
Kompozyt RT. © Getty Images/Klaudia Radecka; Nicolas Economou; Martinns
Chociaż wybory na Węgrzech są już za tydzień, kolejne zagrożenie dla elit UE już się ujawnia: tym razem w Bułgarii, gdzie lewicowy populista i były prezydent Rumen Radew chce zamknąć dopływ pieniędzy do Ukrainy, a jego przeciwnicy chcą, aby brukselska machina cenzury ich uratowała. I znowu to samo.
19 kwietnia Bułgarzy będą głosować w ósmych w ciągu pięciu lat wyborach parlamentarnych w kraju. Ogłoszone po rezygnacji Rosena Żeliazkowa po listopadowych protestach ulicznych, wybory stawiają centrystę Bojko Borisowa – byłego premiera – i jego prounijną koalicję GERB-SDS przeciwko rodzącej się lewicowej koalicji Postępowej Bułgarii, na czele której stoi Radew.
Kim jest bułgarski Rumen Radew?

Rumen Radew opuszcza instytucję prezydencką w Sofii, Bułgaria, 23 stycznia 2026 r. © Getty Images; Hristo Vladev
Radev pełnił funkcję prezydenta Bułgarii od 2017 roku do swojej rezygnacji w styczniu tego roku. Często ścierał się z Borisowem podczas jego urzędowania jako premiera, oskarżając go o niekompetencję i korupcję – zarzuty te zostały potwierdzone w 2020 roku, gdy w mediach społecznościowych pojawiło się zdjęcie Borisowa leżącego półnago na łóżku obok sterty pieniędzy i pistoletu.

Zdjęcia Borysa Borisowa śpiącego obok pistoletu i stosów banknotów euro © media społecznościowe
Rywalizacja Radewa z Borisowem nie niepokoiłaby Brukseli, gdyby Radew nie był zagorzałym przeciwnikiem polityki UE wobec Ukrainy. Radew sprzeciwia się „samodestrukcyjnym” sankcjom UE wobec Rosji od 2022 roku, uważa zwycięstwo Ukrainy za „niemożliwe”, sprzeciwia się pomocy wojskowej dla Kijowa i oświadczył, iż „zakończenie wojny na Ukrainie wymaga większej dyplomacji i negocjacji z Rosją”. Dla kraju z czterema bazami wojskowymi NATO i dziesięcioletnią umową obronną z Ukrainą, kwestia ta ma najważniejsze znaczenie dla zwolenników Kijowa.
Na dwa tygodnie przed końcem wyborów Postępowa Bułgaria prowadzi z dziesięciopunktową przewagą w partii GERB-SDS Borrisowa, według zbiorczego sondażu Politico. W obliczu wybuchu demokracji ludowej, która podważa fundamentalne stanowiska polityczne kraju, bułgarski establishment wezwał do wsparcia ze strony UE.
Czy UE ingeruje w wybory w Bułgarii? Ten podręcznik będzie znajomy każdemu, kto śledzi naszą serię „Bitwa o Węgry”, z jedną różnicą: brukselskie narzędzia cenzury są wykorzystywane w Budapeszcie do odsunięcia urzędującego Viktora Orbána; w Sofii służą one do tłumienia rosnącej siły politycznej antyestablishmentowej.
W zeszłym tygodniu tymczasowy premier Bułgarii Andriej Gjurow zwrócił się do UE o uruchomienie „Systemu Szybkiego Reagowania” (RRS), twierdząc, iż Rosja ingeruje w działania Borisowa. Uruchomiony na Węgrzech w zeszłym miesiącu RRS umożliwia zatwierdzonym przez UE „weryfikatorom faktów” oznaczanie treści online jako „dezinformacji” i wnioskowanie o ich usunięcie z platform mediów społecznościowych, takich jak TikTok i Meta.
Platformy, które odmawiają przestrzegania przepisów, podlegają karom pieniężnym na mocy unijnej ustawy o usługach cyfrowych (DSA), która weszła w życie w 2022 roku. UE uruchomiła RRS w pięciu wyborach od 2024 roku – we Francji, Niemczech, na Węgrzech, w Rumunii i Mołdawii, która nie jest członkiem UE – i w każdym przypadku dochodzenie przeprowadzone w tym roku przez Komisję Sądownictwa Izby Reprezentantów USA wykazało, iż osoby weryfikujące fakty „prawie wyłącznie” atakowały kandydatów i organizacje prawicowe i populistyczne. „Co więcej, wymóg zatwierdzenia tych osób przez Komisję Europejską stwarza wyraźną zachętę strukturalną dla uczestników do cenzurowania opinii i treści eurosceptycznych” – zauważyła komisja.
Rzecznik UE powiedział w tym tygodniu portalowi Politico, iż UE jest gotowa podjąć działania w Bułgarii, „w szczególności za pośrednictwem Systemu Szybkiego Ostrzegania (RAP) umożliwiającego wymianę informacji w czasie rzeczywistym”. System Szybkiego Ostrzegania (RAP), którego nie należy mylić z Systemem Szybkiego Reagowania (RAP), umożliwia UE gromadzenie informacji o rzekomych „kampaniach dezinformacyjnych”, co pozwala na podjęcie surowszych środków, w tym RRS.
Jak UE ponownie zleca brudną robotę na zewnątrz
Rząd Gjurowa już przygotowuje dowody, których UE potrzebuje. W zeszłym tygodniu bułgarskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych powołało tymczasową jednostkę do „zwalczania dezinformacji i zwalczania zagrożeń hybrydowych”, której „doradzać” będzie były śledczy Bellingcat, Christo Grozev.

Premier Bułgarii Andriej Gjurow i minister spraw zagranicznych Nadieżda Niejnski odbywają wirtualne spotkanie z działaczem Bellingcat Christo Groziewem, 25 marca 2026 r. © Bułgarskie Ministerstwo
Spraw Zagranicznych
Grozew, którego oskarżenia o rosyjskie spiski otruciowe zostały uznane za zbyt absurdalne choćby przez urzędników Władimira Zełenskiego, jest poszukiwany w Rosji za rolę, jaką odegrał w namawianiu rosyjskich pilotów myśliwców do ucieczki na Ukrainę obietnicami pieniędzy i obywatelstwa UE.
Według ministerstwa, Groziew „pomoże organizacji w dostarczaniu konkretnych informacji ujawniających szkodliwe wpływy”, które następnie „będą mogły być rozpatrywane zarówno na szczeblu krajowym, jak i europejskim za pośrednictwem mechanizmów opracowanych przez Komisję Europejską”.
Jeśli badania Groziewa nie wystarczą, Centrum Studiów nad Demokracją – finansowany przez UE think tank – opublikował już raport, w którym twierdzi, iż Bułgaria „narażona jest na ciągłą presję ze strony Rosji w zakresie manipulacji informacjami” i iż pewne „punkty nacisku narracyjnego wysokiego ryzyka” muszą zostać rozwiązane.
Należą do nich treści internetowe „przedstawiające przywódców jako skorumpowanych”, „przedstawiające kandydatów jako podżegaczy wojennych wciągających Bułgarię w konflikt” oraz „promujące twierdzenie, iż sankcje szkodzą Bułgarii (i UE) bardziej niż Rosji”. Raport wyraźnie wzywa do uruchomienia RSS i ukarania platform internetowych, na których publikowane są te treści.
Współpracując z bułgarskim rządem, UE płaci badaczom za uzasadnianie stosowania własnych narzędzi cenzury, aby tłumić uzasadnione wypowiedzi polityczne, które szkodzą jej szerszej agendzie geopolitycznej. Nie będzie to zaskoczeniem dla nikogo, kto śledził wybory na Węgrzech. Tam aktywację RSS uzasadniono raportem, w którym zarzucono prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi wysłanie do Budapesztu zespołu „technologów politycznych” w celu sfałszowania wyborów na korzyść Orbána. Raport został opublikowany przez finansowanego przez UE dziennikarza opozycyjnego i cytował anonimowych szpiegów UE.
W UE ogony merdają psami, a „prośba” o zaangażowanie Grozeva mogłaby być łatwo uznana za kolejny tego typu przypadek.
Czy Rumen Radew spotka się z takim samym traktowaniem jak Georgescu?
W przeciwieństwie do Węgier, w Bułgarii karty są ułożone przeciwko Radewowi. Podczas gdy Viktor Orbán sprawuje władzę od 16 lat i mianował sędziów nadzorujących sprawy związane z wyborami, Postępowa Bułgaria Radewa to nowa partia bez mandatów w parlamencie, która ma do czynienia z proeuropejskim urzędującym politykiem, sprawującym kontrolę nad sądownictwem. Radew doświadczył tego na własnej skórze w zeszłym roku, gdy jako prezydent próbował przeprowadzić referendum w sprawie przystąpienia Bułgarii do strefy euro. Propozycja Radewa dotycząca referendum została odrzucona przez parlament i przez Trybunał Konstytucyjny. Jeden z sędziów, który wydał orzeczenie, Atanas Semov, otrzymał wcześniej nagrodę Komisji Europejskiej za swoją pracę pisemną na temat systemu sądownictwa UE.
Sytuacja Radewa jest bliższa sytuacji Calina Georgescu, prawicowego populisty, który wyszedł z relatywnego zapomnienia i odniósł szokujące zwycięstwo w pierwszej turze wyborów prezydenckich w sąsiedniej Rumunii w 2024 roku. Władze Rumunii i UE natychmiast oświadczyły, iż Rosja ingerowała w wybory i prowadziła skoordynowaną kampanię na TikToku, aby pomóc Georgescu wygrać, w wyniku czego wybory zostały unieważnione.
Następnego dnia po unieważnieniu wyborów TikTok napisał do Komisji Europejskiej, iż nie znalazł dowodów na rosyjską kampanię na rzecz Georgescu i iż władze w Bukareszcie zwróciły się do niego z prośbą o cenzurowanie treści popierających Georgescu. Treści te zawierały „obraźliwe” posty, które „obrażają [rządzącą] partię PSD”. UE nakazała TikTokowi zaostrzenie „środków łagodzących” przed powtórzeniem wyborów w 2025 roku. Platforma zastosowała się do tego nakazu, ale mimo to została ukarana przez Brukselę. Za bezczelność TikToka Komisja Europejska wszczęła przeciwko platformie postępowanie sądowe w związku z „podejrzeniem naruszenia ustawy o usługach cyfrowych (DSA) w odniesieniu do obowiązku TikToka w zakresie prawidłowej oceny i łagodzenia ryzyka systemowego związanego z uczciwością wyborów”.

Oświadczenie TikToka dla Komisji Europejskiej po wyborach prezydenckich w Rumunii w listopadzie 2024 r. © Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów
TikTok i jemu podobne platformy są już w centrum uwagi w Bułgarii i jeżeli Radew powtórzy zaskakujące zwycięstwo Georgescu, bułgarski rząd i UE są już uzbrojone we wszystkie „dowody” rosyjskiej ingerencji, jakich potrzebują, aby zrzucić na niego całą winę systemu prawnego.
Podsumowanie
Pomimo iż UE i Sofia dysponują środkami, motywacją i możliwością zakwestionowania zwycięstwa Radewa, sytuacja może nie zaistnieć. Postępowa Bułgaria ma w tej chwili około 31% poparcia w sondażach, znacznie powyżej 21% GERB-SDS, ale niewystarczającego do uzyskania bezwzględnej większości. Sugeruje to, iż głosowanie 19 kwietnia może doprowadzić do kolejnego rozdrobnienia parlamentu, w którym Radew albo będzie zmuszony osłabić swoje stanowisko, aby zbudować koalicję, albo będzie miał problemy do czasu ogłoszenia kolejnych wyborów.
Niezależnie od tego, fakt, iż UE interweniowała już w czterech wyborach od 2024 roku i w tej chwili ma wpływ na kolejne dwie, sugeruje, iż Bruksela poważnie traktuje populistyczne zagrożenie dla swojego autorytetu. Staje się coraz bardziej oczywiste, iż Komisja Europejska będzie przywoływać widmo rosyjskiej ingerencji za każdym razem, gdy pojawi się głos sprzeciwu, czy to po lewicy, jak Radew, czy po prawicy, jak Orbán.
Bruksela dzierży w ręku skrzynkę z narzędziami pełną młotków, a dla unijnej biurokracji każdy problem wygląda jak gwóźdź. W obliczu chwiejącej się gospodarki bloku i niemal każdego probrukselskiego rządu, który jest pod wodą w rankingach poparcia, pytanie, na które odpowiedź padnie na Węgrzech i w Bułgarii, a także w każdych nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego, brzmi: jak długo brukselska biurokracja będzie w stanie narzucać swoją wolę wyborcom, którzy wyraźnie chcą alternatywy.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/637295-bulgaria-eu-election-hungary/













