Bóg jest kulturowy

niepoprawni.pl 1 hour ago

Ro­dząc się, je­ste­śmy ni­kim. Kimś sta­je­my się w mia­rę do­ra­sta­nia. W mo­men­cie na­ro­dzin ewen­tu­al­nie je­ste­śmy kimś dla in­ny­ch, ale nie dla sie­bie. Nie ma­my świa­do­mo­ści tego, kim dla innych jesteśmy. Musimy się od nich tego nauczyć. Muszą nas wychować. To wychowanie czyni nas kimś. Bez innych, bez wychowania, pozostaniemy nikim.

  Je­ste­śmy tyl­ko ko­lej­nym osob­ni­kiem ga­tun­ku ho­mo sa­piens jak wszy­scy in­ni na­si bliź­ni – ma­my pra­wie iden­tycz­ne ge­ny i po­dob­ne in­stynk­ty. Kimś wię­cej sta­je­my się do­pie­ro w mia­rę za­peł­nia­nia mó­zgu in­for­ma­cja­mi. To te in­for­ma­cje czy­nią nas kimś in­nym, in­dy­wi­du­al­nym, zna­czą­cym, od­róż­nial­nym. Te in­for­ma­cje to na­sza du­sza tchnięta w ciało poprzez wychowanie w jakiejś kulturze.

  Kul­tu­ra nie­ma­te­rial­na to pew­ne za­sa­dy, wie­dza, kon­we­nan­se, pra­wa, re­gu­ły, któ­re są sprzecz­ne z na­tu­rą i są za­wsze uda­wa­niem, bo są wy­my­ślo­ne. Bez gra­nia kul­tu­ro­wy­ch ról je­ste­śmy na­tu­ral­nym so­bą, czy­li ta­kim jak nas na­tu­ra stwo­rzy­ła, czy­li wszyst­ko­żer­nym zwie­rzę­ciem, na­gą mał­pą ste­po­wą, ssa­kiem stad­nym, gril­lu­ją­cym ho­mi­ni­dem – ze swo­imi wszyst­ki­mi in­stynk­ta­mi, któ­re wy­two­rzy­ła w nas ewo­lu­cja.

  Mo­ral­no­ść to kwe­stia kul­tu­ro­wa. Im ktoś je­st bar­dziej na­tu­ral­ny, tym je­st bar­dziej nie­mo­ral­ny. Na­tu­ral­ne je­st za­bi­ja­nie in­ny­ch or­ga­ni­zmów – te­go sa­me­go ga­tun­ku w ra­ma­ch kon­ku­ro­wa­nia o part­ne­ra ko­pu­la­cyj­ne­go, te­ren, za­so­by i wła­dzę, a in­ny­ch ga­tun­ków w ce­la­ch kon­sump­cyj­ny­ch. Na­tu­ral­na je­st po­li­ga­mia, na­tu­ral­ne je­st zo­sta­wia­nie sta­ry­ch ro­dzi­ców na pa­stwę lo­su, na­tu­ral­ne je­st od­bie­ra­nie si­łą in­nym to, cze­go po­trze­bu­je­my. Więc naj­bar­dziej na­tu­ral­ni, naj­bar­dziej so­bą, są ban­dy­ci. Zwie­rzę­ta to ban­dy­ci. Mó­wi się, iż tyl­ko czło­wiek za­bi­ja bez po­wo­du. To praw­da, ale to już wy­ni­ka z kul­tu­ry, któ­ra do­pro­wa­dzi­ła go to psy­cho­pa­tii.

  Ro­dzi­my się wol­ni. To nam da­je po­ten­cję wy­zwo­le­nia się z na­szej zwie­rzę­co­ści. By­cie wol­nym, to do­pie­ro moż­li­wo­ść sta­nia się kimś. Moż­na się stać świę­tym al­bo po­zo­stać ban­dy­tą. Wol­no­ść je­st pod­sta­wo­wa, je­st nie­zbęd­na, ale to war­to­ść niż­sza na po­zio­mie po­trzeb fi­zjo­lo­gicz­ny­ch. Do­pie­ro ma­jąc wol­no­ść, mo­że­my ją wy­ko­rzy­stać, by się kimś stać. Wol­no­ść to na­tu­ral­na in­fra­struk­tu­ra, to tyl­ko po­ten­cja do by­cia kimś, ko­go na­zwie­my so­bą.

  Na­sza na­tu­ra je­st stad­na, ale ma­my też zdol­no­ść prze­ży­cia w sa­mot­no­ści. Je­ste­śmy po­dob­ni w tym do wil­ków, któ­re ży­ją w wa­ta­ha­ch, ale są też wil­ki sa­mot­ni­ki. Nie­mniej na­tu­ral­ne je­st two­rze­nie spo­łecz­no­ści. W trud­ny­ch wa­run­ka­ch sa­mot­nik nie prze­ży­je.

  Zbie­ra­ni­na zwa­na spo­łe­czeń­stwem oby­wa­tel­skim to zbio­ro­wo­ść przy­mu­so­wa, stwo­rzo­na przez prze­moc pań­stwa – dla­te­go je­st to twór nie­sta­bil­ny, cha­otycz­ny, ła­twy do ma­ni­pu­lo­wa­nia – ca­ło­ść mo­że mniej, niż każ­dy z osob­na. A spo­łecz­no­ść ide­owa spo­jo­na wspól­nym sys­te­mem war­to­ści to wspól­no­ta do­bro­wol­na, nie­za­leż­na od pań­stw, dla­te­go two­rzy efekt sy­ner­gicz­ny współ­pra­cy. Pań­stwo za­wsze nisz­czy sens wszel­ki­ch ko­lek­ty­wów i ni­we­czy sy­ner­gię. By stać się kimś war­to­ścio­wym, po­trze­bu­je­my do­bro­wol­ny­ch spo­łecz­no­ści.

  Na­sza cy­wi­li­za­cja stwo­rzy­ła do­bre wa­run­ki ku te­mu, by na­tu­rę okieł­znać i upo­rząd­ko­wać – stąd i in­dy­wi­du­ali­zm, i ko­lek­ty­wi­zm są do­bre i do­zwo­lo­ne. Nie­mniej są oczy­wi­ście cy­wi­li­za­cje, w któ­ry­ch tyl­ko ko­lek­ty­wi­zm się li­czy – ta­kie są wszyst­kie wschod­nie: tu­rań­ska, bi­zan­tyj­ska czy chiń­ska. Tam nie ma po­je­dyn­czy­ch lu­dzi, tam są tyl­ko spo­łecz­no­ści i czło­wiek je­st tyl­ko try­bi­kiem w im­pe­rial­nej ma­chi­nie. Tam in­dy­wi­du­ali­zm je­st tę­pio­ny.

  U nas je­st ina­czej. U nas tę­pie­nie in­dy­wi­du­ali­stów wy­stę­pu­je głów­nie w źle zor­ga­ni­zo­wa­nej szko­le, bo dzie­ci są jesz­cze na­tu­ral­ne, kul­tu­ry się do­pie­ro uczą – i wte­dy je­st bar­dzo waż­na ro­la wy­cho­waw­cy. Obec­ny świat zdo­mi­no­wał eta­ty­zm i szkol­nic­two pań­stwo­we cen­tral­nie ste­ro­wa­ne, co po­wo­du­je, iż kul­tu­ra nie je­st w sta­nie wy­bić się po­nad na­tu­rę. Obec­nie prze­ży­wa­my re­gres cy­wi­li­za­cyj­ny – stąd tę­pie­nie in­dy­wi­du­ali­stów w szko­ła­ch.

  Sta­bil­na ludz­ka na­tu­ra, to struk­tu­ry ple­mien­ne – to ani­mi­zm i sza­ma­ni­zm, to nada­wa­nie ce­ch bo­ski­ch wie­lu obiek­tom, to 150-osob­ni­ko­we ban­dy, kla­ny, gan­gi, sta­da, łą­czą­ce się w mak­sy­mal­nie 1500-osob­ni­ko­we ple­mio­na. W ta­kim sta­nie wy­ewo­lu­owa­li­śmy i ży­li­śmy 95% do­tych­cza­so­we­go trwa­nia na­sze­go ga­tun­ku na Zie­mi. Cy­wi­li­za­cje to odej­ście od na­tu­ry. Bóg je­dy­ny to nie­na­tu­ral­ny wy­twór cy­wi­li­za­cji, to ele­ment kul­tu­ry wyż­szej. Chrze­ści­jań­stwo je­st sprzecz­ne z in­stynk­tem i na­tu­ral­nym ludz­kim be­ha­wio­ry­zmem.

  Więk­szo­ść przy­ka­zań z De­ka­lo­gu je­st sprzecz­na z ludz­ką na­tu­rą. Przy­ka­za­nia wy­da­ją się nam na­tu­ral­ne tyl­ko dla­te­go, iż się w ni­ch wy­cho­wa­li­śmy. To, co fi­lo­zo­fo­wie w na­szej kul­tu­rze na­zy­wa­ją pra­wa­mi na­tu­ral­ny­mi, to w isto­cie są za­sa­dy cy­wi­li­za­cyj­ne. Każ­dy ga­tu­nek bio­lo­gicz­ny ma tro­chę in­ne re­gu­ły sca­la­ją­ce sta­da. Ssa­ki ma­ją du­żo wspól­ny­ch ce­ch, ale są też róż­ni­ce – i one wy­ni­ka­ją z ge­nów. U lu­dzi też są róż­ni­ce – ale one wy­ni­ka­ją głów­nie z kul­tu­ry.

  Re­li­gia to ce­cha kul­tu­ry. Re­li­gie są za­wsze fun­da­men­ta­mi cy­wi­li­za­cji, choć kul­tur pier­wot­ny­ch też. Moż­na uznać, iż re­li­gij­no­ść to ludz­ki in­stynkt, bo wy­stę­pu­je w każ­dej kul­tu­rze. Te wszyst­kie re­li­gie są mniej lub bar­dziej zgod­ne z pra­wa­mi na­tu­ry, czy­li z in­stynk­ta­mi. Chrze­ści­jań­stwo je­st naj­mniej na­tu­ral­ne, bo je­st w więk­szo­ści z ni­mi sprzecz­ne.

  Zde­cy­do­wa­na więk­szo­ść ludz­ki­ch chę­ci i dzia­łań je­st wy­wo­ła­na in­stynk­ta­mi, uczu­cia­mi, emo­cja­mi czy in­tu­icją – to je­st zwie­rzę­cy de­ter­mi­ni­zm. To je­st na­tu­ra, to je­st na­tu­ral­ne. Czło­wiek to ga­tu­nek ssa­ków. Wol­na wo­la i ro­zum uży­wa­ne są bar­dzo spo­ra­dycz­nie, ale głów­nie dzię­ki te­mu wy­ra­sta­my z na­szej na­tu­ral­nej zwie­rzę­co­ści i two­rzy­my kul­tu­rę. Im wyż­sza kul­tu­ra, tym bar­dziej sprzecz­na z na­tu­rą. De­ka­log to kwin­te­sen­cja sprze­ci­wu kul­tu­ry prze­ciw na­tu­rze.

  Czło­wiek nie ma żad­nej na­tu­ral­nej du­cho­wo­ści. Du­cho­wo­ść to kwe­stia kul­tu­ry. Co naj­wy­żej ma na­tu­ral­ne skłon­no­ści do two­rze­nia ide­olo­gii zwa­nej du­cho­wo­ścią. Po­dob­nie je­st z ję­zy­kiem – czło­wiek nie ma i nie zna żad­ne­go na­tu­ral­ne­go ję­zy­ka – to ja­kie­go się uczy od dziec­ka, to kwe­stia kul­tu­ry i wy­cho­wa­nia. Na­tu­ral­na, czy­li ge­ne­tycz­na, je­st tyl­ko zdol­no­ść na­ucze­nia się do­wol­ne­go ję­zy­ka. Z du­cho­wo­ścią je­st do­kład­nie tak sa­mo. Ro­dza­jów du­cho­wo­ści je­st wie­le – tak jak ję­zy­ków. Kul­tu­ra nie je­st na­tu­ral­na, co naj­wy­żej na­tu­ral­na je­st zdol­no­ść do jej two­rze­nia. Two­rząc kul­tu­rę, wy­stę­pu­je­my prze­ciw na­tu­rze.

  Wspól­na dla wszyst­ki­ch lu­dzi je­st tyl­ko wia­ra w si­ły nad­przy­ro­dzo­ne i to moż­na uznać za na­tu­ral­ne. Ca­ła nad­bu­do­wa na tym, czy­li wszel­kie re­li­gie i du­cho­wo­ści, to je­st już kul­tu­ra i je­st jej wie­le ro­dza­jów. Wschod­nia du­cho­wo­ść je­st kom­plet­nie in­na niż za­chod­nia – na­wet uży­wa­ne są cał­kiem in­ne, nie­prze­tłu­ma­czal­ne po­ję­cia w ty­ch kwe­stia­ch. Bo to róż­ne cy­wi­li­za­cje.

  Moż­na zro­zu­mieć błęd­ne mnie­ma­nia, ja­ko­by tyl­ko wła­sna kul­tu­ra by­ła na­tu­ral­na, bo to po­wszech­ne wśród lu­dzi nie­zna­ją­cy in­ny­ch kul­tur i cy­wi­li­za­cyj. Im się wy­da­je, iż na­tu­ral­ne je­st wszyst­ko, w czym się wy­cho­wa­li i tyl­ko to.

  To, co nad­na­tu­ral­ne nie je­st na­tu­ral­ne. Wie­rze­nia re­li­gij­ne są nad­na­tu­ral­ne. Świat re­al­ny je­st na­tu­ral­ny, świat trans­cen­dent­ny je­st nad­na­tu­ral­ny. Du­cho­wo­ść je­st nad­na­tu­ral­na. Wy­obra­żeń o tej trans­cen­den­cji je­st wie­le. Bez sen­su je­st mnie­ma­nie, iż tyl­ko to, co wy­pra­co­wa­ła na­sza kul­tu­ra w kwe­stia­ch trans­cen­dent­ny­ch, je­st je­dy­nie słusz­ne i praw­dzi­we. In­ne cy­wi­li­za­cje, in­ne kul­tu­ry, ma­ją in­ne wy­obra­że­nia co do te­go, co je­st nad­na­tu­ral­ne. Trans­cen­den­cja i jej wy­obra­że­nia nie tkwią w ludz­ki­ch ge­na­ch. Fi­lo­zo­fo­wie i teo­lo­dzy to twór­cy, a nie od­kryw­cy. Od­kryw­cy to tyl­ko na­ukow­cy po­słu­gu­ją­cy się ba­da­nia­mi em­pi­rycz­ny­mi. Je­śli na­ukow­cy od­kry­ją co­kol­wiek, co je­st trans­cen­dent­ne, to ono prze­sta­nie być trans­cen­dent­ne i przej­dzie do re­al­ne­go świa­ta. Du­ch je­st nad­na­tu­ral­ny, pó­ki je­st nie­uchwyt­ny, gdy się go zła­pie, sta­nie się na­tu­ral­ny. Kul­tu­rę się two­rzy, na­tu­rę się po­zna­je.

  Nie ma­my żad­ne­go bo­ga ży­we­go. Ma­my tyl­ko o nim wy­obra­że­nia. Te wy­obra­że­nia są róż­ne w róż­ny­ch kul­tu­ra­ch, a bar­dzo róż­ne w róż­ny­ch cy­wi­li­za­cja­ch. Bóg nie je­st na­tu­ral­ny na­wet ja­ko ogól­nie po­ję­ty byt trans­cen­dent­ny bę­dą­cy stwór­cą, bę­dą­cy po­za cza­sem, ja­ko byt ide­al­ny, ja­ko ja­kiś ab­so­lut, czy de­miurg. Na przy­kład bud­dy­ści w nic ta­kie­go nie wie­rzą, choć ma­ją ta­kie sa­me ge­ny jak my – a du­cho­wo­ść ma­ją na­wet le­piej roz­wi­nię­tą od nas. Nie ma żad­ny­ch po­wo­dów, by uzna­wać, iż my ma­my ra­cję, a bud­dy­ści się my­lą w kwe­stia­ch trans­cen­dent­ny­ch, nad­na­tu­ral­ny­ch. Czło­wiek, ro­dząc się, nie je­st chrze­ści­ja­ni­nem i ni­gdy w spo­sób na­tu­ral­ny do chrze­ści­jań­stwa nie do­je­dzie, nie je­st w sta­nie Je­zu­sa i je­go na­uk sam wy­my­ślić. Chrze­ści­jań­stwo mu­si być mu prze­ka­za­ne w dro­dze wy­cho­wa­nia, czy­li na­bie­ra­nia kul­tu­ry. I chrze­ści­jań­stwo, i bud­dy­zm nie są na­tu­ral­ne.

  Na­wet sam Bóg chrze­ści­jan ma świa­do­mo­ść ist­nie­nia in­ny­ch, od­mien­ny­ch kul­tur, a w ni­ch in­ny­ch bo­gów, bo w pierw­szej ko­lej­no­ści na­ka­zał sie­bie sta­wiać naj­wy­żej ja­ko naj­waż­niej­sze­go z bo­gów. Więc wie o ist­nie­niu kon­ku­ren­cji – bo wy­my­śli­li go lu­dzie wy­cho­wa­ni w róż­no­rod­no­ści bo­gów.

  Je­śli ja­kaś re­li­gia mia­ła­by być na­tu­ral­na, to naj­bar­dziej na­tu­ral­ny je­st ani­mi­zm. Ani­mi­zm to du­cho­wo­ść pier­wot­na. Chrze­ści­jań­stwo więk­szo­ść z wie­rzeń te­go ty­pu od­rzu­ca. Uzna­wa­nie, iż tyl­ko chrze­ści­jań­ska wi­zja du­cho­wo­ści i trans­cen­den­cji je­st praw­dzi­wa to uzur­pa­cja, to ego­izm, to ego­cen­try­zm i me­ga­lo­ma­nia – ta­ka po­sta­wa za­wsze pro­wa­dzi do zła, na­wet ta­kie­go jak je chrze­ści­ja­nie de­fi­niu­ją. Bóg to twór kul­tu­ro­wy, a kul­tur je­st wie­le. Pó­ki te­go nie zro­zu­mie­my, bę­dzie­my za­bi­jać bez po­wo­du. Bóg je­st na­sz, tak jak kul­tu­ra i wszel­ka wła­sno­ść je­st na­sza – ale to nie zna­czy, iż nie na­le­ży sza­no­wać kul­tu­ry i wła­sno­ści cu­dzej. A na­tu­ra je­st wspól­na.

Grzegorz GPS Świderski
]]>t.me/KanalBlogeraGPS]]>
]]>Twitter.com/gps6]]>

PS. Gdy­by by­ły wąt­pli­wo­ści, to ja się mam za kul­tu­ral­ne­go, a nie za na­tu­ral­ne­go. Zwal­czam na­tu­rę kul­tu­rą. Uwa­żam, iż na­sz Bóg, chrze­ści­jań­ski, zo­stał naj­le­piej wy­my­ślo­ny. Z Chry­stu­sem zga­dzam się we wszyst­kim, a Ko­ściół ka­to­lic­ki uwa­żam za naj­waż­niej­szą, naj­mą­drzej­szą, naj­trwal­szą, naj­le­piej zor­ga­ni­zo­wa­ną, naj­bar­dziej kul­tu­ral­ną i w peł­ni wol­no­ścio­wą or­ga­ni­za­cję po­li­tycz­ną. Dzięki naszej cywilizacji jesteśmy kimś dużo lepszym i bardziej wartościowym, niż byliśmy w momencie urodzenia, gdy byliśmy tylko naturalni.

Read Entire Article