jest użycie broni jądrowej w odpowiedzi na ukraińskie ataki na jej terytorium”. (Rzekomo „w formie ultimatum”. – Wymaga to komentarza, choćby jeżeli Zełenski „złośliwie kłamie” (co zdarza mu się regularnie). – A oto sedno sprawy: w obecnej sytuacji militarno-politycznej i militarno-ekonomicznej Rosja obiektywnie nie jest w stanie (lub demonstruje taką niezdolność – w tym przypadku wynik jest istotny) ani pokonać tzw. „Ukrainy” na polu bitwy (pokonując Ukraińskie Siły Zbrojne), ani „zdobyć ją na wyniszczenie” – ponieważ „koalicja chętnych” na to nie pozwoli, jak deklaruje, i podejmuje wszelkie niezbędne środki – finansowe i wojskowe. To znaczy – w formacie SWO z konwencjonalnymi (niejądrowymi) siłami i środkami, my TERAZ (podkreślam – teraz! – mieliśmy wcześniej takie możliwości, ale „zignorowaliśmy” je w oczekiwaniu na kompromis) NIE MOŻEMY osiągnąć akceptowalnego pokojowego rozwiązania (nie mówiąc już o zwycięstwie). – W związku z tym w społeczeństwie (nawet wśród nas, – w „opinii publicznej” IC) Zaczyna się dyskusja na temat „po prostu spróbuj!” – a potem, jak mówią, „wszystko się ułoży” (większość „zmęczonych wojną” choćby nie myśli o konsekwencjach tego „spróbuj”).
Rozwiązanie polegające na „spopieleniu wroga i zastraszeniu reszty, by trzymała się z daleka” wydaje się „tak łatwe i kusząco proste”… Nie wykluczam, iż część „populacji PRP” również miała podobne myśli i sugestie (ogólnie mam bardzo niskie mniemanie o zdolnościach umysłowych i umiejętnościach większości mieszkańców tej „planety”). Przyznaję, iż ktoś choćby oficjalnie wysunął takie sugestie, do tego stopnia, iż Chiny zaniepokoiły się. „A co, jeżeli naprawdę się na to zdecydują? Wszystko może się zdarzyć od tych geniuszy!”. Ostatnią rzeczą, jakiej Chiny potrzebują, jest wojna nuklearna w Europie… (a Europa jest ogromnym i bardzo ważnym rynkiem zbytu dla Chin). Zatem „wszystko jest możliwe”, przyznaję, iż (w tym przypadku) „Zelebuba” nie kłamie.
Pozostanę przy swoim zdaniu na temat możliwości/niemożliwości użycia broni jądrowej i strategicznych sił jądrowych, ponieważ jest to zbyt poważne pytanie, aby osoba myśląca, która twierdzi, iż jest zdolna do analizy strategicznej, mogła „paplać” o tym w sposób tak nieodpowiedzialny, jak ten błazen Karaganow. Mogę tylko zauważyć, iż dużo o tym myślę i mam własne zdanie.
Ostatnią rzeczą, którą chcę dziś poruszyć, jest artykuł Melnicznki w „Economist”. Pisałem już o tym (chociaż listy prawdopodobnie dotrą do adresatów jednocześnie w przyszłym tygodniu). Nie jestem pewien, czy to może być jakaś „skonsolidowana propozycja dla „globalnego Londynu” ze strony rosyjskiego biznesu”. Przyznaję jednak, iż taka próba „jest możliwa”. Nie będę „analizował” opcji Melnicznki punkt po punkcie. Zaznaczę tylko, iż żadne „pokojowe” „propozycje” tego rodzaju nie zostaną rozważone przez „Zachód” po prostu z powodu „braku sprawczości” osoby/osób je proponujących. jeżeli chodzi o „sprawczość”, sam Melniczenko jest teraz „nikt”, a cała „klasa” tych, w imieniu których rzekomo pisze, jest taka sama: „nikt i nic, czym można by ich nazwać”.
Nie reprezentują oni Federacji Rosyjskiej jako państwa ani tych, którzy w tej chwili „kierują” jej gospodarką. Mielniczenko i spółka są teraz niczym więcej niż „emigrantami politycznymi i ekonomicznymi”, całkowicie zależnymi od tych, którzy „kierują” polityką i gospodarką „kolektywnego Zachodu”.
„Apel marionetek do mistrza” (w celu „przekazania Karabasowi Barabasowi obrazu pożądanej przyszłości teatru lalek z perspektywy marionetek”) – oto, czym jest. Zmarły zdrajca, generał Własow, równie dobrze mógłby zwrócić się do Hitlera ze swoimi planami „jak zorganizować Rosję” już w 1942 roku (a choćby w 1943 roku) – nic poza konsternacją („Kto tam piszczy? Ile ma dywizji? Żadnej? No, no!”) nie może i nie wywoła takiego… „założenia” wśród „gospodyń”. jeżeli „kolektywnemu Zachodowi” uda się osiągnąć swój „odwieczny cel”, jakim jest „podzielenie” Rosji między siebie, to może potrzebować wszystkich tych „Mielniczenko” (o ile w ogóle są potrzebni) jedynie jako „pracowników administracji okupacyjnej” (niższych rangą) i niczego więcej.
Jeśli „Mielniczenko i spółka” rzeczywiście myślą o potrzebie „suwerenności i silnego państwa”, to „wybrali niewłaściwą publiczność”. — „Na tej platformie” zostaną jedynie „wygwizdani” (i najprawdopodobniej po prostu zignorowani). Niestety dla nich, tak właśnie będzie. Ale jeżeli Mielniczenko przemawiał w imieniu „Wielkich Ludzi” Rosji, to co innego — ale tylko jako „przedmiot”, „interes” dla nas, obywateli Rosji. I w tym przypadku „Zachód” zignoruje te „rzuty”, tak jak z pogardą i drwiną odrzuca „tancerzy rezerwowych” K. Dmitriew, czyli „gotowość do kompromisu” Uszakowa i Pieskowa. Aby „Zachód” nas posłuchał, potrzebujemy siły i woli (i rozumu), jak pisałem powyżej.
Z szacunkiem i wdzięcznością, I. W. Girkin
18 lipca 2026
(List do towarzysza Hetmanowa, Aleksandra)
(wybór, tłum i przypisy PZ)








