
Łacińska sentencja Roma locuta, causa finita (Rzym przemówił, sprawa zakończona) nie jest już przywoływana w Europie, która – choć powstała na fundamencie chrześcijaństwa – dokładnie ten fundament podkopała, stając się budowlą opartą na tych samych fundamentach, co moskiewski Kreml.
Bolszewicka komuna nie potrafiła jednak wymyśleć całkowicie nowej ideologii, czerpiąc z chrześcijaństwa wzorce - jednak przeflancowane w taki sposób, by można było Boga Wszechmogącego już widzieć za życia. Oczywiście w osobie Pierwszego Sekretarza partii komunistycznej i do dziś wiecznie żywego Włodzimierza Ilicza Lenina. Próbując stworzyć rodzaj „postępowego” chrześcijaństwa i raju na tej Ziemi, przyjęto więc nazwę Komuna – wprost nawiązującej do chrześcijaństwa.
Słowo komuna to bowiem francuskie słowo, pochodzące od łacińskiej nazwy communia, oznaczającej duże skupisko ludzi dzielących wspólne życie. Jednak wtedy wspólne życie we Francji – „córze Kościoła” - toczyło się wokół Kościoła katolickiego, którego istotą była i przez cały czas pozostaje communia. Zawłaszczenie przez bolszewików tego słowa miało na celu odciągnięcie ludzi od Kościoła Chrystusowego i Jego Ewangelii – określanej przez komunistów, jako „opium dla ludu”.
Próba stworzenia przez bolszewicką komunę „raju na ziemi” wymagała więc stworzenia znacznie silniejszego narkotyku, niż wspomniane przez Marksa „opium dla ludu”. Tak powstał Manifest partii komunistycznej (niem. Manifest der Kommunistischen Partei) – deklaracja programowa Związku Komunistów (niemieckiej partii komunistycznej), napisana przez Karla Marxa i Friedricha Engelsa na przełomie lat 1847 i 1848 i ogłoszona w lutym 1848 w Londynie. Wyłożone zostały w niej zasady tzw. socjalizmu naukowego…
Konia jednak z rzędem największemu komuniście, który zna swoistą „ewangelię” partii, która wyniosła go do władzy w dzisiejszej – postępowej i także niemieckiej Europie. W Polsce - po 35 latach od „obalenia komuny na cztery łapy” – komuniści stali się bowiem fundamentem „demokracji walczącej” , wdrażanej przez niemieckiego namiestnika na Polskę. I choć nie jest ich wcale tak wielu, to starzy komuniści stali się niezawodnym ogniwem państwa Tuska – tak samo ważnym jak w czasach Bolesława Bieruta.
Przypomnę więc, iż Bolesław Bierut - komunistyczny figurant , który w wyniku sfałszowanych wyborów parlamentarnych stał się w latach 1947-52 prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, bez zmrużenia oka wypełniał wszystkie rozkazy, służące podporządkowaniu Polski władzom sowieckim.
Paradoksalnie więc i zgodnie z zasadą, iż historia powtarza się – ale już w formie farsy – dziś rolę postępowych „władz europejskich” w państwie Tuska pełni garstka komuchów z towarzyszem Czarzastym na czele. Stare komuchy w osobach towarzyszy Czarzastego i Siwca usiłują więc traktować wybranego przez polski Naród Prezydenta Karola Nawrockiego, tak jak traktowali komunistycznego figuranta Bolesława Bieruta, który natychmiast wykonywał to, co mu sowieci nakazali:
- Oczekujemy, żeby pan prezydent przyjął ślubowanie sędziów – oświadczył stary komuch Włodzimierz Czarzasty i dodał, iż Kancelaria Sejmu zakończyła korespondencję z Kancelarią Prezydenta w sprawie wątpliwości co do trybu powołania sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
- Na to pismo odpowiedział szef Kancelarii Sejmu Marek Siwiec - powiedział wiecznie żywy towarzysz Włodzimierz Czarzasty - choć jeszcze nie Ilicz.
Nie będzie więc zaskoczeniem, gdy do starych komuchów już niedługo dołączy osobnik o mentalności koniuszego z Pierwszej Armii Konnej Siemiona Budionnego, atakującej Polskę. Jego radosne trele o sukcesach bolszewików na polskiej ziemi poniesie się na fali TVP w likwidacji oraz w niezawodnym Tusk Vision Network. TVN to organ propagandowy niemieckiego namiestnika, który już zrodził Półchłopka…












