
Wojna w Ukrainie zweryfikowała stare podręczniki taktyki wojskowej. Korea Południowa wyciąga z tego szybkie wnioski i ogłasza radykalną reformę swoich sił zbrojnych.
Każdy z blisko pół miliona żołnierzy ma docelowo obsługiwać drona z taką samą biegłością, z jaką posługuje się bronią palną. Problem w tym, iż technologiczne odcięcie się od chińskich komponentów może zamienić ten ambitny plan w logistyczny koszmar.
Współczesne pole bitwy udowodniło, iż przewaga liczebna wroga traci na znaczeniu w starciu z rojami tanich, precyzyjnych bezzałogowców. Seul zamierza wykorzystać tę lekcję, by zniwelować gigantyczną dysproporcję sił na Półwyspie Koreańskim, gdzie napięcie na granicy utrzymuje się od ponad 70 lat.
„Druga broń osobista” na polu walki
Południowokoreańska armia liczy w tej chwili około 450 tysięcy żołnierzy w służbie czynnej. To kilka w zestawieniu z wrogą Północą, która dysponuje siłami rzędu ponad 1,2 miliona wojskowych. Aby zneutralizować tę dysproporcję, minister obrony narodowej Ahn Gyu-back ogłosił plany uczynienia z dronów uniwersalnego narzędzia walki dla wszystkich żołnierza.
AI napisało exploita na zero-day. Google go złapało, bo… był zbyt „grzeczny”
Sprzęt ten ma być traktowany przez żołnierzy dosłownie jako druga broń osobista. Nowa strategia techniczna zakłada nasycenie jednostek tanimi, jednorazowymi bezzałogowcami przeznaczonymi do misji zwiadowczych i uderzeniowych. Dodatkowo armia zamierza wdrożyć na szeroką skalę lasery oraz broń mikrofalową, służące do niszczenia maszyn przeciwnika. Dowództwo operacyjne ds. dronów przejdzie reorganizację, aby ściślej współpracować z krajowym przemysłem nad pozyskiwaniem komercyjnych technologii.
Pięta achillesowa: braki kadrowe i chiński monopol
Papierowe strategie gwałtownie zderzają się jednak z twardą, rynkową rzeczywistością. Po pierwsze, armia oparta na poborze systematycznie kurczy się z powodu drastycznego spadku wskaźnika urodzeń w kraju. Samo utrzymanie wojska na poziomie pół miliona żołnierzy staje się wyzwaniem, a w strukturach brakuje zwłaszcza oficerów zdolnych do masowego szkolenia rekrutów.
Po drugie, wojsko nie wyposaży każdego żołnierza w drona od razu. W tym roku do armii trafi 11 tysięcy maszyn szkoleniowych, a cel zakłada wdrożenie 60 tysięcy sztuk do 2029 roku. Największym wyzwaniem pozostaje jednak zablokowany łańcuch dostaw. Z obawy przed szpiegostwem Seul wymaga, aby krajowe drony składały się w 100 procentach z lokalnych części, bez użycia jakichkolwiek komponentów z Chin, które są głównym sojusznikiem Pjongjangu.
Ponieważ to właśnie chińskie firmy dominują na globalnym rynku komercyjnym, znalezienie wystarczającej liczby bezzałogowców wolnych od części z Państwa Środka będzie niezwykle trudne.
Lekcje wyciągnięte z ukraińskiego frontu
Warto zauważyć, iż choćby Ukraina, będąca wzorem dla współczesnych reform wojskowych, nie szkoli z pilotażu absolutnie każdego piechura. Kijów stawia raczej na wyspecjalizowane zespoły operatorów, koordynację głębokich uderzeń oraz cyfrowe systemy zarządzania walką. Całość wspierana jest przez potężny, krajowy przemysł zbrojeniowy potrafiący masowo produkować sprzęt i błyskawicznie reagować na warunki frontowe.
Czas nie działa na korzyść Seulu. Północnokoreańscy żołnierze, którzy zdobyli doświadczenie w walkach na ukraińskim froncie po stronie Rosji, wracają już do ojczyzny. Z dużym prawdopodobieństwem przekazują oni tamtejszej armii bezcenne lekcje z zakresu nowoczesnej wojny dronów. Technologiczny wyścig na Półwyspie Koreańskim wchodzi właśnie w decydującą, cyfrową fazę.
Czołg widmo napędzany wodorem. Koreański K3 to nie science-fiction – to przyszłość, która może trafić do Polski
Jeśli artykuł Dron zamiast karabinu. Korea Południowa chce zmienić całą armię w operatorów bezzałogowców nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.












