IGOR STRELKOV: "A COURSE FOR SELF-DESTRUCTION"

wiernipolsce1.wordpress.com 2 hours ago

DLACZEGO KREML WYBRAŁ STRATEGIĘ „ A MOŻE SIĘ UDA” («авось») ZAMIAST ZWYCIĘSTWA?”

Szanowny Froł Siergiejewicz!

Jest 3 maja i mam „wolny dzień” (co oznacza, iż ​​„siedzę” w internacie/domu noclegowym jednostki, z trzema wyjściami – na śniadanie, obiad i kolację). Stamtąd mam czas, żeby do kogoś napisać (wszystkie listy zostały już odpowiedziane, nowe dotrą dopiero jutro, pojutrze lub później).

(…)

Moja ocena obecnej sytuacji jest mniej więcej taka: zgodnie z przewidywaniami Kreml zrezygnował z wszelkich prób „dokończenia SWO siłą”, które zakładałyby intensyfikację/zwiększenie własnych wysiłków. Wszystkie nadzieje pokładane są w zasadzie w założeniu, iż „Kijów osłabnie i szybciej zaprzestanie oporu”, po wyczerpaniu swoich sił. W związku z coraz dotkliwszymi ciosami dla eksportu surowców i przemysłu przetwórczego rosyjskiej gospodarki, najwyraźniej podjęto decyzję o „cierpliwości” (w nadziei, iż ta „cierpliwość” nie będzie konieczna przez długi czas – najwyżej rok). Na froncie postanowiono nie wprowadzać żadnych drastycznych zmian – starać się wywierać presję stopniowo, bez radykalnego zwiększania (lub prób zwiększania) liczby rozmieszczonych sił. Kalkulacja opiera się (jak dokładna będzie ta kalkulacja, okaże się w nadchodzących miesiącach) na założeniu, iż wróg jest wyczerpany i niezdolny do jakiejkolwiek poważnej kontrofensywy, nie mówiąc już o operacjach ofensywnych (czy choćby ofensywnych). Innymi słowy, jest to zasadniczo ta sama strategia (jeśli można to tak nazwać), która obowiązuje od lata-jesieni 2022 roku: „wyczerpywanie/wymuszanie kompromisu”. Nasze najwyższe kierownictwo wojskowo-polityczne nie jest w stanie „począć” niczego innego w piątym roku wojny (ponieważ „nadwyrężanie sił kraju” nie jest już po prostu „niewygodne”, ale wręcz niebezpieczne dla stabilności). Krótko mówiąc, Kreml ma nadzieję, iż do lata osiągniemy kolejny stan „remisji”, w którym gospodarka i społeczeństwo w jakiś sposób dostosują się do pogarszających się warunków, „oswoją się” z nimi i będą funkcjonować w miarę spokojnie. (A potem, „bez większych turbulencji”, nasz „statek państwa” będzie mógł utrzymać się na fali przez nieokreślony czas).

W zasadzie, „grając na Kreml”, takie rozwiązanie TERAZ wydaje się nie tylko „nie najgorsze”, ale najbardziej logiczne. Kryzys pogłębia się stopniowo, ale każdy „nagły ruch” może „wpędzić gospodarkę (i nie tylko gospodarkę) w korkociąg” – ze wszystkimi nieuniknionymi konsekwencjami. Rządowi brakuje nie tylko „geniuszy”, ale choćby kompetentnych fachowców, na których można by polegać podczas „nagłych zmian sterów”. I w najbliższej przyszłości ich nie będzie, ponieważ „kapitan” i „pierwsi oficerowie” o wiele bardziej boją się „wyrzucenia z kabin” (gdzie prawie trzy czwarte dobytku statku jest przechowywane „na czarną godzinę”) niż wspólnej katastrofy (choć ta druga nieuchronnie i ich by zniszczyła – niewielu przeżyłoby). Tak, „zakład” znów jest „szansą”, ale trudno cokolwiek wymyślić, patrząc na zwyczajowo aroganckie twarze naszych „niekwestionowanych” przywódców, oszołomionych starczym snobizmem i próżną dumą. „Oni” sterują (a raczej pozwalają statkowi dryfować) zgodnie z zasadą: „Po nas choćby potop, więc bądź cierpliwy i chwal nas, aby nie nastał potop!”.

Nie da się z całkowitą pewnością stwierdzić, iż taka „strategia ameby” obowiązkowo i nieuchronnie zakończy się katastrofą narodową: szansa, iż ​​„może się uda”, wciąż istnieje i jest choćby większa niż „błąd statystyczny”. (Co oznaczałoby kolejny nieokreślony okres „upadku” przy jednoczesnym zachowaniu względnej stabilności). przez cały czas jednak uważam, iż prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest niemal znikome.

Tak, nasi wrogowie (przynajmniej ci jawni) nie są aż tak silni, nie są aż tak inteligentni i nie są „w pełni adekwatni”. Ale dostrzegają nasze słabości, „zakosztowali rosyjskiej krwi”, napotkali niewystarczający opór i szkody w wyniku naszych (bardziej niż bezzębnych) działań odwetowych i dobrze rozumieją swój cel – „napaść, okraść i pożreć” najbogatszą (jak dotąd) cywilizację państwową.

Posługując się analogią historyczną, to tak, jakby horda małych karaweli, barek i innych dżonek atakowała galeon z Manili – ogromny statek o niemal nieprzenikalnych burtach, ogromnej załodze i zapasach. (Tylko raz w historii taki galeon został zdobyty przez piratów – i to wyłącznie z powodu tchórzostwa i niekompetencji kapitana). W naszym przypadku mamy do czynienia z czymś bardzo podobnym.

Dlatego wróg, przejąwszy swego rodzaju „brytyjską strategię lotniczą z czasów II wojny światowej”, chętnie podejmie (już podjął) „wojnę na wyniszczenie”. I nie da Kremlowi żadnego „odpuszczenia”. Być może siłom lądowym (i morskim) wroga rzeczywiście brakuje „prochu” do „kontrakcji” (choć nie jest to pewne – moim zdaniem Kijów ma dla nas bardzo niebezpieczne możliwości), ale prowadzi on „wojnę na wyniszczenie” (ponownie!) skuteczniej, inteligentniej i wytrwalej niż rosyjskie Siły Zbrojne, „politycznie zależne od wstrząsów Kremla”, które próbują to robić od czterech lat.

Z poważaniem,

(podpis)

I.W. Girkin

03.05.2026

za: https://t.me/RDS_Official_channel/11201 ( Rosyjski Ruch Striełkowa)

(wybór i tłum. PZ)

Read Entire Article