- Mam mieszane uczucia, a jednocześnie też pamiętam, iż trafiali do Trybunału ludzie z polityki, którzy później stawali się absolutnie niezależnymi, wybitnymi sędziami - stwierdził w programie "Najważniejsze pytania" prof. Adam Bodnar, komentując wybór Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego. Ocenił też, iż złożenie przez Berka przysięgi w Sejmie było skuteczne mimo braku obecności prezydenta.
Adam Bodnar skomentował decyzję Tuska. "Mam mieszane uczucia"

Kandydatura Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego została zgłoszona przez Koalicję Obywatelską. Wcześniej premier Donald Tusk poinformował, iż wyraził warunkową zgodę na odejście Berka z Rady Ministrów i jego kandydowanie na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
Berek po wybraniu przez Sejm i braku zaproszenia przez prezydenta do złożenia ślubowania, w środę złożył ślubowanie w Sejmie. Stwierdził, iż "zwraca się do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej".
W czwartkowym wywiadzie dla Polsat News i Interii Karol Nawrocki powiedział, iż ze względu na wątpliwości formalne związane z kandydaturą Berka ma "obowiązek nie przyjmować" od niego przysięgi. - Szczególnie po tym, jeżeli zdecydował się powtórzyć scenariusz istnego cyrku, a więc przyjmowania zaprzysiężenia przez osobę do tego nieuprawnioną konstytucyjnie i prawnie, czyli przed marszałkiem Sejmu - mówił prezydent.
Bodnar o sytuacji w TK. "Święczkowski w tandemie z prezydentem"
Według gościa programu "Najważniejsze pytania" prof. Adama Bodnara, zarówno Berek jak i inni wybrani przez Sejm sędziowie TK którzy złożyli ślubowania w podobnej formi "złożyli skuteczną przysięgę wobec prezydenta".
- W sytuacji, kiedy prezydent zastosował obstrukcję i nie zaprosił ich na uroczystość, postępując wbrew Konstytucji - argumentował były minister sprawiedliwości.
Według Bodnara, rzeczywistość w Trybunale Konstytucyjnym "jeszcze się nie zmieniła", ale może to ulec zmianie,
ZOBACZ: Spór o Trybunał Konstytucyjny. Kaczyński o sytuacji wokół TK. Zaapelował do zwolenników
- Jeszcze nas czeka myślę iż ważne wydarzenie, bo ono musi nastąpić prędzej czy później - Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK. Jak pan Święczkowski sobie wyobraża zorganizowanie teraz zgromadzenia ogólnego sędziów, kiedy wymagane jest minimum kworum dziesięcioosobowe? Kiedy osiem osób mówi: Sorry, ale my nie będziemy w tym uczestniczyli? - zauważył gość programu.
- Jak to adekwatnie w praktyce według pana będzie wyglądać? - spytała Karolina Olejak.
- Myślę, iż w którymś momencie może dojść do takiej sytuacji i myślę, iż z tej siódemki, która pozostała z dotychczasowych sędziów w Trybunale, część się zorientuje, iż być może nie chce być zakładnikami gry politycznej pana Święczkowskiego, który tutaj funkcjonuje w tandemie z prezydentem, z panem Boguckim i z tymi wszystkimi osobami, którzy tam kibicują, typu pan Gosek i Bąkiewicz - odpowiedział prof. Bodnar.
- Myślę, iż gdzieś uzna, iż jednak chcieliby być po prostu zwyczajnymi, normalnymi sędziami - dodał.
Były minister Berek wybrany przez Sejm. Bodnar: Mam mieszane uczucia
Zapytany o zasadność wyboru Macieja Berka, związanego z obozem rządzącym, którego wcześniej premier Tusk nazywał swoją "prawą ręką", gość programu mówił o "mieszanych uczuciach".
- Teraz już rozmawiamy o sytuacji, która jest sytuacją przeszłą, która już miała miejsce. Natomiast ja mówiłem i będę cały czas powtarzał, iż mam takie mieszane uczucia. Bo z jednej strony ja niezwykle szanuję to, co zrobił Maciej Berek przez wiele lat i dla praworządności, ale także choćby w tych ostatnich latach. Myślę, iż kompletnie jest niedoceniany za to, co zrobił dla całego procesu deregulacji - zauważył były szef resortu sprawiedliwości.
ZOBACZ: Służby w Trybunale Konstytucyjnym. Minister sprawiedliwości zabrał głos
- Czy nie ma innego sędziego, innego doświadczonego człowieka akurat w tym zakresie, które mógłby piastować takie stanowisko? - dopytywała Olejak.
- Dlatego mówię, iż mam mieszane uczucia, a jednocześnie też pamiętam, iż trafiali do Trybunału ludzie z polityki, którzy później stawali się absolutnie niezależnymi, wybitnymi sędziami. Tutaj mam na myśli Jerzego Stępnia, Janusza Niemcewicza, który przeszedł, z funkcji wiceministra sprawiedliwości, czy chociażby Jerzego Ciemniewskiego, wieloletniego posła Unii Wolności - wyliczał Bodnar.
Przemysław Szubartowicz zauważył, iż argumentem po stronie prezydenckiej jest zarzut o niespełnienie przez Berka wymogu formalnego wykonywania przez minimum 10 lat zawodu radcy prawnego.
- Ja patrzyłem na te dokumenty, które on przedstawiał, patrzyłem na zaświadczenie od pani dziekan Okręgowej Izby Radców Prawnych. Moim zdaniem tutaj nie ma wątpliwości. Myślę, iż to jest mnożenie trudności ze strony prezydenta. Natomiast też wydaje mi się, iż prezydent zawsze w takich sytuacjach szuka jakiegoś takiego, nie chcę powiedzieć haka, a raczej pretekstu do tego, żeby podjąć wcześniej zaplanowane działania polityczne - stwierdził.
Reset pomoże w rozwiązaniu kryzysu? "Być może pan prezydent zrozumie"
Innym z wątków poruszonych w programie był pojawiający się w przestrzeni publicznej postulat "resetu" związanego z kryzysem w polskim systemie prawnym.
- Myślę, iż to jest kwestia politycznej polaryzacji i myślę iż odmiennej oceny tego, co się stało w Polsce. Ja będę być może należał do tej grupy dość twardo myślącej o tamtych czasach (rządów PiS - red.), ale to był dla mnie okres absolutnego absolutnego zamachu na ustrój Polski, na system demokratyczny, łącznie z ryzykowaniem wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej - stwierdził Bodnar.
- Uważam, iż gdyby nie wojna w Ukrainie, to prawdopodobnie choćby byśmy byli być może na jakimś etapie polexitu teraz. Ale chyba ta wojna na tyle wystraszyła liderów PiS-u, iż przestali o tym dyskutować na poważnie. I uważam, iż co więcej był to okres masowego nadużywania władzy, łącznie z sytuacjami korupcyjnymi i po prostu nie można przejść obojętnie przez ten cały czas - powiedział gość "Najważniejszych pytań".
ZOBACZ: Dosadne słowa w studiu. Prowadząca upomniała doradcę prezydenta
Wcześniej Przemysław Szubartowicz pytał też o status sędziów powołanych przez KRS za kadencji poprzedniej władzy.
- Pół politycznej Polski uważa, iż trzeba dokonać jakiegoś resetu, żeby w ogóle przestać kwestionować status sędziów - mówił dziennikarz.
- Zdaję sobie z tego sprawę, natomiast to by oznaczało, iż mamy jednocześnie zapomnieć o tym, iż przez ładnych kilka lat były dokonywane upolitycznione nominacje i iż one nie powinny mieć jakiegokolwiek znaczenia. choćby za czasów jeszcze prezydenta Dudy i za czasów poprzedniego rządu został wprowadzony tak zwany test niezależności, który pozwala na kwestionowanie statusu sędziów i ten test, jest codziennie stosowany przez niektórych sędziów, który pozwala na podważanie ich statusu. Oczywiście mamy tu sytuację bardzo skomplikowaną i powstaje pytanie, jak to rozwiązać - ripostował polityk.
- Czy rozwiązać poprzez drogę orzeczniczą od przypadku do przypadku, co może być bardzo szkodliwe z punktu widzenia też indywidualnych spraw, powrotu do jakiejś historii. Czasami słyszymy, iż jakieś sprawy są wracane do wcześniejszych instancji, w tym poważne sprawy karne ze względu na orzekanie przez tych tak zwanych neosędziów. Czy też być może będzie jakieś porozumienie polityczne i być może pan prezydent zrozumie, iż także za to ponosi odpowiedzialność - podsumował.













